Uciekamy z Udaipuru
Ale jeszcze wrócimy! Postanowiliśmy ostatni dzień w Udaipurze spędzić... poza Udaipurem. 😅 Niemąż na nasze ostatnie 2 indyjskie tygodnie wziął urlop, więc faktycznie mogliśmy sobie zrobić całodziennego tripa. Jako że w Udaipurze mieliśmy tylko jeden taki dzień do dyspozycji, to nasz (mój, niech będzie, że mój!) wybór padł na oddalone o 90 kilometrów Kumbhalgarh oraz Ranakpur. Alternatywną trasą była góra Abu wraz ze znajdującymi się na niej świątyniami dżinijskimi. Jednak Dilwarę już widziałam, a Kumbhalgarh nie. A że fortowa ze mnie dziewczyna... Niemąż nie miał wiele do gadania. 😆 Na szczęście z niego w Indiach też wyszedł fortowy chłopak, więc moje wybory aprobował.
90 kilometrów to dużo i mało. Pierwotny plan zakładał, że może sobie wypożyczymy skuter i przy okazji pojeździmy po okolicznym parku narodowym. Byłoby to wykonalne, bo robiliśmy już podobne trasy przy okazji wycieczki do Cherrapunjee. W połowie trasy znalazłam też jakąś 1 (słownie: jedną) wypożyczalnię, więc moglibyśmy próbować swojego szczęścia i podjechać wesołym autobusem do Nathdwara. Stamtąd byłoby o wiele bliżej. Jednak ten plan był dla Niemęża nieco zbyt ryzykowny. Po tym, jak przejechaliśmy się na wypożyczalniach skuterów w Chikmagalur, wolał nie kusić losu. Jako że ucho wciąż mogło sprawiać kłopot, to Niemąż podjął męską decyzję, że skuterowi mówimy nie. Oznaczało to, że Nieżona musi poszukać kierowcy, który nas po wszystkim obwiezie i nie zażąda miliona monet. Spośród wszystkich korporacji, które nam odpowiedziały, wybraliśmy... Nie, o dziwo wcale nie po cebulacku, czyli najtaniej. Wybraliśmy tych, którzy powiedzieli, że nasz plan jest ok. Najtańsi twierdzili, że nie da się zobaczyć fortu i świątyni tego samego dnia. Jak to nie da się? Przecież ja wszystko wyliczyłam co do minuty! #turystycznyfaszystaisback 😂 Natomiast nasi wybrańcy nie życzyli sobie miliona monet, więc źle nie było. Nasz plan zakładał, że kierowca zjawi się pod naszym domem z samego rana, po czym zabierze nas pod statuę Vishwas Swaroopam, Vrindavan Bagh Stepwell, Fort Kumbhalgarh oraz Ranakpur. Po drodze zaliczymy obiad i wrócimy do domku. A to wszystko w 11 godzin. W Polsce pyknęlibyśmy taką trasę w 5-6... 🙈🙉🙊
Następnego dnia rano kierowca przyjechał. O czasie! W koszuli i pod krawatem. W ładnie pachnącym samochodzie z działającą klimatyzacją. Poczuliśmy się jak vipy. I ruszyliśmy w stronę pierwszej atrakcji - Vishwas Swaroopam, czyli najwyższego na świecie posągu Shivy. Po godzinie dotarliśmy na miejsce i pocałowaliśmy klamkę. Mimo zapewnień Google'a, że taras widokowy na głowie Shivy jest otwarty od 9, okazało się, że otwierają o 10, czyli za pół godziny... W dodatku cały teren wokół był zamknięty, więc w praktyce zobaczyliśmy boga jedynie od d... rugiej strony. 😅
![]() |
| Tego dnia wszystko oglądaliśmy od d...rugiej strony. |
Moglibyśmy poczekać na otwarcie Vishwas Swaroopam, ale że w zasadzie zależało nam tylko na zobaczeniu, czy Shiva faktycznie taki wysoki, to odpuściliśmy. Woleliśmy mieć więcej czasu przy schodkowej studni Vrindavan Bagh. Wszystko fajnie, pięknie, ale... brama parku, w którą kazał nam skręcić Google, była zamknięta na kłódkę. A właściwie na dwie, choć jedna wyglądała tak, jakby mogła się skruszyć od samego patrzenia na nią. Niemąż był niepocieszony, bo marzyło mu się zobaczenie schodkowej studni. Ponieważ nigdzie wokół nie było żadnych znaków ani po angielsku, ani w hindi, ani w rajasthani, to w końcu ruszyliśmy dalej - do Kumbhalgarh. Fortu nam chyba nie zamkną na dwie kłódki, co nie?
