Tuptamy (i charchamy) po Udaipurze

Ucho wytrzymało! Choć samolot przez pewien czas leciał aż 12 km nad ziemią (na lotach krajowych to zwykle mniej niż 10!), to dało radę. Niemąż twierdził, że chwilami nawet mu się odtykało. Jednak od momentu schodzenia do lądowania było znów całkiem przytkane... Najważniejsze, że w jednym kawałku (oby!) dotarliśmy do Udaipuru, czyli tzw. Białego Miasta. Okazało się, że podwójnie białego. Kiedyś ze względu na kolor budynków, a obecnie - na liczbę białych turystów. Pamiętam, gdy Udaipur był ukrytą perłą Rajasthanu. Aby tu dotrzeć, trzeba było najpierw polecieć do Jaipuru, a stamtąd jechać przez 7+ godzin zdezelowanym autobusem. Aż się łezka w oku kręci. 😄 Od kiedy jednak rozbudowali lotnisko i postawili prawdziwy terminal pasażerski (ściągając tym samym indyjskie tanie linie), to do Udaipuru zlatują się tłumy zachodnich turystów. 

Oprócz nas dotarły także nasze bagaże. Spokojni wyszliśmy zatem z lotniska i zamówiliśmy Olę, żeby zawiozła nas na Hathipol - jedną z dzielnic Udaipuru. Aplikacja pokazywała, że taxi już się gdzieś po parkingu kręci, będzie za 2 minuty. Po minucie, że za 4... Ej, nie tak czas działa! Na ekranie telefonu oglądaliśmy sobie, jak kierowca zwiedza parking. Ok, może gdzieś się zakorkowało, to spróbował objechać blokadę. Po ponad 10 minutach czekania nasz kurs został zrzucony przez kierowcę. Nieco skonfundowani zamówiliśmy kolejny. I znów to samo! Kręcił się, kręcił, po czym zrzucił kurs. Łącznie nas wystawiono ze 4 razy... Zrezygnowani podeszliśmy do taksówkarzy spod słupka, którzy wcześniej ochoczo proponowali nam swoje usługi. Twierdząc, że Ola to na pewno nie przyjedzie. (Skąd wiedzieli? Czyżby jakiś spisek?) Jednak kwota, którą usłyszeliśmy, prawie zwaliła nas z nóg. 900 rupii. Wg Oli ten kurs miał wynieść ok. 400-450 Rs. Panowie bardzo nie chcieli negocjować, zeszliby max do 700 Rs., co i tak było rozbojem w biały dzień. Nie chodziło nawet o to, że to dużo (bo na 26 km to zdecydowanie mało). Chodziło o godność (i rozum człowieka) i niedawanie się wy...rolować z tytułu białej skóry. Walczyliśmy o honor wszystkich turystów! Tak przynajmniej sobie powtarzaliśmy. 😂

Stwierdziliśmy, że wyjdziemy poza parking lotniska, może na wylotówkę łatwiej nam będzie zamówić Olę. Szef taksówkarzy słupkowych nas minął, pytając po raz ostatni, czy z nim jedziemy, bo jak nie, to nikt nas nie zabierze. Grzecznie odmówiliśmy. Gdy tylko się nieco oddalił, to na parking akurat wjechał inny kierowca, który nas od razu zgarnął. Za 400 (słownie: czterysta!) rupii, bez żadnego targowania. Mina obserwującego nas z daleka szefa taksówkarskiej mafii była bezcenna. 😂

Chyba z zawiści obrzucił nas złym spojrzeniem (=rzucił klątwę), bo w ciągu 2 dni Niemęża choroba rozłożyła kompletnie... A jako przykładna Nieżona po paru dniach poszłam w jego ślady. Za to ambitne plany poszły do kosza. Przyjechaliśmy do Udaipuru na 5 tygodni, z czego przechorowaliśmy trzy. Niemąż nawet więcej, bo skutki choroby odczuwał praktycznie jeszcze przez miesiąc, jednak po 3 tygodniach był w stanie wyjść choć trochę pooglądać Udaipur. Szczęście w nieszczęściu, że stało się to w miejscu, w którym mieliśmy czas chorować. Gdyby rozłożyło nas podczas objazdówki 2 dni tu, 2 dni tam, to byłoby gorzej. Mimo choroby trochę jednak sobie potuptaliśmy po dzielni (a raczej głównie ja), głównie do sklepu spożywczego. Czyli za każdym razem prawie 3 km w obie strony. 😅

Garść informacji praktycznych:

  • Ola z lotniska na Hathipol w Udaipurze: 450 Rs./kurs
  • nocleg z Airbnb: 85 zł/noc za całe mieszkanie + łącznie 500 Rs. za sprzątanie (w trakcie naszego pobytu kilka razy przyszedł ogarnąć jeden z chłopaków Hussaina, od którego wynajmowaliśmy lokum), ogólnie polecamy.






Indie potrafią postawić człowieka do pionu. Jeśli masz dach nad głową, to już i tak masz dużo...


Pragnę tu tylko zwrócić uwagę na to, jaki ten pan ma porządek!





Kluczem do sukcesu firmy jest dobra nazwa!





Monika się zna!


Dlatego w Indiach zawsze bierze się samochód z kierowcą... Choć z GPS-em już nieco łatwiej.


W Udaipurze też lubią sobie mazać po murach. 😍




Ja też!




Bari. 💖 Prawie jak we Włoszech. 😂




Widok z naszego balkonu.



Stwierdziliśmy z Niemężem, że oboje jesteśmy dziwni, bo nam się ten widok podoba. 😅



Nocne widoczki z balkonu.




Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu