Co tygrysy lubią najbardziej?

Kto czytał relację z Malezji, ten zna odpowiedź - namorzynki! 😁 Na Bali jest kilka pykających lasów. Dlatego pewnego pięknego dnia zgarnęliśmy skuter od naszych gospodarzy i ruszyliśmy do mangrowców najbliżej nas, tj. Taman Wisata. Niestety, kładka okazała się być w remoncie. Budują przy niej jaką knajpę i przejście jest zatarasowane. Niemąż zastanawiał się nad przedarciem się na nielegalu, ale po zaledwie minucie stania przy budowie staliśmy się obiektem zainteresowania budowlańców.😓 Na szczęście namorzynki można oglądać nie tylko z kładki - tuż obok znajduje się trasa spacerowa Tempat Bersih. Jedynym jej mankamentem jest nawierzchnia. To już nie eleganckie drewniane klepki, ale żwir, błoto i piasek. Warto wziąć dobre buty. I lornetkę lub aparat z dobrym zoomem. W całym lesie pełno było malutkich krabików. Takich wystarczająco dużych, żeby zakrzyknąć: O, krabiki! Równocześnie zbyt małych, by zobaczyć jakiekolwiek detale kolorowych szczypców. Nie dogodzisz kobiecie! 😅

Teoretycznie z pobliskiej przystani Ekowisata Mangrove Batu Lumbang można wziąć łódkę/kajak i popływać wśród mangrowców, jednak my nie skorzystaliśmy - woleliśmy sobie potuptać w poszukiwaniu krabów i mułoskoczków.



Kto policzy wszystkie krabiki?






Piękne mangrowce. I jeszcze "piękniejszy" śmietnik... 😤







Uprawa sadzonek w centrum badawczym obok.




W drodze do lasu namorzynowego zgubiliśmy drogę. Oj, wszystkie zjazdy z ronda wyglądają tak podobnie. Nie ułatwia też sprawy fakt, że mapy niektórych zjazdów nie widzą (albo nie uznają za zjazdy). I tak z 2. zjazdu wyszedł nam 3. zjazd. Skoro już źle skręciliśmy, to postanowiliśmy jechać dalej i zobaczyć, co nas czeka na końcu drogi. Opłacało się! Gubienie się na Bali ma jednak plus w postaci znajdywania perełek. A konkretnie dwóch świątyń - Pura Luhur Candi Narmada Tanah Kilap oraz Kelenteng Ong Tay Jen Griya Kongco Dwipayana. Nie dało się dłużej. 😂 W skrócie będziemy je nazywać PLCNTK i KOTJGKD. Albo indonezyjską i chińską, bo na takie nam wyglądały. Indonezyjska leżała tuż nad jeziorem. Akurat remontowano ścieżki, więc nawet nie mieliśmy okazji przejść się wokół jeziora. Przeszliśmy się za to wokół świątyni. Ładnie, cicho, żywej duszy wokół. Tzn. na tyłach, bo na przedzie świątyni było zaparkowanych kilkanaście skuterów, a ich właściciele przyglądali nam się z wielkim zainteresowaniem. W końcu tutaj zaglądają tylko lokalni! 😅 

Naprzeciwko prowizorycznego parkingu dostrzegliśmy jeszcze świątynię chińską. Trudno ją było przeoczyć - wielka czerwona bryła mocno się wyróżniała na tle innych budynków. Im bliżej byliśmy wejścia, tym bardziej wracały wspomnienia z Singapurę. Natknęliśmy się całkiem przypadkiem na małe cudo kiczu. Może nie na skalę Haw Par Villa, jednak według mnie warto i tam zajrzeć. Choć w tej świątyni spodziewajcie się już spotkać kilka osób.


Garść informacji praktycznych:








A co to za chińska świątynia? 😂











Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu