Mieszkanie w jednym miejscu prawie przez pół roku daje niezły pogląd na to, jak wygląda codzienność w danym kraju. Zwłaszcza kiedy jest się panią domu, czyli trzeba zająć się zakupami, gotowaniem, sprzątaniem i innymi takimi jakże przecież przyjemnymi zadaniami. 😂 (Dla niedomyślnych - to była ironia.) Jak zatem wygląda codzienność pani domu (vel kury domowej) w Indiach?
Zacznijmy od samego domu. Standardy są różne, podobnie wyposażenia, ale cechami wspólnymi dla wszystkich mieszkań są siatki w oknach, bojlery, filtry do wody oraz... brak kaloryferów. 😅 A co jeśli na zewnątrz są tylko 2 stopnie? Pozostaje założyć na siebie wszystko, co zabraliśmy. Albo brać wiele ciepłych pryszniców. W każdym indyjskim domu znajdują się bojlery, które nagrzeją wodę w kwadrans. Co prawda wystarcza to na max 20 minut kąpieli, ale hej! przy paru stopniach w domu zawsze to coś. Być może dlatego Indusi myją się kilka razy dziennie. 😅 Choć najczęściej indyjskie prysznice to kurek z wodą, wiadro i polewak. Albo system rurek, którego nie powstydziłby się żaden modernistyczny artysta.
 |
Bojler musi być!
|
 |
To jeszcze prysznic czy już instalacja artystyczna?
|
 |
Polska myśl techniczna.
|
 |
We wszystkich oknach siatki, ale o wentylatorach zapomnieli...
|
 |
A gdzie guziczki do wybierania programu? Że wężyk idzie gdzie? 😂
|
W indyjskich kuchniach nadal królują kuchenki gazowe, co wiąże się z samodzielną wymianą wielkiej butli. Nowe najczęściej dowożone są ciężarówkami albo... na rowerach. Widok starszego pana z przytwierdzonymi do roweru 8 butlami nie jest niczym zaskakującym. 😅 Najwyraźniej w Indiach można nimi nawet rzucać z paki samochodu, a i tak nic się nie stanie. Jakoś nie miałam zaufania do poszarpanych wężyków zakładanych na wentyl na słowo honoru, więc przez pierwszy miesiąc każdą butlę po odkręceniu obwąchiwałam niczym pies. Z czasem okazało się jednak, że indyjskie słowo honoru znaczy bardzo wiele i ani razu nie nawdychaliśmy się gazu.
To, co jednak nie zdobyło serc indyjskich pań domu, to suszarki na naczynia. Z niewiadomych przyczyn nigdzie nie ma tego, co w Polsce wydaje sie podstawą - ani zlewów z metalowym ociekaczem, ani wolnostojących suszarek do naczyń. Wszystko kładzie się prosto na blat. Albo od razu wyciera. Albo kupuje w sklepie z wiadrami stojak na przyprawy, który wygląda zupełnie jak polski ociekacz. 😂
 |
Butle grzecznie czekają na odbiór.
|
 |
Potężny filtr zamontowany przy kranie.
|
Skoro już w kuchni jesteśmy - jak wyglądają zakupy spożywcze w Indiach? Męcząco. 😂 Przede wszystkim w Indiach wciąż działają maleńkie sklepiki osiedlowe, które sprzedają tylko 10-15 typów produktów. Czyli mamy osobne sklepy z jajkami, nabiałem, pieczywem, sokami (w kartonach), przegryzkami itd. Można też iść do większego supermarketu typu Spencers albo Reliance Fresh, ale zwykle oznacza to 1,5-kilometrowy spacerek w jedną stronę. Do sklepu spoko, ale z ważącymi 5 kilogramów siatami gorzej. Induski najczęściej podjeżdżają na skuterach z mężami i robią od razu wieeeelkie zaopatrzenie. Nie chcecie stać w kolejce za typową indyjską panią domu, bo kasowanie trwa wieczność. 😅 A kas samoobsługowych ani ekspresowych w Indiach jeszcze nie ma. W teorii zakupy powinno się pakować do siat dopiero po wyjściu z marketu. Przy drzwiach stoi strażnik, który porównuje zawartość toreb z pozycjami na paragonie. Jeśli spakujecie wszystko przy kasie, to jest ryzyko, że trzeba będzie je rozpakować... W 90% przypadków biali mają taryfę ulgową, ale zdarzają się służbiści. (Pozdrawiamy pana z Reliance Fresh w Udaipurze! Choć pewnie i tak tego nie przeczyta.)
