Jest i czarna plaża!
W drodze powrotnej ze zwiedzania postanowiliśmy wykorzystać dobrą pogodę oraz wczesną godzinę i zjechaliśmy jeszcze na chybił-trafił nad wodę. Pomijając najpierw dziury, a potem jeszcze większe dziury (tyłki bolały nas po nich przez 2 dni), byliśmy niezwykle zadowoleni z tej decyzji. Bo w końcu trafiła nam się czarna plaża wulkaniczna! I w dodatku z uroczą małą świątynią o bardzo długiej nazwie. 😁
Niemąż postanowił też jeszcze skorzystać z okazji i polatać dronem. Tu powinnam wstawić nagranie z marszem żałobnym. Jeszcze przed startem wydarzyła się lotnicza tragedia - dron wyślizgnął się P z ręki i poleciał w piasek. Dla niezorientowanych: dron + piasek = nie latamy do czasu powrotu do Polski i profesjonalnego czyszczenia w serwisie. Spieszmy się kochać (wykorzystywać) drony, tak szybko idą do piachu... 😭
Przynajmniej morze go nie porwało. I okolica była ładna. I Niemąż nie musi się już martwić lataniem na nielegalu w Indiach.
Garść informacji praktycznych:
- świątynia Pura Campuhan Windhu Segara Padanggalak: wstęp bezpłatny, skuter do zostawienia pod chmurką.
















Komentarze
Prześlij komentarz