Czym Indie stoją? [Podsumowanie]
Czas na nasze subiektywne podsumowanie Indii. Spędziliśmy w tym kraju aż 5 miesięcy, więc w przypadku większości pytań trudno było wybrać tylko jedno naj. Dlatego czasem będzie więcej. 😅 I tak, przyznaję, że ja ani trochę nie jestem obiektywna, choć się postaram. No ale Indie zawsze będą miały w moim serduszku specjalne miejsce i koniec.
Pierwsze wrażenie
A: Nareszcie w domu. Wróciłam, Mateczko Indie!
P: W końcu nie ma problemów z jedzeniem!*
* Nie żeby w innych krajach w ogóle nie było jedzenia. Oczywiście chodzi o wersję wege.😋
Największe pozytywne zaskoczenie
A: Niemąż dał radę i nie powiedział mi po tygodniu, że zwijamy manatki do innego kraju. 😜 A poza tym - Hyderabad. Kiedyś byłam, ale nie kliknęło mi aż tak. A teraz... a teraz chcę znowu!
P: Temperatury niewymagające klimatyzacji w większości mieszkań.
A: Durne nowe zasady telekomów przeciwko biednym turystycznym żuczkom, które przyjeżdżają na własną rękę. 😂 I ogólnie fakt, że niezależnym turystom robi się coraz bardziej pod górkę.
P: Stosunkowo mała liczba osób mówiących po angielsku.
Najfajniejsze wspomnienie
A: Absolutnie każde, nawet Airtelowe przygody. I holi, i diwali, i majestatyczne forty na północy, i SRK w kinie, i mieszkańcy Hyderabadu, i wzgórza Meghalayi, i doliny Chikmagalur, a nawet moja nowa koleżanka w sklepie mlecznym w Cochin. Ja nie umiem wybrać jednego, bo wszystkie te momenty były naj.
P: Zachód słońca na Meghalayskich pustkowiach.
Ostatnie wrażenie
A: Wcześniej zawsze obawiałam się, że gdyby przyszło mi zamieszkać na stałe w Indiach, to proza życia i użeranie się z biurokracją mogłyby zabić moją miłość do tego kraju. A jednak okazało się, że mogłabym tutaj mieszkać! Po 5 miesiącach wciąż nie mam dość. 🧡
P: Nareszcie do domu. Wracamy!
Wrócimy?
A: Co to w ogóle za pytanie? Oczywiście, że TAK!!!
P: Mów za siebie!*
* A przed wylotem sam mówił, że przyleci jeszcze raz w tym roku na parę miesięcy, żeby wizę wyeksploatować! 😂
Garść informacji praktycznych:
Wszystkie kwoty podane są w przeliczeniu na jedną osobę i w walucie, w której płaciliśmy. Dla przypomnienia - 1 zł to obecnie ok. 20 rupii, w czasie naszego pobytu to jednak średnio 17,5 Rs.
- lot z Denpasar do Kalkuty: 1 150 zł
- 5 miesięcy w Indiach: ok. 19 000 zł, w tym:
- wiza: 40 usd/rok
- nocleg: 7 430 zł
- transport: 3 850 zł, w tym:
- loty po Indiach (6): 2 520 zł
- koleje: 5 610 Rs.
- żywność (zakupy spożywcze i knajpy): 103 000 Rs.
- zwiedzanie i rozrywka: 26 600 Rs., w tym:
- Sundarban cruise 2D1N: 5 300 Rs.
- objazd po okolicach Ranakpuru: 2 250 Rs.
- Ramoji Film City: 1 600 Rs.
- Taj Mahal: 1 300 Rs.
- lekarz (i lekarstwa): 1 500 Rs.
Jak widać powyżej - w Indiach uprawialiśmy turystykę głównie gastronomiczną. 😂 Nie wliczamy do wydatków też kupy kasy, którą wydaliśmy na pamiątki - wróciły z nami walizka, plecak, talerze, miski, kubki, sztućce... Przeciętny turysta raczej nie kupuje takich rzeczy. 😅
Małe przypomnienie w kwestii naszych wymagań noclegowych. Standardowo rezerwowaliśmy miejsce z:
- 2 pokojami (salon/kuchnia i sypialnia - żeby sobie nie przeszkadzać w czasie pracy)
- aneksem kuchennym (gotowanie samych śniadań to już niezła oszczędność)
- klimą (bez niej byśmy zginęli)
- porządnym stołem
- sofą (na życzenie Niemęża)
- telewizorem (bo może posłużyć jako zewnętrzny monitor, a i lepiej się Netflixa ogląda).

Komentarze
Prześlij komentarz