Dawno nie było zdjęć ulic. 😂 Ale Hyderabad to takie fajne miasto do tuptania (a niekiedy nawet walki o życie, gdy trzeba przejść na drugą stronę ulicy), że aż szkoda się nie powłóczyć. Ze względu na upały Niemężowi najczęściej nie chciało się wychodzić za dnia, więc zwykle włóczyłam się w pojedynkę. I ubiegnę pytania - nie, nie bałam się samotnych wędrówek ani w Kalkucie, ani w Cochin, ani tym bardziej w Hyderabadzie. Indie są o wiele bardziej bezpieczne niż się wielu wydaje. A już w ogóle południe Indii.
Pewnego dnia (a raczej pewnego tuptania) zapuściłam się w sąsiednią bardzo nieturystyczną dzielnicę. Przy jednej z uliczek siedziało kilka kobiet - na oko w wieku od 20 do 70 lat. Przyglądały mi się bardzo uważnie - najwyraźniej biali turyści nie zaglądali w te rejony sami z siebie. 😅 Kiedy je mijałam, czułam, że o mnie gadają. Gdy odeszłam może z 10 kroków dalej, zawołały mnie jakieś dziewczynki wracające ze szkoły: hej! tamte panie czegoś od Ciebie chcą. Pomyślałam sobie: A co mi szkodzi? Jestem bez Niemęża, to sobie pogadam, krzywdy mi nie zrobią. (P takie rozmowy z obcymi męczą, zwłaszcza gdy ciągle o to samo nas pytają.)
Panie mnie zawołały, ponieważ się zatroskały, że zgubiłam drogę. Bo się tak błąkałam po ich dzielni z prawa na lewo. Jakoś widok telefon z mapą w ręce nie był wystarczający, żeby je uspokoić. Po ustaleniu, że wiem, gdzie się znajduję i po prostu sobie zwiedzam, przeszłyśmy do standardowego zestawu pytań. Na początek absolutny megahit naszego pobytu w Indiach - Skąd jesteś? Już się szykowałam na równie standardowe tłumaczenie, że z P-P-Poland, a nie Holland, że leży w Europie blisko Niemiec, ale... wcale nie było to konieczne. Okazało się, że jedna z pań bardzo dobrze zna Polskę. Studiowała przez 3 lata w Warszawie! 😂 Świat jednak jest mały, a nieturystyczne dzielnice Hyderabadu wymiatają.
 |
Mnie to ciągle bawi. Kłótnia małżeńska o kurczaka? 😂
|
Komentarze
Prześlij komentarz