Tradycja to tradycja
Chyba już tradycją jest szukanie noclegu w Kalkucie. 10 lat temu zeszło się nam parę godzin (choć dzięki temu zrodziła się niesamowita Kolkata story ). Tym razem jednak wiedziałam, że trzeba mieć dokładny adres, więc teoretycznie jechaliśmy przygotowani. Przynajmniej względnie przygotowani - zależnie od mapy mieliśmy 3 możliwe adresy w promieniu kilometra. Wysiedliśmy z Ubera w najbardziej prawdopodobnym miejscu. Niestety pobliska kawiarnia, którą pokazywały mapy Google'a, była zamknięta. A liczyliśmy, że skorzystamy sobie z internetu i zadzwonimy do gospodarzy. Co więcej, okazało się, że numer budynku to wcale nie numer budynku, a raczej całej przecznicy... 😅 Nauczona poprzednim doświadczeniem wiedziałam, że trzeba się po dzielni trochę pokręcić, aż w końcu pojawi się jakiś wybawca i nam pomoże. No to zostawiłam Niemęża na rogu, żeby zrobić rundkę wokół bloków, przy okazji próbując zwrócić na siebie uwagę. Może nasi gospodarze nas sami znajdą? Troszeczkę się wyróżniamy, maj...