A jak wracamy z zakupami do domu? Z bananem na wierzchu siatki na wypadek spotkania małpy, która zeskoczy z drzewa na murek tuż obok i pożądliwie będzie przyglądać się Waszej siatce. Po zapłaceniu myta należy wycofać się szybciutko, póki straty są niewielkie, a wróg nie wezwał posiłków. Takie rzeczy tylko w Indiach. 😂
 |
Warzywiaczek po chmurką. Najczęściej kupuje się jednak z wózków, a nie z ziemi.
|
 |
Tu już mamy poważny sklep. Ale mleka ani lodów nie mieli. 😂
|
 |
Na obrazku mamy... cukier trzcinowy! W Indiach z dużego bloku odłupuje się jego bryły. 😁
|
 |
A który to nasz polski banan, po prostu banan?
|
 |
Na małpy trzeba uważać nawet w knajpach. 😅
|
Sama droga do sklepu to często slalom gigant połączony z survivalem. Nie dość, że przez 1,5 kilometra trzeba co najmniej 3 razy przedzierać się przez wykopy, to jeszcze należy uważać na otaczające nas zewsząd samochody. Zasada ruchu drogowego jest tylko jedna: większy ma zawsze pierwszeństwo. Czyli słoń > autobus > jeep > samochód osobowy > riksza > stado kóz > rower > walczący o przetrwanie pieszy. 😅
 |
Standardowy slalom gigant. Polskie kobiety wracające z ciężkimi siatami nie mają lekko.
|
 |
Chodnik w Indiach wygląda tak. Czyli nie wygląda, bo go zwykle nie ma. 😆 Miejsce pieszych jest na drodze.
|
 |
A jak już chodnik jest, to zwykle okupują go skutery, drzewa i bydło. 😅
|
 |
| W większych miastach na drogach bywa i zebra. Choć czasem tylko na pasie w jedną stronę... Za budką policji już jej nie ma. 😆 |
 |
Przy 2+3 ciężko już wozić zakupy, choć Indusi pewnie by wcisnęli jeszcze ze 3 siaty.
|
 |
Na skuterze można przewieźć wszystko - rower, szybę samochodową, walizki, 4 kozy. Wszystko.
|
 |
Makao i po makale. Krowy wygrały, dzisiaj nikt nie jedzie do pracy.
|
W Indiach nie ma mowy o siedzieniu zamkniętym w domu w samotności. Zawsze można tu liczyć na towarzystwo. Ba! Jeśli założyć, że jaszczurki to prawie myszki, to nawet się kobieta może poczuć jak księżniczka z bajki Disneya. (Kopciuszek, tak gwoli ścisłości.) Niektórzy towarzysze tak bardzo się z nami zżyli, że postanowili założyć całą kolonię. W laptopie... 😂
 |
Najwyraźniej jaki Kopciuszek, taki słowik... So sing sweet nightingale pigeon!
|
 |
Każdy szanujący się dom w Indiach ma przynajmniej 3 takie maluchy!
|
 |
Nie tak łatwo eksmitować mrówki z laptopa...
|
A co, jeśli już w końcu pani domu chce się wyrwać z domu? Idzie do muzeum i trafia do... sklepu z rękodziełem. 😂 W Indiach trzeba być czujnym - muzeum to często sklep, cafe to bistro z ciepłymi posiłkami, a hotel to restauracja.
A kiedy już, już w końcu udaje się dotrzeć do jakiegoś zabytku, żeby nie stracić ostatnich szarych komórek i się doedukować, to napotyka się przeszkodę w postaci grup Indusów walczących o atencję oraz ek photo, please... Tak oto kultura i edukacja zostają zepchnięte na margines przez sławę i +10 do lansu. 😂
Komentarze
Prześlij komentarz