Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2023

Tradycja to tradycja

Obraz
Chyba już tradycją jest szukanie noclegu w Kalkucie. 10 lat temu zeszło się nam parę godzin (choć dzięki temu zrodziła się niesamowita  Kolkata story ). Tym razem jednak wiedziałam, że trzeba mieć dokładny adres, więc teoretycznie jechaliśmy przygotowani. Przynajmniej względnie przygotowani - zależnie od mapy mieliśmy 3 możliwe adresy w promieniu kilometra. Wysiedliśmy z Ubera w najbardziej prawdopodobnym miejscu. Niestety pobliska kawiarnia, którą pokazywały mapy Google'a, była zamknięta. A liczyliśmy, że skorzystamy sobie z internetu i zadzwonimy do gospodarzy. Co więcej, okazało się, że numer budynku to wcale nie numer budynku, a raczej całej przecznicy... 😅 Nauczona poprzednim doświadczeniem wiedziałam, że trzeba się po dzielni trochę pokręcić, aż w końcu pojawi się jakiś wybawca i nam pomoże. No to zostawiłam Niemęża na rogu, żeby zrobić rundkę wokół bloków, przy okazji próbując zwrócić na siebie uwagę. Może nasi gospodarze nas sami znajdą? Troszeczkę się wyróżniamy, maj...

P jedzie dalej, a ja wracam!

Obraz
Wielkokrotnie się zastanawiałam, kiedy nadchodzi ten moment w życiu podróżnika, że w jakieś miejsce już wraca, a nie wciąż do niego wyjeżdża. Teraz już wiem - za 10. razem. Albo po prawie 15 latach. Dzień dobry, Mateczko Indie, wróciłam! 💖 Wniosek o indyjską wizę (a konkretnie ETA - electronic travel authorization) składaliśmy wcześniej online. Polacy nie mają prawa do typowej wizy po przylocie, papierologię trzeba wypełnić elektronicznie minimum tydzień przed przylotem (żeby nie dostać zawału serca, że ETA nie dotarła na czas). Gdyby ktoś był zainteresowany szczegółami wyrabiania wizy, to odsyłam do MateczkaIndie . Wszystko mieliśmy solidnie przygotowane (i podrukowane), zatem przez imigracyjny przeszliśmy jak burza. Tzn. Niemąż jak burza, a ja jak kapuśniaczek. Trafił mi się opiekuńczy pan, który postanowił wytłumaczyć mi zawiłości wizy rocznej (bo przecież na pewno ich nie znam), więc zeszło się troszkę dłużej. Nie wiedział, że ja już należę do klubu stałych klientów i jestem zapis...

Czym Indonezja (Bali) stoi? [Podsumowanie]

Obraz
Czas na nasze subiektywne podsumowanie Indonezji. A właściwie Bali i Komodo, bo tylko tam zawitaliśmy. 😅  Pierwsze wrażenie A: Jaki szybki imigracyjny! Jakie ładne lotnisko! Jak to nie ma internetu na lotnisku ?!?!?! 😂 P:  Czemu tu tak ciężko dostać się na plażę? Cała linia brzegowa zabudowana.* * Niby plaża 200m od domu, ale trzeba przejść 3 razy tyle, bo wszędzie ściana przy ścianie stoją knajpy i świątynie. I nie da się przemknąć niepostrzeżenie. Największe pozytywne zaskoczenie A: Na Bali wystarczy przejść 500 metrów, żeby znaleźć coś ładnego/interesującego. Nie ma może widoków spektakularnych, ale jest po prostu uroczo. P:  Całkiem żywa rafa z brzegu (na Komodo...). Że skutery mają na drodze pierwszeństwo, a nie ciężarówki. Największe rozczarowanie A: Park Komodo, a konkretnie traktowanie waranów !  P:  Waran z Komodo "na łańcuchu", ustawiany przez przewodników do zdjęć za pomocą kija, na pełnej śmieci plaży. Najfajniejsze wspomnienie A: Walka o życie na ...

Jest i czarna plaża!

Obraz
W drodze powrotnej ze zwiedzania postanowiliśmy wykorzystać dobrą pogodę oraz wczesną godzinę i zjechaliśmy jeszcze na chybił-trafił nad wodę. Pomijając najpierw dziury, a potem jeszcze większe dziury (tyłki bolały nas po nich przez 2 dni), byliśmy niezwykle zadowoleni z tej decyzji. Bo w końcu trafiła nam się czarna plaża wulkaniczna! I w dodatku z uroczą małą świątynią o bardzo długiej nazwie. 😁 Niemąż postanowił też jeszcze skorzystać z okazji i polatać dronem. Tu powinnam wstawić nagranie z marszem żałobnym. Jeszcze przed startem wydarzyła się lotnicza tragedia - dron wyślizgnął się P z ręki i poleciał w piasek. Dla niezorientowanych: dron + piasek = nie latamy do czasu powrotu do Polski i profesjonalnego czyszczenia w serwisie. Spieszmy się kochać (wykorzystywać) drony, tak szybko idą do piachu... 😭 Przynajmniej morze go nie porwało. I okolica była ładna. I Niemąż nie musi się już martwić lataniem na nielegalu w Indiach. Garść informacji praktycznych: świątynia Pura Campuhan Win...

Papryczki, papugi i psy pilnujące

Obraz
Bali poszło tropem Malezji i przestało nas lubić. Czyli prawie cały czas pada. 😞 Niby w deszczu też można jeździć, ale jednak nie tutaj - już poznaliśmy stan lokalnych dróg i nie ma takiej siły, która nas przekona do przejażdżek skuterem. I bez deszczu można zęby stracić, a co dopiero w czasie burzy. Zatem jak tylko w nasz ostatni weekend wychynęło słoneczko, to wskoczyliśmy na skuter i pomknęliśmy przed siebie. Ostatnia szansa, żeby coś zobaczyć! Wybór miejsca był trudny, bo wcześniej w planach mieliśmy jeszcze sporo wycieczek, w tym na północ wyspy. ( Gupi deszcz!) Stwierdziliśmy jednak, że skoro to końcówka, to zostaniemy gdzieś blisko. I w taki oto sposób wybór padł na Ukryty Kanion - miejsce, o którym wielu turystów nie wie. Zajechaliśmy na miejsce nawet bez większego problemu. Wokół kas pełno jest świątyń i altan, więc na początku zwątpiliśmy, czy to tu. Jeśli też będziecie wątpić - to tu. 😆 Przed zakupem biletów podpytaliśmy jeszcze w kasie o skalę trudności. Niemąż lubi, jak...