Gdy dotarliśmy do Fortu Kumbhalgarh, to odetchnęliśmy z ulgą. Byly samochody, byli turyści - fort otwarty! I absolutnie niesamowity. Jako fortowa dziewczyna i fortowy chłopak biegaliśmy po Kumbhalgarh radośni niczym dzieci, bo ten fort jest idealny do samodzielnego odkrywania kolejnych tajemnych przejść, dziedzińców itp. Podziwialiśmy też wielkie gniazda czegoś żądlącego - pszczół? Os? Szerszeni? Trudno powiedzieć. Tuż przy forcie znajduje się kilka małych świątyń, do których także warto zajrzeć. Spędziliśmy tu 2,5 godziny, ale spokojnie moglibyśmy zostać na 2 razy dłużej. To jeden z fajniejszych fortów, w których byłam. A mam ich na podróżniczym koncie sporo!
![]() |
| Oto i on! |
![]() |
| Będzie padać czy nie będzie padać? |
![]() |
| Polski inspektor BHP dostałby zawału. 😂 |
Z Kumbhalgarh udaliśmy się do ostatniego punktu programu, tj. do Ranakpur Jain Temples. Byłam tam dwukrotnie, ale nie wyobrażałam sobie nie zajrzeć ponownie, bo Ranakpur robi niesamowite wrażenie. Dla Niemęża to była pierwsza dżinijska świątynia. Wcześniej próbowaliśmy zajrzeć do jednej w Cochin, ale była akurat zamknięta. (Cóż za niespodzianka!) W połowie trasy w głębi ducha ucieszyliśmy się, że jednak wzięliśmy samochód, a nie skuter. Na naszej drodze pojawiły się małpy! Całe stada małp, które w dodatku skakały na dachy samochodów oraz wspinały się na plecy zwalniających motocyklistów... 😅 A to małpy jedne! Do celu dotarliśmy szczęśliwie bez małpich gapowiczów, ale lekko zawiani - z powodu zmian ciśnienia oraz niezliczonych serpentyn chodziliśmy zygzakiem. W drodze powrotnej po małpich gangach nie było śladu. Najwyraźniej zebrały już bananowy haracz i udały się na zasłużony odpoczynek. My poszliśmy w ich ślady, bo nadszedł czas na obiad. Kierowca zabrał nas do resortu Aranyawas, który najlepiej opisuje cytat tu jest jakby luksosowo! Po sprawdzeniu cennika trochę nam ulżyło - jadaliśmy taniej, ale ceny były normalne. Za to nienormalny był paneer makhani, który tam serwują. Jeśli świątynie Was nie interesują, to jedźcie do Ranakpuru dla jedzenia. Paneer makhani w Aranyawas jest po prostu obłędny!
Garść informacji praktycznych:
- samochód z kierowcą od Patel Tours N Travels: 4500 Rs./trasa
- Kumbhalgarh Fort: 600 Rs./os.
- Ranakpur: 300 Rs./os. (w tym audio guide).
![]() |
| Wypatrują kolejnej ofiary... |
![]() |
| Zasady wstępu do świątyni. Panie muszą zakryć głowę... podczas wejścia. W samej świątyni nikt już nie przywiązuje wagi do nakrycia głowy. 😅 |
![]() |
| Chyba wolałaby oglądać kreskówki, a nie jakąś tam świątynię. 😂 |


































































































Komentarze
Prześlij komentarz