Prawdziwy symbol miłości
Słoneczko, które tak pięknie nam świeciło na głowy podczas drogi do (i z) Galty, zaczęło zbierać żniwo. W dodatku w pociągu... Oszczędzę może szczegółów, ale po niecałej godzinie od odjazdu wyglądałam tak, że nawet jadąca obok rodzina zaczęła się dopytywać o mój stan zdrowia. I proponować leki, które miała pod ręką. Pod koniec trasy cały wagon już mi kibicował i ustępował drogi do toalety, jak tylko zaczynałam zakładać buty. A panie siedzące przy toaletach dbały o to, żeby zawsze jedna była wolna, tak na wszelki wypadek. 😂 I jak tu nie kochać Indusów?
Po ponad 5 godzinach dotarliśmy z Jaipuru do Agry. Zgarnęliśmy z Niemężem pierwszą z brzegu rikszę i pojechaliśmy do hotelu. Dotarliśmy do niego przed 23. O północy jeszcze mi właściciel doniósł swój własny czajnik, żebym mogła sobie ziółka zrobić na ten mój chory żołądek. No i Niemąż parzył mi te ziółka po nocy. Mauzoleum to każdy głupi potrafi zbudować, noszenie wszystkich ciężarów, zarywanie nocy i parzenie ziółek to jest dopiero symbol miłości na miarę XXI wieku! 💗
Ambitny plan zakładał, że o 6 rano tuptamy do Tadzia (tzn. Taj Mahal), zanim się turyści zorganizowani zlecą. Potem wracamy na śniadanie, zostawiamy bagaże w recepcji i kręcimy się po innych atrakcjach Agry do popołudnia, gdy ruszymy dalej do Mathury. Choroba ma jednak nieco nam pokrzyżowała szyki. Taj o 6 odpadał, skoro w nocy nie mogłam zmrużyć oka. Niemąż twierdził, że sam pójdzie, ale... no jak to tak sam? 😅 Wyszliśmy w końcu 2 godziny później, pyknęliśmy sobie selfie z Tajem w tle, po czym... wysłałam Niemęża na samodzielne dalsze oglądanie, bo jednak mój żołądek znów dawał o sobie znać. On chodził po Tadziu, a ja czekałam pod najdroższą toaletą świata, bo kosztującą mnie jakieś 80 złotych. Choć nie był to czas całkiem stracony. Ratowałam biednych turystów papierem toaletowym, opowiadałam o innych zabytkach Agry wartych obejrzenia i pozowałam do zdjęć. 😂
![]() |
| Nieważne fryzury, szybciej rób to zdjęcie! |
![]() |
| Brama, która wiedzie prosto do Tadzia. |
Przedłużyliśmy nasz hotel w Agrze o dodatkową noc. Nawet jeśli pojechalibyśmy zgodnie z planem do Mathury, to jednak możliwość spędzenia czasu do odjazdu w hotelu, a nie gdzieś na mieście, była warta tych 2 tysięcy rupii. Korciło nas nawet, żeby pozmieniać plany i w ogóle nie pojechać do Mathury, skoro mamy kolejną noc opłaconą w Agrze. Na szczęście po południu czułam się już na tyle dobrze, że mogliśmy ruszyć dalej. Zależało mi na zobaczeniu tych wszystkich cudownych świątyń.
Dotarliśmy na miejsce wieczorem, więc na ten dzień już niczego nie planowaliśmy. Mój wewnętrzny turystyczny faszysta płakał, ale co zrobić - siły były co najwyżej na kolację. Woleliśmy z wiadomych względów nie chodzić nigdzie daleko, więc weszliśmy do pierwszej z brzegu restauracji, która była otwarta. Wystrój sugerował, że za 10 minut dołączą do nas panie oferujące usługi, które mnie nie interesowały, a Niemęża interesować nie powinny. Karta dań sugerowała natomiast, że ostatni posiłek wydano w tym miejscu dawno. 😂 No ale panie się nie wyłoniły, a jedzenie wjechało na stół. W zamian za to wybiliśmy im ze 40 komarów!
W nocy zleciała się do nas rodzina poległych, co skończyło się całonocnym polowaniem na bzykaczy. Niemąż stosował techniki wszelakie. Najlepszymi okazały się:
- uderzanie w powietrze na chybił-trafił - komarów było tyle, że na początkowym etapie zawsze się jakiegoś trafiło
- leżenie nieruchomo na łóżku w celu zwabienia przeciwnika w zasadzkę - wymagało to jednak pracy w tandemie, więc ja leżałam i pachniałam (= wabiłam), a P czekał w napięciu niczym rewolwerowiec
- gaszenie światła i polowanie z latarką (telefonową) - Niemąż twierdził, że jak widzi cień, to mu łatwiej tego małego łajdaka namierzyć.
Garść informacji praktycznych:
- pociąg Jaipur-Agra: 580 Rs./os. za klasę 3AC
- nocleg w Taj Castle Boutique Homestay: 2200 Rs./noc za ogromny klimatyzowany pokój, do Taja można dojść na nóżkach w 15 minut
- riksza ze stacji Agra Fort do Taj Castle: 130 Rs./kurs, przepłaciliśmy, ale żadne z nas nie miało głowy do targowania się, więc wzięliśmy pierwszego gościa, który nas zaczepił jeszcze na peronie
- Taj Mahal: 1300 Rs./os.
- riksza z hotelu na stację Agra Cantt: 150 Rs./kurs
- pociąg Agra-Mathura: 340 Rs./os. za klasę CC
- nocleg w Ira Homestay: 1800 Rs./noc za klimatyzowany pokój, głaskanie pieska właściciela gratis
- riksza Ira-dworzec: 70 Rs./kurs.
![]() |
| Niby restauracja, ale zero gości, menu ubogie, a kolory neonów sugerowałyby raczej dom publiczny... Ważne, że w zęby nie dostaliśmy. 😅 |
![]() |
| Dostawa baniaków z wodą. |
![]() |
| Można było sobie podłogę zamieść, zanim się człowiek położy. |
![]() |
| Spotkanie duchownych. |
![]() |
| A na trasie Mathura-Alwar takie cuda. |



.jpg)





















Komentarze
Prześlij komentarz