Skoro Szaruk już odwiedzony, to czas wrócić do mojego kolejnego ulubionego miejsca w Mumbaju - na styk dwóch najfajniejszych dzielnic, tj. Colaby oraz Fortu. Moglibyśmy wziąć Olę albo charakterystyczną żółto-czarną taksówkę, jednak wolałam zrobić to po lokalnemu. Czyli poszliśmy na kolejkę! W Mumbaju oprócz tradycyjnego metra istnieje także metro kolejowe. W praktyce to po prostu kilka linii miejskich (i podmiejskich) pociągów, którymi łatwo i szybko można dostać się do wielu dzielnic. W dodatku są one tanie jak barszcz. (A raczej jak dahl, bo barszcz w Indiach mógłby jednak być drogi. 😅) Jeśli widzieliście kiedyś zdjęcia Indusów tak upchniętych w pociągu, że wystają przez drzwi, trzymając się jedynie poręczy, to na 99% była to fotka właśnie stąd. 😁 Na szczęście nie podróżowaliśmy w godzinach szczytu, więc mogliśmy sobie elegancko siedzieć przez większość drogi. Gdyby jednak któraś pani przyjechała do Mumbaju i nie chciała się w godzinach popołudniowych ściskać z obcymi mężczyznami, to zwykle na początku oraz końcu składu znajdują się wagony dedykowane dla kobiet. 18-letnie dzieci płci męskiej też są akceptowane (sprawdzone parę lat temu), ale jakoś Niemęża od razu przepłoszono, gdy z rozpędu wsiedliśmy do takiego wagonu. Najwyraźniej liczy się metryka, a nie poziom rozwoju... 😂
Zajechaliśmy prosto do pierwszej atrakcji, tj. dworca kolejowego Chhatrapati Shivaji Terminus (niegdyś zwanego dworcem Victorii) znajdującego się na terenie Fortu. Absolutnej perłki architektonicznej, a zarazem budynku najczęściej pokazywanego w filmach o Mumbaju. Stąd powłóczyliśmy się ulicami w stronę Colaby. Trochę przy tym poprzeklinaliśmy, ponieważ część trasy okazała się rozkopana i trzeba było kombinować objazd. Po drodze minęliśmy budynek Muzeum Księcia Walii. Nie wchodziliśmy jednak do środka - Niemęża muzea nudzą, a ja już kiedyś w nim byłam. Choć gdyby ceny biletów były niższe, to może nawet byśmy weszli do środka, bo dobrze to miejsce wspominam. Skusiła nas za to cena biletów do pobliskiej galerii sztuki, tj. Jehangir Art Gallery. Wynosiła równe 0 zł. 😁 Byłam tu już dwa razy, za każdym razem wychodziłam zadowolona, bo trafiały się ciekawe prace. Jest to galeria komercyjna, więc na miejscu można kupić część wystawy i często nawet porozmawiać z artystami. Natomiast przez większość mieszkańców (oraz wszystkich turystów) jest traktowana bardziej jak muzeum, które się tylko zwiedza. I nikt nie robi z tego problemu. Ulice wokół Jehangira wypełnione są też malarzami, którzy za kilkaset rupii namalują, co tylko sobie zażyczycie - portret, pejzaż, Wasze imię na ziarenku ryżu. Do wyboru, do koloru.
Z Jehangira powłóczyliśmy się dalej na południe, aż dotarliśmy do Bramy Indii. Przy czym trzeba zaznaczyć, że po polsku w Indiach są dwie słynne Bramy Indii, ale w języku angielskim jest rozróżnienie - mamy India Gate w Delhi oraz właśnie Gateway of India w Mumbaju. I ta druga jest według mnie fajniejsza, zwłaszcza że leży malowniczo nad wodą. Kiedyś pod Bramę można było swobodnie podejść. Od paru lat trzeba jednak najpierw dać się prześwietlić niczym na lotnisku... Ze względów bezpieczeństwa plac jest ogrodzony, a jedynego wejścia pilnują strażnicyz karabinami, grzecznie kierujący do bramki. Takie środki bezpieczeństwa są tutaj powszechne, choć Niemęża to zaskoczyło. Cóż, dopiero wjeżdżamy do turystycznej części Indii, przyzwyczai się - jeszcze wiele kontroli (i karabinów) przed nami. 😅
 |
| Koleje Mazowieckie w Mumbaju. 😆 |
 |
Cześć, Kartik!
|
 |
Piękny i majestatyczny dworzec Victoria Terminus. Tzn. już Chhatrapati Shivaji Maharaj Terminus.
|
 |
I jeszcze trochę Victorii. Tzn. CST.
|
 |
Na ulicach Mumbaju sprzedaje się książki!
|
 |
Uniwersytet Mumbajski.
|
 |
Stoisko z sokiem z trzciny cukrowej (i nie tylko).
|
 |
A w Jehangir m.in. takie cuda.
|
 |
Muzeum Księcia Walii.
|
Pod Bramą jednak nie zakończyliśmy naszego zwiedzania. Stąd odpływają promy na pobliską wyspę - Elephantę. Choć znajdujące się na niej skalne świątynie z II wieku p.n.e. są wpisane na listę Unesco, to nie zachwycają. Miłośnicy takich świątyń powinni udać się do oddalonej o 300 km Ellory. Natomiast sama wyspa jest przyjemną miejscówką, która pozwala się wyrwać z głośnego megamiasta. Dużo radości (oraz chwil przerażenia) dostarczają tu zawsze wolno biegające małpy. A że chciałam dać Niemężowi trochę wytchnienia, to postanowiłam go zabrać na wyspę.
Bilety na prom można kupić u któregokolwiek naganiacza lub tuż przy promie - cena jest ta sama. Rejs trwa niecałą godzinę. Przez jego połowę statkowi towarzyszy zawsze stado mew. Niestety, w ostatnich latach turyści nauczyli się karmić je chipsami i popcornem... A ptaki nauczyły się, że im się opłaca podlatywać jak najbliżej statków. Jako społecznik uświadomiłam kilku osobom, jakie mogą być dla ptaków konsekwencje takiej diety. (Nawet niewielka ilość soli zaburza gospodarkę wodną ptaków. W takich przekąskach jest jej multum, więc dieta chipsowa może doprowadzić do szybkiej śmierci mew.) Jednak musiałabym chyba przywiązać do krzeseł połowę podróżnych, żeby to coś dało. Choć i w Polsce nie brakuje takich, którzy karmią kaczki chlebem... Niestety, głupich ludzi można spotkać wszędzie. 😟 Jeszcze pal sześć te przekąski - mew było tyle, że może przypadło tylko po chipsie na ptaka. Gorsza okazała się grupka młodych kretynów (takich co to nie ja po dwudziestce), która w drodze powrotnej złapała mewę w locie i wciągnęła na pokład. Chociaż pocieszeniem było, że nie tylko my zrobiliśmy raban - wielu współpasażerów też zaczęło srogo op... zadowolonych z siebie koleżków. Co prawda tylko Niemąż się rzucił, żeby dać łowcy w zęby* (przy moim głośnym doppingu), ale dobrze było wiedzieć, że inni też czuli powagę sytuacji.
* Zanim dobiegł na drugą stronę łajby, to mewa już była wolna, więc ostatecznie nikomu nie przyłożył. Może to i dobrze, bo jeszcze by nas z tej łodzi wyrzucili...
Garść informacji praktycznych:
- metro z Bandry na CST: 10 Rs./os.
- Jehangir Art Gallery: wstęp bezpłatny
- Chhatrapati Shivaji Maharaj Vastu Sangrahalaya (czyli dawne Muzeum Księcia Walii): 700 Rs./os. (w tym darmowy audioguide), studenci płacą 75 Rs. - respektują tutaj zagraniczne legitymacje!
- prom na wyspę Elephanta: 260 Rs./os. (za bilet powrotny)
- Elephanta Caves: 600 Rs./os.
 |
Widok na hotel Taj Mahal i Gateway of India.
|
 |
Z przystani do centrum wyspy kursuje toy train. Najwyraźniej Mućce nie chciało się iść kilometr z kopyta i czekała na pociąg. 😂
|
 |
Jeśli ktoś nie lubi chodzić, to może wynająć taki transport. Panowie noszący wbiegają nawet po schodach!
|
 |
W oczekiwaniu na Niemęża zostałam zdybana przez przechodzącą obok rodzinę. Pan tata nie ogarnia robienia zdjęć... 😅
|
 |
Nakryliśmy szpiega w koszu!
|
 |
Tymczasem na statku.
|
 |
Zbliża się wieczór, więc odpalają kolorowe podświetlenia. 😍
|
 |
Gateway of India w zieleni.
|
 |
A tu już bardziej na czerwono-pomarańczowo.
|
 |
Hotel Taj Mahal. Ten sam Taj, w którym w 2008 doszło do zamachów.
|
 |
Biblioteka Asiatic Society.
|
Komentarze
Prześlij komentarz