Czym Tajlandia stoi? [Podsumowanie]

Tak jak wcześniej po Nepalu, tak i teraz po Tajlandii podsumowujemy the best of the best oraz the worst of the worst. I jak zwykle - gdzie nas dwoje, tam minimum trzy zdania. 😏


Pierwsze wrażenie

A: Cicho. Spokojnie. Jakoś tak normalnie. Hej, a gdzie gwar? Gdzie klaksony? Naprawdę w Azji jesteśmy?
Jesteśmy. Tajlandia się rozkręca, ale dopiero wieczorem. W ciągu dnia jest jak w Polsce. 😋

P: To właściwie drugie wrażenie, bo już parę lat temu był w Tajlandii. Jak to Niemąż określił - odturystyczniona się zrobiła. Zaskoczyło go, że w Bangkoku w okolicy dworca (Hua Lamphong) nie było żadnej knajpy z ludzkimi napisami. I że w ogóle mało otwartych knajp było. A kiedy usłyszał hymn o 18 na dworcu, to poczuł się niczym na komunistycznej Kubie.


Największe rozczarowanie:

A: Kawa! A raczej jej brak. Wszędzie dostępny był tylko substytut, czyli kawa instant. Całe ściany instantów. Alejki nawet! A prawdziwej mielonej brak. W Nepalu szukaliśmy mleka do kawy. Teraz mleko było, ale nie było kawy. 🙈

P: Największym rozczarowaniem Niemęża było jedzenie. A konkretnie - dostępność opcji wege. Obecnie Tajlandia to raj dla mięsożerców. Podobno parę lat temu było więcej wege, na każdym nocnym targu były całe stoiska. A teraz nawet jak mówili, że wege, to dokładali wieprzowe klopsiki... Nawet zwykły mix orzechów miał anchois!

Jedyne sensowne miejsce z czymś wege na nocnym targu w centrum CM.




Największe pozytywne zaskoczenie

A: Dla mnie największym pozytywnym zaskoczeniem były tramwaje wodne w Bangkoku. Zarówno na rzece Menam, jak i na kanałach. Łatwo, przyjemnie, wygodnie, tanio. A Bangkok z wody wygląda zupełnie inaczej - o wiele lepiej niż z lądu. Choć z lądu też jest ładny. Ale z wody ładniejszy.

P: Jednak jest w Tajlandii jedna (!) dobra restauracja wege (Aum w Chiang Mai).



Najfajniejsze wspomnienie

A: Pierwszy raz na skuterze w Chiang Rai. Dla Niemęża chleb powszedni, ale dla mnie nowość. Od teraz w każdym kraju musimy jeździć! Jeszcze tylko muszę wytrenować Niemęża, żeby celowo nie przyspieszał, bo tak fajnie chichoczę... Każdy reaguje na stres inaczej - ja chichoczę. Ale niekoniecznie fajnie, raczej obłąkanie. 😂

P: Wyjdzie emigracyjna patologia. Niemąż najfajniej wspomina... trójpak Changa za stówkę (bahtów) i chipsy Lays o smaku spicy korean ramen.


Ostatnie wrażenie

A: Tajlandia dla Azji jest jak Hiszpania dla Europy. Turyści, infrastruktura, pogoda, ceny. Podobieństw jest wiele.

P: Ja nie wiem - trzeba się było pytać, jak wyjechaliśmy! Niemąż ma krótką pamięć. Dobrze, że chociaż o moich urodzinach pamięta (granica błędu: 2 dni). 😅


Wrócimy?

A: Tak. Mimo problemów z jedzeniem wege, to kiedyś jeszcze wrócę. Może do CM (trochę górek do przejścia nam zostało), może na wyspy (bo jeszcze nie byłam).

P: Nie. Za bardzo go wkurzył brak jedzenia wege oraz incydent w pałacu w Bangkoku. I zdecydowanie dla niego za gorąco - następnym razem woli na Antarktydę. 😂


Dlatego nie robimy sobie selfiaków! Wstyd pokazywać. 😂




Garść informacji praktycznych:

Wszystkie kwoty podane są w przeliczeniu na jedną osobę i w walucie, w której płaciliśmy. Dla przypomnienia - 1 zł to ok. 8 thb.

  • lot z Nepalu do Tajlandii (przez Indie): 800 zł
  • 28 dni w Tajlandii: ok. 3200 zł, w tym:
    • wiza: 0 zł
    • nocleg: 1000 zł
    • transport: 4410 thb, w tym:
      • międzymiastowy: 3500 thb
      • miastowy: 660 thb
      • skuter: 250 thb
    • żywność (zakupy spożywcze i knajpy): 10 900 thb
    • zwiedzanie i rozrywka: 1300 thb, w tym 
      • Grand Palace w Bangkoku: 500 thb
      • karnet Ayutthaya: 220 thb
    • inne: 150 thb (internet w CM, przechowalnia bagażu itp.) 

Małe przypomnienie w kwestii naszych wymagań noclegowych. Za każdym razem szukamy miejsca z: 

  • 2 pokojami (salon i sypialnia, kuchnia i sypialnia itp. - byle można bylo się odseparować, żeby sobie nie przeszkadzać w czasie pracy)
  • aneksem kuchennym (gotowanie samych śniadań to już niezła oszczędność) 
  • klimą (przynajmniej latem)
  • stołem/biurkiem
  • sofą (na życzenie Niemęża)
  • telewizorem (bo może posłużyć jako zewnętrzny monitor). 
Wyjątkiem był tylko nocleg w Chiang Rai, bo pojechaliśmy tam na jedną noc - wystarczył nam zwykły pokój hotelowy. W tym czasie wciąż płaciliśmy też za mieszkanie w Chiang Mai. 

Jeśli chodzi o jedzenie, to nie szaleliśmy, ale też nie żałowaliśmy sobie - przyjechaliśmy tu normalnie żyć. Powiedziałabym, że nawet się obżeraliśmy, bo nagle wszystko (oprócz kawy) można było łatwo dostać. 😋 Śniadania przyrządzaliśmy sami, obiadokolacje zwykle jedliśmy na mieście. W powyższym koszcie policzyliśmy też wszelkie napoje, przekąski i inne takie.

Transport miastowy wyszedł tanio, bo najczęściej jednak tuptaliśmy w różne miejsca. Większość tego kosztu to dojazdy z/na lotnisko/dworzec.

Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu