Mumbai, meri jaan!

Jak wspominałam wcześniej, przełom stycznia i lutego 2023 to wielki powrót Shahrukha na ekrany kin. 😍 I choćby skały wiadomo co robiły, musiałam go odpowiednio celebrować. Nie w byle jakim kinie czy mieście, ale w miejscu tego godnym. Zatem albo musiało to być moje ukochane kino Rajmandir w Jaipurze, albo jakiekolwiek w Mumbaju - stolicy kina hindi. A że nie wyobrażałam sobie mieszkać w Indiach przez pół roku i ani razu nie odwiedzić jednego z najfajniejszych miast tego kraju, to z Hyderabadu polecieliśmy do Mumbaju właśnie. Dla mnie była to podróż niezwykle sentymentalna. To właśnie tu wylądowałam na początku lutego 2008, gdy zaczęła się moja przygoda uzależnienie.  💖

Plan na Mumbaj obejmował zaledwie tydzień, ponieważ to masakrycznie drogie miasto (przynajmniej porównując z innymi miastami w Indiach). Pod kątem zwiedzania najlepiej byłoby mieszkać na południu miasta, tj. na terenie Fortu lub Colaby. Jednak ceny noclegów nas lekko przeraziły. W dodatku większość hoteli miała niewygodną dla nas klauzulę dotyczącą par niezamężnych... A wydawałoby się, że spośród wszystkich miast w Indiach właśnie Mumbaj powinien mieć nasz stan cywilny najbardziej w nosie. Skoro nie mogliśmy mieszkać na Colabie, to wybraliśmy inną równie fajną miejscówkę - Bandrę. W ten oto sposób do domu Szaruka mieliśmy zaledwie 10-15 minut spacerkiem! (No ok, ok, JA wybrałam... Niemąż nie miał nic do gadania. 😂) Natomiast Bandra to także milion pięćset knajp różnego rodzaju, więc P też był zadowolony z tego wyboru. Nawet sensowny hummus mógł wszamać!

Garść informacji praktycznych:

  • Ola na lotnisko w Hyderabadzie: 930 Rs./kurs
  • lot z Hyderabadu do Mumbaju linią Indigo: 325 zł/os. (w tym bagaż nadawany i konkretne miejsca)
  • Ola z lotniska w Mumbaju na Bandrę: 550 Rs./kurs (zdecydowane zdzierstwo w tę stronę, prepaid wyszedłby taniej)
  • nocleg z Airbnb: 170 zł/noc za małe studio, na 2-3 noce byłoby spoko, ale nie na tydzień ze względu na wilgoć i praktycznie zerową cyrkulację powietrza. 😓

Bandra kocha murale! 😍



Cześć, Irrfan!

W naszej dzielnicy sporo było krzyży. Oczywiście, udekorowanych nagietkami.




Niemęża ubawiła sra*ąca galaktyka... 😅



Nie tylko Hyderabad to plac budowy. Mumbai też...



A w aptece można ogarnąć też Airtela, kablówkę oraz kupić karmę dla zwierząt. 😆


Też przyszły sobie zrobić pazurki?


A kuku! Pozdrawiamy z naszej kanciapy, w której jednak mieliśmy przynajmniej własną kuchnię.


Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu