Trekking - przygotowania
Od czego najlepiej zacząć przygotowania do trekkingu? Oczywiście, że od spektakularnego orła! 😆
Aby wejść na szlaki w kierunku Annapurny, trzeba wyrobić dwa pozwolenia. Pierwsze to TIMS - taka legitymacja piechura za 2000 Rs. (ok. 65 zł). Sama w sobie nie pozwala na wejście na konkretne szlaki, ale raczej na trekkingi ogólnie. A gdybyśmy się zgubili, to znaleźliby przy nas legitymacje i od razu wiedzieli, kim jesteśmy. I kto jest naszym kontaktem na wypadek spadnięcia w przepaść. 😅 Drugi dokument to ACAP, czyli pozwolenie wejścia na konkretne szlaki w ramach Annapurna Conservation Area. Internety mówią, że kosztuje 2500 Rs., ale wiadomo - inflacja, te sprawy... Obecnie to już 3000 Rs. (ok. 100 zł).
Zatem dzień przed naszym wypadem w (wyższe) góry udaliśmy się do Nepal Tourism Board wyrobić potrzebne dokumenty. Jak na cebulę przystało, postanowiliśmy przyoszczędzić na rikszy i wykorzystać własne nogi (po coś mamy dwie, a właściwie cztery). W końcu to tylko 2 km, przy okazji jakaś rozgrzewka będzie.
| Nareszcie jakaś znajoma twarz! (Salmana) |
| I jakaś mniej znajoma, ale urokliwa buzia. |
Taka oto sytuacja:
Docieramy do posterunku policji, na oko jakieś 300 m przed biurem. P idzie przodem, ja za nim. P idzie dalej, a ja już podziwiam niebo z pozycji asfaltu. 😂
Żadne z nas nie wie, co tam się stało, bo droga była prosta, bez najmniejszego kamyczka nawet. Efekt - obita kostka i obita du...ma. Orła musiałam wywinąć koncertowo, ponieważ nawet się policjanci rzucili na ratunek. Sińce w okolicy kości ogonowej trzymały się dwa tygodnie i kazałyby mocno podejrzewać Niemęża o skłonności masochistyczne, gdyby nie świadkowie. Pal sześć sińce, podczas upadku obiłam sobie kostkę. Głupi (debil) ma szczęście - nie jest skręcona ani złamana, mogę iść, jednak każdy krok trochę boli. I teraz mamy dylemat - skoro nie wydaliśmy jeszcze kasy na pozwolenia, to może odpuścić trekking i wyleczyć kontuzję? Czy jednak jak ten debil iść w najwyższe góry świata, bo przecież skoro już tutaj przyjechaliśmy, to jak to tak teraz zawrócić?
![]() |
| Że niby tacy "fit" jesteśmy? |
Trafiliśmy akurat na jakąś wycieczkę Indusów. Stanęliśmy z nieco tępym wzrokiem przy ladzie, próbując się zorientować w tym tłumie, skąd wziąć formularze. Panie zza lady od razu ogarnęły temat, że z nas kompletne świeżaki. Podsunęły od razu obydwa formularze i palcem wskazały dostępne długopisy oraz fotografa. Tak - w biurze mają fotografa! Do formularzy trzeba dołączyć zdjęcia paszportowe, więc zdjęcia robi się na miejscu. Za darmoszkę! Mają nawet profesjonalne tło, światła i krzesło. Pan pstryka zdjęcia 5-6 osobom, potem każdemu drukuje fotki, pstryka kolejnych 5-6 turystów i tak w kółko. Optymalizacja procesu pierwsza klasa. 😎 Po przekazaniu wypełnionych dokumentów i 2000 Rs. w ciągu minuty dostaje się legitymację.
Teraz czas na ACAP. Tutaj proces był zorganizowany troszeczkę inaczej - kto ma lepsze łokcie i głośniej się drze, ten pierwszy dostanie dokument. Cóż, w życiu potrzeba nieco różnorodności. Chaos po części spowodowany był wspomnianą wcześniej wycieczką z Indii - po prostu Indusi zwykle są głośni. Tym razem nie można mieć jednak do nich żalu, bo... dostawali ACAP-y z cudzym zdjęciem. Albo bez zdjęcia i mieli je sobie sami wszyć. I tak - zwykle nawet w tym przypadku dostawali zszywacz i cudze zdjęcie. Pani z okienka nie umiała dopasować zdjęcia do stojącego naprzeciwko niej człowieka. Jest to o tyle ciekawe, że (dla nas) jednak Nepalczycy i Indusi nie różnią się tak bardzo, więc raczej powinni być w stanie rozpoznać daną osobę. A nawet jeśli nie po twarzy, to po ubraniu - wszyscy robili sobie zdjęcia tego samego dnia, więc jeśli pani w żółtym sari dostaje zdjęcie pani w czerwonym sari, to chyba coś tu nie gra. Pomijam już kwestię tego, że każdy składa formularz ze (swoim) zdjęciem, więc... niezły burdel mają w tym Archeo. 😂 Ponieważ w Mistrzostwach Rozpychania się Łokciami żadne z nas nigdy nie brało udziału, a tutaj mieliśmy złotych medalistów, to trochę nam się zeszło. W końcu jednak dokumenty przyjęli. Zastanawialiśmy się z Niemężem, czy nam też zamienią zdjęcia i on będzie miał moje, a ja jego. Jeszcze tylko szybka przeprawa łokciowa, żeby zapłacić w drugim okienku 3000 Rs. i tak oto dostaliśmy poprawnie wypełnione dokumenty. Uff!
Hurra, jutro idziemy (kulejąc) w Himalaje!




Komentarze
Prześlij komentarz