Arabski Ryanair
Czy leci z nami lekarz? To ostatnie słowa, które chciałoby się usłyszeć na pokładzie samolotu. A takie właśnie padły już w drugiej godzinie naszego lotu. Mamy farta w życiu, co nie? Nasz pierwszy kierunek to Nepal. Początkowy plan zakładał oglądanie kwitnących wiśni w Japonii, jednak przez Wiadomo Co Japonia w kwietniu pozostawała dla nas niedostępna. Dlatego postanowiliśmy zobaczyć kwitnące rododendrony w Nepalu. Niestety, przez Wiadomo Co siatka połączeń do Kathmandu zubożała. I to mocno. 😞 W obliczu niewielkiego wyboru i horrendalnie wysokich cen znanych nam linii postanowiliśmy wybrać po tanioszce nowość (dla nas) - Flydubai. W necie znaleźliśmy milion pięćset sto dziewięćset opinii, że to taki arabski Ryanair. Czyli że trzeba za wszystko płacić - miejsca obok siebie, posiłki, rozrywkę, zdrapki, odprawę na lotnisku itp. Ostatecznie jednak mimo wszystkich dopłat Flydubai zdeklasował konkurencję i pozwolił nam zaoszczędzić minimum 700 zł. Gdybyśmy lecieli "turystycznie"...








































Komentarze
Prześlij komentarz