Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2022

I z Himalajów by się zeszło!

Obraz
Mieliśmy ambitny plan, żeby wstać o 6 na wschód słońca. Niby już raz witaliśmy Himalaje, ale nie na takiej wysokości. Okazało się, że nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł - Hiszpanki zamówiły śniadanie na tę samą godzinę. Zatem rozpoczęła się wojna nerwów, kto pierwszy wstanie i pojawi się w jadalni. W życiu jednak jest jakaś sprawiedliwość - my byliśmy pierwsi, one pierwsze dostały śniadanie. 😅 Po 6 pojawili się kolejni piechurzy. Tylko Szwajcarzy się cenili i wstali godzinę później. Ale opłacało się dla takich widoków. Himalaje powitane, śniadanie zjedzone. Czas na nas! Trzeba korzystać, że w końcu nie pada.  Plan (minimalny, maksymalny i w ogóle jedyny możliwy): Ghandruk i pierwszy z brzegu bus do Pokhary. Gnaliśmy. Każde z nas miało inną motywację. Niemęża dopingowała perspektywa wolnego wieczoru, mnie - brak deszczu. Równocześnie tego dnia mieliśmy najgorszy możliwy czas. Zeszło nam się 1,5h dłużej niż szacowały mapy, choć w dół powinno być łatwiej. Czego się jednak spodziew...

4. dzień tortury, znaczy trekkingu

Obraz
Rano chwilę bawimy się z kotem, jemy śniadanie i po pożegnaniu z naszymi gospodarzami wychodzimy na szlak. O 7. 7! Ze względu na brak czasu (no dobrze, kondycji też) wyżej już nie wejdziemy - zaczynamy pomału schodzić. Poprzedniego dnia chcieliśmy dotrzeć do Tadapani i tam nocować. Nadal moglibyśmy tam zostać. Jednak Niemężowi ogromnie spodobała się koncepcja wygięcia kuny aż do Ghandruka i złapania autobusu do Pokhary - miałby w ten sposób jeden wolny dzień ekstra. Ostatni autobus odchodził o 17. Albo o 16. Zależnie od źródeł. W najgorszym razie tam zanocujemy - to już cywilizacja pełną parą, więc na pewno coś sensownego znajdziemy. Dlatego nie ma to tamto - szybciutko!  Schodzenie ma jeden zasadniczy mankament - odzywają się wszelkie stare kontuzje. Moja kostka szybko dała o sobie znać. (Dawała też wcześniej, ale jakoś wchodziło się łatwiej.) Potem Niemąż przypomniał sobie, że przecież on ma rozwalone kolano. A dzisiaj czekało nas sporo schodów - na zmianę w górę i w dół. No, to ...