Skoro jesteśmy w królewskim Udaipurze, to trzeba udać się z wizytą do króla (radży)! Tutejszy Pałac robi wrażenie, więc choć Niemąż nie przepada za takimi atrakcjami, to nie mogłam mu odpuścić. Praktycznie cały Pałac się błyszczy, lśni i robi bling bling. Można się poczuć jak bohater opowieści Sheherezady. Choć już go kiedyś zwiedziłam, to wcale nie żałowałam pieniędzy na ponowną wizytę. Co ja się tam będę rozwodzić - niech zdjęcia przemówią. 😁
Garść informacji praktycznych:
- Udaipur City Palace: 600 Rs./os., drogo, ale naprawdę warto, spod Pałacu można popłynąć do Jagmandir położonego na jeziorze Pichola, a tuż obok znajduje się główna świątynia Udaipuru - Jagdish Temple.
 |
Klatka na tygrysa!
|
 |
Jaki władca, taki Azor!
|
 |
| Moja wewnętrzna sroczka lubi to! |
 |
I znów ludo (chińczyk)!
|
 |
Ukryte selfie.
|
 |
Świetny pomysł na prezentowanie instrumentów. Od razu łatwiej sobie wyobrazić, jak się na nich gra.
|
 |
W Udaipurze też kochają swoje drzewa! 💕
|

 |
Widok z Jagdisha.
|
 |
I widok na Jagdisha.
|
 |
A wieczorem pod bramą prowadzącą do Pałacu... 😍
|
Komentarze
Prześlij komentarz