Ostatniego dnia zostawiliśmy bagaże w przechowalni Chillout i ruszyliśmy oglądać Jaipur, czyli właśnie owe Różowe Miasto. Nahargarh już odpuściliśmy, podobnie Sabira - Niemąż nie chciał znów wymuszać podania konkretnej stawki za transport. Sabir też nie naciskał, więc chyba jednak za mało zapłaciliśmy. Normalni (= niedoświadczeni i życia w Indiach nieznający) turyści pewnie płacili więcej. I się jeszcze do kajetu wpisywali, nie to co my! 😅
Zgarnęliśmy zatem pierwszą z brzegu rikszę na ulicy i pomknęliśmy w stronę Galta Gate, czyli bramy, pod którą zaczyna się podejście na wzgórze tylko po to, aby potem znów opaść. Przecież wiadomo, że nie ma sensu chodzić po płaskim, skoro można iść w górę i w dół! W słońcu, bez ochrony na głowę. Niczym debile dwa. 😂 W trakcie pory monsunowej parę lat temu szło się częściowo w cieniu drzew, jednak w po zimie niewiele zostało z bujnej roślinności. Jedynie jakieś krzaki, ale żeby chować się w ich cieniu, to musielibyśmy pełzać, a choć resztki godności woleliśmy zachować. W końcu zasapani i zapoceni dotarliśmy do Galty, czyli kompleksu kilku świątyń stanowiącego małpie królestwo. Na trasie podejrzanie mało tych łajdaków było. Nie ma się co dziwić - w tym upale wolały sobie tłumnie siedzieć nad akwenami wodnymi przy świątyniach. Niczym wczasowicze na plaży w Pieckach. 😂 A co jeszcze łączy ową plażę z Galtą? Polacy! Jedyna grupa zorganizowana, którą spotkaliśmy na terenie kompleksu, składała się właśnie z naszych rodaków. Potwierdza się powiedzenie, że nasi są wszędzie.
Po powrocie pod Galta Gate dokonaliśmy odkrycia - na północy Indii sporo jest riksz elektrycznych. I są one 2-3 razy tańsze niż te tradycyjne! Albo na elektrykach jeżdżą tylko uczciwi rikszarze, albo sami nowicjusze, którzy jeszcze nie ogarnęli, że mogą kasować turystów na wyższe kwoty. W każdym razie - po Jaipurze warto jeździć tylko rikszami elektrycznymi!
Jako że na Galtę zeszło nam o wiele więcej czasu niż zakładaliśmy, a puste brzuchy nie zgadzały się na odpuszczenie obiadu, to został nam czas już tylko na jedno miejsce. W ramach zwiedzania nietypowych atrakcji zaciągnęłam Niemęża do Jantar Mantar, czyli obserwatorium astronomicznego pod chmurką. W biały dzień. 😅 Ale co ja za to mogę, że w nocy turystów nie wpuszczają? Natomiast wielkie konstrukcje, przyrządy i budowle zrobiły na nim wrażenie nawet w środku dnia. Z JM przeszliśmy się do hotelu, zjedliśmy w naszej ulubionej restauracji na dachu i pojechaliśmy na dworzec. Czas Jaipuru się skończył, teraz przyszła pora na (podobno) symbol miłości!
Garść informacji praktycznych:
- riksza z hotelu pod Galta Gate: 150 Rs./kurs
- Galta Temple: wstęp bezpłatny, ale święci mężowie za pobłogosławienie proszą o co łaska lub 500 (słownie: pięćset!) rupii... myśmy dali 50 za nas dwoje 😆
- riksza z Galta Gate do Jantar Mantar: 70 Rs./kurs rikszą elektryczną, za tradycyjną rikszę wołali minimum 150 Rs.
- Jantar Mantar: 200 Rs./os.
- Ola z hotelu na dworzec: 180 Rs./kurs.
 |
Przecież wiadomo, że butla gazowa to najlepszy taboret. 🤯
|
 |
Skoro jesteśmy w Jaipurze, to wypada choć z zewnątrz zobaczyć symbol miasta - Hawa Mahal.
|
 |
Zaplatarnia turbanów.
|
 |
Rano słonie, po południu krowy. Kierowcy nie mają łatwo.
|
 |
Idziemy na świątynie. Najpierw pod górę, potem będzie z górki...
|
 |
Ze szczytu roztacza się ładna panorama miasta.
|
 |
Nie ma to jak selfie z d... małpy. 😆
|
 |
Zadanie dla ambitnych - policz, ile małp znajduje się na wzgórzu.
|
 |
Szybko cykaj, zanim małpy wrócą!
|
 |
My tu zdjęcia przez dziurkę cykamy, a za nami polska wycieczka hałasuje. 😂
|
 |
Trafiliśmy akurat na dokarmianie winogronami. Ale nam owoców nie zaproponowano. 😂
|
 |
Buszujący w Jantar Mantar.
|
 |
Jhoome Jo Pathaan... 🧡
|
Komentarze
Prześlij komentarz