Płatności w Azji

Planując wyjazd do Azji, wiedzieliśmy, że musimy odpowiednio zabezpieczyć się finansowo. Jednak nie tylko pod kątem ilości (czyli żeby było nas stać także na nieprzewidziane wydatki), ale też logistyki. Ważne było, abyśmy łatwo mogli wymieniać waluty (każdy z odwiedzanych krajów miał inną), a także posiadali kilka różnych kart. Przed wyjazdem powiadomiliśmy też banki o naszych planach podróżniczych, jednak nigdy nie wiadomo, czy mimo ostrzeżenia nie dojdzie jednak do blokady. A odkręcanie automatycznej blokady nie należy do najłatwiejszych ani najtańszych (minuta połączenia z Polską to średnio 8 zł). Oczywistą dla nas była również konieczność zabrania gotówki - w Azji co pieniądz w ręce, to pieniądz w ręce. Choćby i był w innej walucie. Wahaliśmy się chwilę między euro i dolarami, ale jednak amerykańska waluta przeważyła - można nią płacić m.in. w Kambodży, a i w Indiach chętniej dolary przytulą niż euro. 

Przed wylotem zamówiłam  dla siebie kartę Revolut (Niemąż już miał). Głównie z myślą o płatnościach w internecie i lepszej kontroli, czy nikt nie wykrada danych. W aplikacji widać jak na dłoni każdą transakcję, w przypadku płatności przez internet trzeba potwierdzić transakcję na telefonie, więc zdecydowanie trudniej zorientować się po paru miesiącach, że ktoś ciągnie nam pieniądze z konta. A w Azji kradzieży danych baliśmy się najbardziej. 😜Revolut pozwalał nam też na zakup i trzymanie na koncie w aplikacji dolarów amerykańskich i singapurskich, a także tajskich batów*. A od etapu Tajlandii mieliśmy na Revolucie nawet jurki. Zwrot za bilety kolejowe od 12Go dostałam w euro, choć wcześniej płaciłam dolarami. Pochodzimy z terenu Unii, więc musieli nam oddać w walucie europejskiej. 😆
* Po naszym powrocie wprowadzili też subkonta w rupiach indyjskich!!! 😍 

Pojechaliśmy zatem do Azji uzbrojeni w:

  • 2 karty Revoluta w pakiecie standard (po jednej na głowę)
  • nasze polskie karty debetowe i kredytowe: Visa, Mastercard i Mestro (gdyby Revolut nie działał)
  • dolary amerykańskie pozwalające nam spokojnie przeżyć miesiąc lub kupić bilet na lot do Polski - gdyby np. nam ukradziono/zablokowano wszystkie karty
  • jakieś drobne euro - bo i tak mieliśmy je w domu, więc wzięliśmy ze sobą.

W Azji Revolut sprawdził się wyśmienicie i możemy go szczerze polecić. Nie wszędzie karty były akceptowane, ale to nie wina Revoluta. Często odrzucane były wszystkie karty międzynarodowe (więc nasze polskie karty też by nie przeszły). Tu też mała przestroga dla biorących tylko jedną kartę - w wielu miejscach widzieliśmy kartki, że Visa to jedyna akceptowana karta. W dodatku w Azji faktycznie Visa ma lepszy kurs niż np. Mastercard ze względu na mniej przewalutowań. W przypadku MC zawsze odbywa się to na zasadzie złotówki>>euro>>dolary amerykańskie>>waluta płatności. Natomiast w przypadku Visy to złotówki>>dolary amerykańskie>>waluta płatności.

W bezpłatnym planie Revoluta limity wypłat z bankomatów oraz wymiany walut nie są wysokie, ale przy 2 kartach dawało się pokombinować. Przez rok tylko parę razy zapłaciliśmy prowizję za przekroczenie limitu, więc choćby z tego powodu wzięcie drugiej karty miało sens. W praktyce korzystaliśmy tylko z kart Revolutowych. Polskie przydały nam się może ze 2-3 razy.  

