Lecimy do Kambodży!

A konkretnie - do Siem Reap, czyli miasta znanego głównie z Angkor Wat. Rozważaliśmy jeszcze stolicę (Phnom Penh), jednak w Kambodży mogliśmy spędzić tylko 2,5 tygodnia, więc zamiast ganiać po kraju postanowiliśmy zostać w jednym miejscu. Zwłaszcza że ze Siem Reap daliśmy radę złapać lot bezpośrednio do Singapuru, w którym czekał na nas Lynx.

Nasz pierwotny plan zakładał przekroczenie granicy między Tajlandią a Kambodżą drogą lądową. Przed pandemią każdego dnia między tymi dwoma krajami kursowały autobusy za średnio 80 zł. Niestety, pandemia wyłączyła kursowanie busów. W teorii parę dni przed naszą podróżą granice lądowe miały zostać znów otwarte, ale... autobusy jeszcze nie wróciły. Moglibyśmy spróbować podjechać pociągiem pod granicę, przekroczyć ją samodzielnie na nogach, a potem złapać coś w Kambodży do Siem Reap, jednak nie chcieliśmy ryzykować. Zwłaszcza że znalazłam nam dość tani przelot.

Chociaż były dostępne, to nie kupiłam żadnych pamiątek w Chiang Mai, żeby niepotrzebnie ich nie wozić przez pół kraju. Przecież spokojnie znajdę coś w Bangkoku.
No jednak nie... (Serio, znalezienie pamiątek w pocovidowym Bangkoku nie było możliwe. Teraz na pewno jest już łatwiej.)
Eeee, kupię na lotnisku - przecież na lotniskach zawsze coś jest.
No jednak nie... Lotnisko DMK w Bangkoku ma jeden mankament - po przejściu security check nigdzie, absolutnie NIGDZIE nie znajdziecie pamiątek. Nawet pół kartki pocztowej. 😓 

Bagaże nadane, my odprawieni, już po security check (na szczęście tym razem poszło bezproblemowo). Czas na lot... z turbulencjami. Co prawda zapowiadali ich więcej, ale i tak trochę nami trzęsło. Jak w starych składach tlk... Niby nic, ale kiedy człowiek jest 10 tys. m nad ziemią, to każde drgnięcie robi spore wrażenie. Przynajmniej na mnie, Niemąż zwykle jest zadowolony, bo coś się dzieje... Szczęśliwie lot trwał tylko niecałą godzinę i towarzyszyły nam ładne widoki.

Kambodża wymaga od obywateli Polski posiadania wizy - można wykupić ją online za 36 dolarów. Koniecznie trzeba ją wydrukować w dwóch kopiach! Jedną kopię zabierają w imigracyjnym, więc pokazanie na telefonie nie wystarczy. Wniosek złożyliśmy w sobotę o 12, wizę na maila dostaliśmy we wtorek o 10. Teoretycznie proces może zająć nawet tydzień, więc lepiej nie zostawiać tego na ostatnią chwilę.

Po przylocie do Siem Reap czekała nas jeszcze weryfikacja dokumentów. A konkretnie:

  • szczepienia
  • wizy
  • deklaracji celnej.
Każdy dokument sprawdzany jest przez inne osoby, więc chodzi się od kolejki do kolejki. Kwitek do deklaracji dostaniecie w samolocie - najlepiej mieć pod ręką długopis. 5 minut wypełniania już na lotnisku może Was kosztować ekstra 15 minut czekania w kolejkach. Cała papierologia zajęła nam z dobre pół godziny. Jeszcze tylko bagaż (hurra, plecaki doleciały) i idziemy szukać kierowcy, który czeka na nas gdzieś na lotnisku. (Nasz gospodarz airbnb nam załatwił transport za darmo.)

Garść informacji praktycznych:

  • wiza online: 36 usd
  • kurs Grabem z centrum na lotnisko Don Mueang: 320 thb
  • bilet Bangkok-Siem Reap (w tym bagaż nadawany 20kg oraz konkretne miejsca): 350 zł/os.
  • nocleg w SR: za to studio płaciliśmy 76 zł/noc, w tej cenie mieliśmy też sprzątanie co parę dni.

Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu