Pieniądze w Kambodży
Nowy kraj, nowa waluta? Błąd! Nowy kraj, dwie nowe waluty. 😁 Oficjalnie Kambodża ma własną walutę, tzn. riele kambodżańskie (khr). Banknoty występują w nominałach 50, 100, 200, 500, 1.000, 2.000, 5.000, 10.000, 20.000, 50.000 i 100.000. Od 50 do 500 khr można znaleźć też w postaci monet. Legenda miejska głosi, że riel dzieli się jeszcze na 100 senów, ale... najniższy nominał, jaki kiedykolwiek wpadł nam w ręce, to papierowe 100 rieli. Senów chyba nikt na oczy nie widział od lat.
Po jednej stronie mamy (któregoś) króla, po drugiej - dziedzictwo kraju. Swoja drogą - w Azji jakoś nikomu nie przeszkadzają pieniądze z nieaktualnym już królem. Nawet jak dochodzi do zmiany na tronie, to nie trzeba wycofywać z obiegu wszystkich banknotów, żeby wydrukować nowe. Z nową twarzą. W końcu stary król to też element dziedzictwa.
Jednak oprócz rieli w Kambodży świetnie funkcjonują też amerykańskie dolary, więc spokojnie bierzcie je sobą. Do tego stopnia, że obowiązuje (prawie) sztywny przelicznik - 1 usd to 4.000 khr (słownie: cztery tysiące rieli). Teoretycznie, bo zdarza się w niektórych sklepach, że 1 dolar to 4.100, a w innych 4.150 rieli - jeśli komuś się chce, to może kombinować i sobie zaoszczędzić na tych różnicach. Zwłaszcza że funkcjonuje nieformalna zasada wydawania reszty. Załóżmy, że w sklepowym koszyku masz dobra warte 18 dolarów, czyli 72.000 rieli.
- kładziesz na blacie 100.000 khr - kasjer wydaje Ci 28.000 rieli
- kładziesz na blacie 100 dolarów - kasjer wydaje Ci 80 dolarów oraz 8 tysięcy rieli. 😆
Przez to, jak dynamicznie zmienia się kurs złotówki do dolara, możemy przyjąć, że 1 zł to coś między 800 a 1000 rieli. Jeśli do tej pory uprawialiśmy gimnastykę artystyczną z mnożnikami, to teraz robimy salta do tyłu, stojąc na linie zawieszonej 2 tysiące metrów nad przepaścią. 😂
![]() |
| Wymiana pieniędzy i pralnia. 😂 |
Skoro na nowych banknotach widnieje nowy król, to jest to idealny moment, aby powiedzieć o nim coś więcej. Bo Norodom Sihamoni jest FANTASTYCZNY i uważam, że Kambodża ma ogromne szcczęście mieć go za przywódcę. Facet zwiedził sporo świata (w tym przez wiele lat mieszkał we Francji), ma pasję i konkretny zawód (uczył baletu), jest światowy (był przedstawicielem Kambodży przy Unesco). Ba, nawet studiował w Czechosłowacji. Prawie swój człowiek. 😜
No i niby to wszystko już wygląda dobrze, ale wiadomo - papier (i wikipedia) wszystko przyjmie. A liczne tytuły jeszcze nie świadczą o człowieku - robią to jego czyny.
Król, który nie chciał być królem i wolałby żyć sobie wygodnie we Francji. Jednak w obliczu abdykacji ojca i ryzyka niepokojów wewnętrznych (spowodowanych bezkrólewiem), przyjął na siebie tę odpowiedzialność. I nie że głupio mu było się cieszyć, a tak naprawdę zawsze o tym marzył. Serio nie chciał, ale - jak wielokrotnie podkreśla - z racji urodzenia jest sługą swojego narodu i służba Khmerom zawsze będzie najważniejsza. Kiedy ostatni raz słyszeliśmy coś takiego z ust któregokolwiek polityka? Ale tak z głębi serca, a nie pod publiczkę, bo wybory za rogiem?
W czasie naszego pobytu urodziny obchodziła matka króla. I co? I nic, można by się w ogóle nie zorientować, że jakieś święto w kraju obchodzą. Przypominam, że w tym czasie Tajlandia była wystrojona bardziej niż na Nowy Rok. A król Kambodży powiedział, że... nie będzie przewalać pieniędzy podatników na obchody urodzin, kumacie? Powtórzę - nie chciał niepotrzebnie przewalić pieniędzy obywateli! Bo to pieniądze wszystkich Khmerów, a nie prywatne środki króla, a jego naród aktualnie ma o wiele ważniejsze potrzeby...
Co zrobił król, gdy jego kraj nawiedziła pandemia? Kolejne porównanie - tajski król sp... uciekł do Niemiec. Bo covid. Kambodżański król został w kraju. Z tego samego powodu - bo covid. I jako sługa swojego narodu powinien z nim być i go wspierać. 💝
Sprzedał jedną z nieruchomości królewskich i całą kwotę przekazał szpitalowi dziecięcemu, bo miał problemy z finansami... Tak po prostu, bez żadnej ukrytej agendy. Bo to jego odpowiedzialność przed narodem... Oczywiście, że na pewno ma też swoje za uszami - każdy coś ma. Jednak po czynach można poznać, że to król z powołania, na miarę 21. wieku, a nie tylko z urodzenia. Równocześnie jest mi smutno, kiedy pomyślę, jakie my w Polsce mamy elity (po każdej stronie) - byle zagarnąć jak najwięcej dla siebie, a jeśli dla ludzi nie wystarczy, to kto się będzie przejmować? Niech tylko za rękę nie złapią, a nawet jak złapią, to co nam zrobią? Coraz większa kiełbasa wyborcza, coraz większe kolesiostwo, coraz większe podziały, a to my - zwykli Kowalscy - za to wszystko płacimy. Za wystawne imprezy, prywatne przejazdy polityków i ich rodzin, tworzenie kolejnych niepotrzebnych instutucji, byle tylko zrobić dyrektorem kogoś ze swoich. Im więcej czytam o Norodom Sihamoni, tym bardziej chcę przywrócić w Polsce instytucję króla. Pod jednym warunkiem.
Król Kambodży na króla Polski!



Komentarze
Prześlij komentarz