Alwar na mapie naszej podróży pojawił się nieco przez przypadek. Chcieliśmy zobaczyć Jaipur, chcieliśmy zobaczyć Agrę, musieliśmy dotrzeć do Delhi, bo stamtąd mieliśmy lot powrotny do Europy, a zostały nam wolne 2 dni. Szukałam miejscówki, w której jeszcze nie byłam, a byłaby wystarczająco ciekawa na ten czas. No i mój palec na wirtualnym globusie upadł właśnie na Alwar. To było najlepsze na chybił-trafił w życiu! Alwar nie będzie powalać wszystkich odwiedzających. Nie będzie też mieć aż tak wielu atrakcji. Nie będzie też mieć jeszcze jednego - turystów! Serio, do Alwaru biali nie docierają. 😂 W dodatku jest to miasto na tyle małe, że nie ma aż takiego gwaru i tłumu, ale równocześnie mają cywilizację (= dobre wifi). I fort! Pierwotny plan zakładał, że wypożyczymy skuter i objedziemy wszystko w tym fyrtlu, m.in. okoliczne lasy i świątynie nad wodospadami. Jako że jednak 2 pogryzione przez komary zombie musiały się wyspać, to wychynęliśmy z hotelu w południe... Trochę późno na objazd okolic. Co więcej, zaczęło też kropić... Nawet fort odpuściliśmy. 😔
Pokręciliśmy się jedynie po okolicy Vinay Villas Palace. Jeśli nie fort, to przynajmniej pałac sobie zobaczymy.
Albo i nie. 😅 Bo w praktyce w Alwarze owszem, jest pałac. Ale mury zostały zaanektowane przez urząd marszałkowski, wydział sądu, krawca i kilka innych małych firm. Aczkolwiek sama budowla jest bardzo ładna, więc i tak poskakaliśmy trochę po dziedzińcu, cykając fotki z pozycji żaby pod kątem 45 stopni. Na najwyższym piętrze pałacu znajduje się muzeum miejskie. Przewodniki obiecywały broń (dla Niemęża) i ładne obrazki (dla mnie), więc się do niego wybraliśmy. Był to strzał w dziesiątkę. Nawet nie z powodu wystawy (choć wiele eksponatów faktycznie było ciekawych), ale samego wystroju sal. Zdjęcia tego tak nie oddają, ale to było jedno z ładniejszych muzeów, jakie odwiedziłam w życiu. A odwiedziłam sporo!
Tuż za pałacem znajduje się cenotaf. Już ustaliliśmy, że ciągnie nas na cmentarze, więc poszliśmy do niego. 😅 Położony jest malowniczo tuż nad stawem, a z górującego nad nim fortu często schodzą sobie... sambary. (Albo inne jeleniowate. Kiepscy jesteśmy w te klocki.) Widok ludzi wcale ich nie płoszył. Podeszłam nawet do nich bliżej w celach fotograficznych. A co w tym czasie robił mój Niemąż? Wszystko dokumentował, licząc na ciekawy materiał, jak mnie jeleń goni... I nawet się z tym nie krył! Najwyraźniej stwierdził, że czas parzenia ziółek się skończył i pora wrócić do normalności. Sambary spłoszyły się dopiero po zauważeniu nadciągających małp. I wcale im się nie dziwię - kiedy stado małp wpada na pełnej, to faktycznie najlepiej jest się ulotnić. Chyba że jest się polskim turystą - wtedy wyciąga się telefon i kręci, jak małpy grają w berka. I liczy, że samemu nie będzie się ganiać - za ukradzionym telefonem. 😂
Garść informacji praktycznych:
- pociąg Mathura-Alwar: 180 Rs./os. za klasę sleeper
- nocleg w Atlantic Hotel: 1700 Rs./noc za pokój z klimatyzacją
- riksza z dworca do hotelu: 100 Rs./kurs (przepłacona, ale braliśmy pierwszą z brzegu bez targowania)
- riksza z hotelu do Alwar Museum: 100 Rs./kurs
- Alwar Museum: 100 Rs./os.
 |
Vinay Villas Palace.
|
 |
W miejscówkach niezbyt turystycznych trzeba zawsze patrzeć pod nogi. 😅
|
 |
Nawet instrumenty muzyczne są pięknie zdobione.
|
 |
Pal sześć wystawę, jakie ładne ściany!
|
 |
Mikroskopijny koran.
|
 |
Niemąż został zdybany! Dziewczyna aż za nim przez salę biegła. 😂
|
 |
No i znów grobowiec!
|
 |
Moosi Maharani Ki Chhatri.
|
 |
Biega sobie człowiek po schodach wokół stawu, aż tu nagle...
|
Komentarze
Prześlij komentarz