Jeśli chodzi o bankomaty, to też raczej nie mieliśmy problemu z wypłatami. O ile znaleźliśmy działający bankomat. 😅 Najwięcej naszukaliśmy się ścian płaczu w Nepalu (bo ich mało) i w Indiach (bo tylko co 4. działał i akceptował karty spoza Indii). Niestety, w Azji trzeba też liczyć się z prowizjami rzędu kilkunastu złotych w przypadku kart zagranicznych. O prowizji nigdy nie dowiedzieliśmy się po fakcie, zawsze przed potwierdzeniem operacji wyświetlał się komunikat o doliczeniu opłaty transakcyjnej. Jeśli płaciliśmy kartą np. w restauracji czy sklepie, to takich prowizji już nie było. Tylko w jednym miejscu w Indiach nas uczciwie ostrzeżono, że ze względu na wysokość rachunku jeśli chcemy płacić kartą, to muszą nam doliczyć opłatę.

Inną bajką za to są portfele elektroniczne. Stanowią najpowszechniejsze rozwiązanie w Indiach - tam indyjskim blikiem można płacić nawet na małych straganach. Czasem nawet sprzedawcy nie mają jak wydać, gdy ktoś płaci gotówką, bo przecież w Indiach wszyscy płacą Phonepe albo Paytm... Mankamentem takich portfeli jest to, że trzeba do nich podpiąć lokalną kartę bankową. Której przeciętny turysta z Polski oczywiście nie ma. 😅 W Indiach nawet mój GooglePay nie działał - z tego samego powodu. 

A z ciekawostek (głównie dla Niemęża, bo ja o tym wiedziałam od lat) - indyjscy sprzedawcy czasem resztę wydają w... cukierkach. Szuflada pełna łakoci w sklepie to częsty widok. I wyjątkowo nie świadczy o obżarstwie ekspedienta. 😁  


Subiektywne zestawienie per odwiedzony kraj.

  • Nepal - gotówka, gotówka i jeszcze raz gotówka. A w górach to już w ogóle inne formy płatności nie istnieją! Znalazłeś bankomat? Wyciągaj, ile się da. 
  • Tajlandia - jak chcesz płacić kartą, to idziesz do 7/11. Bilety, transport, knajpy to już jednak w pieniądzu papierowym. (Chyba że to turystyczne knajpy ąę w Bangkoku.)
  • Kambodża - tylko papierowe dolary! Ceny też głównie w usd są pokazywane turystom.  
  • Malezja - Visa działała, ale niskie kwoty jedynie gotówką.
  • Singapur - Gotówka? A to ona jeszcze istnieje? (Chyba że idziecie do chińskiego centrum medycznego - ono przyjmie gotówkę.) Nikt nie będzie miał drobnych, żeby wydać. Płaćcie kartą. 
  • Indonezja - w miejscach turystycznych karta zawsze przejdzie, poza nimi - nigdy. Regionów z układem mieszanym (parę miejsc akceptujących karty, a parę nie) praktycznie brak. 
  • Malediwy - na wyspach w grę wchodzi tylko gotówka, ale w stolicy swobodnie można już płacić kartą. Ceny zwykle jak w Kambodży - podane w usd.
  • Indie - królują wirtuale portfele (z podpiętą indyjską kartą), na drugim miejscu jest gotówka. Karty przechodzą tyko w hotelach i większych marketach. Czasem można dostać zniżkę na bilet wstępu, jeśli płaci się kartą, ale zagraniczne nie działają. 😂

Nepal też ma blika - Khalti. W przeciwieństwie do kart można nim płacić nawet w małych sklepach osiedlowych w Kathmandu.


W Singapurze Visa przejdzie, Mastercard przejdzie, ale Maestro (nomen omen - by Mastercard) już nie.


Taki poziom zaufania tylko w Singapurze. 


W Singapurze wszystko można wynająć i opłacić przez aplikację. Nawet parasol.


Tak, nawet tacy panowie z wózkami przyjmują indyjskiego blika... 


Cel na kolejny wyjazd do Indii - załatwić sobie jakimś cudem (aka żebrami) paytm... 😂


Tankujesz, płacisz w PhonePe przy pracowniku i odjeźdżasz. Nawet do kasy już nie musisz iść.


Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu