Żegnamy "prowincję"
Czas w Chiang Mai szybko zleciał i trzeba ruszyć w dalszą podróż. Żegnamy CM wczesnym obiadem w Aum, a nasze fantastyczne condo - ostatnim pluskaniem w basenie. Na szczęście możemy zrobić check-out parę godzin później, więc damy radę się nawet porządnie wysuszyć. Zamawiamy Graba (takiego azjatyckiego Ubera), zarzucamy plecaczki i fruuuuu - jedziemy na pociąg. A konkretnie najpierw odebrać bilety z biura 12go.asia.
Mimo spóźnienia kierowcy, korków na drogach wydłużających czas przejazdu dwukrotnie i kolejki po bilety zdążyliśmy dojechać na tyle wcześnie, że po zajęciu miejsc w pociągu mieliśmy jeszcze prawie pół godziny. Wcześniej z Bangkoku do Chiang Mai przez pociąg przechodzili sprzedawcy z różnymi dobrami - liczyliśmy, że tym razem też tak będzie i zaopatrzymy się w jedzenie na miescu. I co? I nic. (A raczej nikt.) Żywej duszy w pociągu. Ok, ze 2 pasażerów kilka prycz dalej. Jako że nie mieliśmy ze sobą żadnego prowiantu i nie zapowiadało się, żeby ktokolwiek zaczął uprawiać handel obwoźny (pociągowy), to wyskoczyłam poszukać czegoś na dworcu. Przecież mam jeszcze prawie 30 minut, prawda? Kupa czasu, zdążę!
![]() |
| Nowoczesne tablice informacyjne na dworcu. 😜 |
![]() |
| Niemąż upycha bagaże. |
a. jakiś bufet na miejscu (na wynos nie dają), ale przed 18 już pusto w kuwetkach będzie, nie liczcie na sensowny posiłek (zwłaszcza wege)
b. kawiarnię, w której do jedzenia kupicie co najwyżej słodkie ciastko za 10 złotych
c. prowizoryczny sklep - lodówka z zimnymi napojami pod jedną ścianą poczekalni plus krakersy i chipsy rozłożone na ławkach szkolnych pod drugą. 😅
Co w sytuacji braku sensownych opcji gastronomicznych zrobi przeciętny Taj? Pójdzie do 7/11. I tak ja też zrobiłam, ale z małą różnicą - pobiegłam. 😂 Niby po drugiej stronie ulicy, ale jednak kolejne 5 minut w plecy. Niestety, nie tylko ja wpadłam na ten pomysł - sklep przeżywał oblężenie. Wypadłam z niego dokładnie na 12 minut przed odjazdem - odpaliłam 5. bieg i do naszego wagonu (który był na drugim końcu peronu, a jak!) wpadłam na 5 minut przed odjazdem.
A cóż robił w czasie mojej nieobecności Niemąż? Przygotowywał się do wyskoczenia z pociągu z dwoma wielkimi plecakami i paroma mniejszymi torbami. Tajska kolej postanowiła podnieść ciśnienie pasażerom i na monitorach w pociągu pokazać, że odjazd jest o 17:36, a nie o 18. 😂
Tym razem jechaliśmy nowszym pociągiem (nr 10). Z plusów - woda w toalecie była dostępna przez całą podróż. W pozostałych aspektach wygrywa starszy pociąg. Było w nim trochę więcej miejsca do leżenia, siedzenia były wygodniejsze, a i odbywał się w nim handel obwoźny przed odjazdem. No i nie musieliśmy zakładać na siebie wszystkich ubrań! Tak, nowy pociąg może jest ładny, ale też i zimny - klima ustawiona była pewnie na 10 stopni i chodziła cały czas.
Zatem polecamy jednak stary skład.
![]() |
| Jakoś daliśmy radę się poskładać w scyzoryk i zmieścić razem. Cieplej było! |
![]() |
| A i jeszcze szyby były czystsze w starym pociągu! |
Garść informacji praktycznych:
- Grab na dworzec: 100 thb (czyli tyle samo, ile wcześniej płaciliśmy za kurs dedykowanym songthaewem w drugą stronę)
- bilet CM-Bangkok na lepszy nocny: 1000 thb/os. (plus prowizja dla 12go za dwa bilety: 600 thb).





Komentarze
Prześlij komentarz