Udaipur niczym Poznań - miasto doznań

Moje ucho też się zatkało... Choć nasze dni w Udaipurze dobiegały końca i korciło, żeby olać temat, to się złamałam i też postanowiłam pójść do lekarza. A co, Niemąż nie będzie jedyny! Gdzie Niemąż, tam i Nieżona. 😂

Jako że do lekarza mieliśmy zaledwie 2 kilometry, to poszliśmy na nogach. Po Aharze nie ufaliśmy okolicznym rikszarzom - jednak co własne nogi to własne nogi. Moja wizyta przebiegła podobnie do Niemężowej. Szybka rejestracja, krótki wywiad z lekarzem, a następnie badanie ucha wewnętrznego. Niemąż nie wspomniał, że używany przez pielęgniarkę/recepcjonistkę sprzęt jest... bardzo używany. Ale nie że stary, po prostu od dawna nie był czyszczony. Niby klinika nowoczesna, ale o jednorazowych nakładkach nie słyszano. Zastanawiałam się, jaką nową infekcję złapię po włożeniu mi tych narzędzi do środka ucha. To się dopiero nazywa geniusz biznesu - pacjent wyleczy jedną infekcję, ale wróci, bo złapie drugą. I tak interes się kręci. 😅 Dostałam taką samą diagnozę jak Niemąż, choć pan doktor był bardzo niepocieszony, że w przeciwieństwie do Niemęża ucho mnie nie boli. Tylko jest przytkane i nie słyszę. No bo wiadomo, że przy takiej infekcji powinno boleć! Ale naprawdę mnie nie boli? Ani trochę? Nawet wczoraj przez 5 minut? 😂 Mimo takiej samej diagnozy leki dostałam jednak inne niż Niemąż, więc może faktycznie wziął to pod uwagę. Albo ma 5 gotowych pakiecików, które przypisuje na zmianę (wg teorii Niemęża). Tutaj warto też wspomnieć o genialnym zjawisku, jakim jest sprzedawanie leków per sztuka. Masz terapię rozpisaną na 7 dni? Dostaniesz dokładnie 7 pastylek. W Polsce marnujemy masakrycznie dużo leków, bo choć potrzebujemy np. tylko 5 tabletek, to i tak musimy kupić całe opakowanie, w którym jest ich 10. Po czym połowę wyrzucić do kosza (albo zostać lekomanem). Tymczasem w Indiach nawet tabletki na gardło takie z listka można kupić na sztuki.

Po odbębnieniu części medycznej lekarzowi przypomniało się, że w głebi duszy jest politologiem. I tak jak w przypadku Niemęża - zaczął zagadywać o sytucję na świecie, m.in. na Ukrainie. Że ta wojna to przez Amerykanów, bo dostarczają broń itd. 🙈🙉🙊 Cóż, pan miał pecha, bo w przeciwieństwie do Niemęża wolę edukować umysły zamiast uciekać przed głupotą ludzką. Żeśmy sobie z panem pokonwersowali przez dobre 15 minut. Na szczęście za to już mi rachunku nie wystawił.

Wciąż nieufni, czy rikszarze dowiozą nas do Gulab Bagh, potuptaliśmy w stronę parku. Kolejne 2 km tego dnia odfajkowane. W samym parku... no cóż. Już rozumiemy, czemu rikszarze tak bardzo odpychali od siebie myśl, że chcemy do Gulab Bagh, kombinując, dokąd to nas powinni zawieźć. Nie że park jest jakiś szpetny, bo mi się podobał. Ale to po prostu park jak park. A jeśli nawet już były jakieś atrakcje (bird park, ciuchcia itp.), to nieczynne. Pospacerowaliśmy zatem po terenie pod bacznymi spojrzeniami lokalnych mieszkańców. Oni też musieli zachodzić w głowę, po co myśmy tam przyjechali. 😂 

Następnie przemaszerowaliśmy sobie ochoczo 3 kilometry do naszego głównego celu tego dnia - Doodh Talai oraz kolejki do świątyni Karni Mata. Ze wzgórza, na którym znajduje się świątynia, roztacza się najlepsza panorama Udaipuru. Pal sześć świątynię czy pozostałości murów fortów, które tu się mieściły. Dla tej panoramy warto wydać każde pieniądze. (Choć gondolka w dwie strony kosztuje tylko niecałe 6 zł, więc trudno tu mówić o burżujstwie...) Na szczyt można też dostać się na własnych nogach, jednak nie polecamy tej trasy - cały czas jest się na słońcu, a podejście trwa dobrą godzinę. Kolejka jest zdecydowanie wygodniejsza, choć trzeba się przygotować na kwadrans czekania. Na górnej stacji znajdują się budki z jedzeniem, restauracja z prawdziwego zdarzenia i sklep z pamiątkami, więc spokojnie można przyjechać nawet na pół dnia. No i ta panorama! 😍

Garść informacji praktycznych:

  • wizyta u lekarza: 1500 Rs. (w tym wywiad, badania i leki)
  • Gulab Bagh: wstęp bezpłatny
  • kolejka na wzgórze (bilet powrotny): 107 Rs./os., bilety kupuje się w spożywczaku przed stacją 😂
  • riksza ze stacji na Hathipol: 150 Rs./kurs.
Navlakha Mahal w Gulab Bagh.














A niekiedy wielbłąd.

Czasem na Waszej drodze stanie małpa.





A oto i staw Doodh Talai!









Karni Mata.










Genialne w swej prostocie. Czekam, kiedy ktoś w Polsce na to wpadnie.


Gola! Czyli lód kruszony do postaci śniegu, zbity w kulkę i polany słodkimi syropami. Czyli najłatwiejszy sposób na zemstę maharadży, choć nam się upiekło. 😁










Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu