Zapoznajemy się z Bangkokiem
Zajechaliśmy do Bangkoku zgodnie z planem, czyli nad ranem. Niestety, o 8 rano nie mogliśmy jeszcze wejść do mieszkania, więc zostaliśmy parę godzin na dworcu - istniała szansa, że w południe już nas wpuszczą, zatem cierpliwie czekaliśmy na maila (korzystając z neta w Black Canyon). Po nocce w pociągu nr 10 byliśmy tak zmęczeni i przemarznięci, że nie chciało nam się zwiedzać. O 12 dostaliśmy wiadomość, że osoba sprzątająca się nie wyrobiła i jednak musimy czekać do 15, czyli do oficjalnego check-inu. Jednak plus dla wynajmującego, że dogadał się z jakimś hostelem i w budynku obok mogliśmy zostawić bagaże za darmo. Tak też zrobiliśmy. Była 13. Co robią Polacy, kiedy mają 2 godziny do zabicia? Wiadomo - poszliśmy się przejść. Na obiad. 😆
W przechowalni bagażu był darmowy internet, więc sprawdziliśmy knajpy w okolicy i ruszyliśmy przed siebie. Niestety, w Bangkoku nadal najbardziej lubili kurczaka i wieprzowinę, więc łatwo nie było. Poszliśmy zatem do jedynego pewnego miejsca - 7 łyżek. Styl to połączenie bułkę przez bibułkę oraz zbawixa, czyli liczyliśmy się z tym, że przepłacimy. Ale co zrobić, w końcu jesteśmy w stolicy, więc można sobie pozwolić na trochę luksusów. Jakież było nasze zdziwienie, gdy dostaliśmy menu... 😁
![]() |
| Polskaaaaaa, biało-czerwoni! |
![]() |
| Patriotycznie wzięliśmy pierogi! |
W Polsce nigdy takich nie jedliśmy, więc to raczej luźna inspiracja. No i wyglądały bardziej jak włoskie ravioli, ale co tam - wg menu polskie. I smaczne.
Pokręciliśmy się jeszcze chwilę po ulicach i poszliśmy się check-inować. Czekał już na nas kluczyk, więc zgarnęliśmy bagaże i poszliśmy oglądać mieszkanie. Niby na airbnb były zdjęcia, ale wiadomo - zdjęcia i rzeczywistość nie zawsze są bliżniakami jednojajowymi, czasem tylko dalekimi kuzynami. Jednak tutaj zdjęcia nie kłamały (za bardzo) - zabrakło okapu i płyty kuchennej. Garnki były, ale płyty brak, żeby z tych garnków zrobić użytek. (Upomnieliśmy się i doniesiono nam później. Płytę, nie okap.) Natomiast mieszkanie zaskoczyło nas widokami za oknem. Trochę ładnie, trochę strasznie - klimatu nie można odmówić. 😁
| Na zdjęciu prezentuje się lepiej niż na żywo. 😋 Na piętrze nikt nie mieszkał, ale czasem w nocy zapalało się światło. |
Świątynia na wzgórzu to Wat Saket. Kiedy tylko zaczynało wiać, docierało do nas delikatne dzwonienie poruszających się blaszek, które są zawieszone wokół świątyni. W nocy świątynia była zawsze pięknie podświetlona. Podobnie ulice. Z tytułu zbliżających się urodzin królowej (drugiej żony obecnego króla) główne arterie miasta były udekorowane niczym nasze ulice na Boże Narodzenie. Nie dało się zapomnieć, że królowa niedługo świętuje.
![]() |
| Czasem warto spojrzeć w górę. |
![]() |
| Fotozagadka - ile widzisz bram z podobizną rodziny królewskiej? |
![]() |
| Nang Loeng Market. |
W naszej okolicy znajduje się jeszcze jedna świątynia, którą warto zwiedzić, zatem wybrałam się i do Wat Benchamabophit. Za wejście do większości świątyń w Tajlandii nie trzeba płacić, ale ta jest wyjątkiem. Oficjalne wejście znajduje się na rogu Thanon si Ayutthaya oraz Rama V Road. Ja oczywiście przyszłam od drugiej strony, więc zasuwałam dookoła. 😅 Wat Benchamabophit to właściwie cały kompleks - oprócz głównej świątyni jest też parę mniejszych (akurat były zamknięte), domy dla mnichów oraz szkoła. Co ciekawe - na ich teren można swobodnie wejść i przejść do świątyni, ale nie zachęcam - 7 złotych nie zbawi, kupcie bilet. Zwłaszcza że pewnie i tak strażnik Was wyhaczy, jak się będziecie szwędać. Ledwo w bramie wejściowej stanęłam, żeby zrobić zdjęcie, to od razu się do mnie rzucił z budki: halo! bilet trzeba kupić! Ej, a gdzie domniemanie niewinności? Ja i tak chciałam kupić ten bilet. W dodatku po zakupie pan mnie nie chciał wypuścić, dopóki nie włożyłam biletu w kieszonkę naszytą na płóciaka. Portfel ani wnętrze torby nie były wystarczająco dobre, miała być kieszonka i tyle. 😂
Garść informacji praktycznych:
- Wat Benchamabophit: 50 thb/os.
- nocleg: zarezerwowaliśmy przez airbnb to mieszkanie. Wyszło ok. 84 zł/noc. Przestrzeni tyle, że na hulajnogach byśmy mogli jeździć. 😆
































Komentarze
Prześlij komentarz