To drzewo? To most? To drzewomost!

Skoro Meghalaya pojawiła się na naszej liście ze względu na żywe mosty, to wypadałoby chociaż jeden zobaczyć, prawda? Drugi dzień w Cherrapunji zaczęliśmy właśnie od oglądania mostów. Tzn. drzewomostów. 😍 To chyba najbardziej fenomalny pomysł wykorzystania natury, z jakim kiedykolwiek się spotkałam. Zaplata się korzenie drzew w taki sposób, aby po ok. 100 latach stworzyły stabilny most. Taki, po którym nie tylko przejdą ludzie, ale nawet i skuter przejedzie. To piękny przykład na to, że można czynić sobie ziemię poddaną bez niszczenia jej. Najbardziej znanym egzemplarzem jest dwupoziomowy Double Decker Living Root Bridge, jednak wymaga on poświęcenia łącznie co najmniej z 5h na trekking tam i z powrotem. Szkoda nam było tego czasu, więc woleliśmy zobaczyć takie (teoretycznie) łatwiej dostępne. Drzewomost to drzewomost, rozmiar się nie liczy. A że tutaj znajduje się ich sporo, to było z czego wybierać. 

Czy ja powiedziałam, że te mniejsze będą łatwiej dostępne? Cofam, cofam to wszystko. Było trzeba jechać na najsłynniejszy - na pewno jest dobrze oznaczony i byśmy trafili bez przeszkód. A tak... no troszeczkę się gubiliśmy. Wioska Siej wytwarza wokół siebie jakąś dziwną energię podobną do tej w Trójkącie Bermudzkim. Wpadasz w 1998 i wypadasz w 2022... Mapy Google'a się nie zgadzały. Mapy maps.me się nie zgadzały. Znajdywaliśmy drogi, które oficjalnie nie istniały. Nie istniały drogi, które istnieć miały. W efekcie wbiliśmy się do jakiegoś pensjonatu. Nie było co prawda żadnych oznaczeń, ale mosty zaznaczone na mapach były dość blisko, a na pewno przez jakieś podwórka powinniśmy iść (wg opinii na Google). My trochę zdezorientowani. Wycieczka, która akurat opuszczała przybytek - jeszcze bardziej zdezorientowana. Pracownik pensjonatu, który do nas podszedł - 100% konsternacji. Ostatecznie wyjaśnił nam, jak mamy dotrzeć na parking przy wodospadach. O nie, znów się wbiliśmy komuś na posesję! Tak nas zapamięta Meghalaya - jako kolejnych białych najeźdźców... 😅

Jakość drogi do mostów Umkar i Ummunoi pozostawię bez komentarza. Powiem tylko, że moje bluzgi musieli słyszeć nawet w tamtym pensjonacie... Nie wyrżnęliśmy się 10 razy tylko dzięki umiejętnościom Niemęża, choć nawet on kilkukrotnie chciał zaproponować dłuższy spacer. Gdy dotarliśmy na parking, to powitał nas w końcu znak! Ufff, to na pewno tu. Teraz mamy do wyboru dwie drogi - w dół do Ummunoi i w górę do Umkar. Jak zawsze z Niemężem on chciał iść w lewo, a ja w prawo. Pierwszy wyartykułował swoje zdanie, więc zaczęliśmy od Ummunoi. Według opinii na Google'u do mostów powinniśmy dotrzeć po paru minutach marszu, więc co za różnica. 

Co za różnica? Co-za-róż-ni-ca? Różnica minimum 2h marszu po schodach i kilkudziesięciu łez wylanych podczas przechodzenia pod ogromnymi pajęczynami z pająkami większymi od ręki P! Niemąż lubi robaczki i inne takie, ale nawet jemu się zrobiło nieswojo w pewnym momencie. A co dopiero księżniczce z arachnofobią. Księżniczka to sobie (nie) śpi na ziarnku grochu, a nie przeciska się pod Pomiotami Szatana. 😰😨😱😭😵😬 W połowie trasy spasowałam - doszłam do granicy, której nie zamierzałam przekraczać, już i tak czekał mnie miesiąc odreagowywania. Niemąż poszedł dalej, a ja przez godzinę na niego czekałam. Most w Ummunoi jest daleeeeeeko. I szczerze... średnio opłaca się do niego iść, bo jak się później okazało - Umkar jest ładniejszy i z parkingu idzie się do niego 10 minut... Ech, czyli faktycznie women are always right. 😂 W dodatku zaliczyliśmy w Umkar mały bonus, bo zaczęli zaplatać most tak, żeby też był dwupoziomowy. Zatem w 10 minut można już dojść do małego double deckera.  


A zaczęło się tak niewinnie...





Ummunoi.




Umkar.




Niemąż musiał się przespacerować. Wiadomo. 😉







Z wioski Siej ruszyliśmy w drogę powrotną. Jakimś cudem nasz skuter dał radę podjechać pod górę, co wcale nie było takie pewne. Pojechaliśmy dalej w stronę wodospadu Prut. Spektakularnych wodospadów tu jak mrówków, więc wybór był trudny. Skusiły mnie opinie, że w przypadku tego egzemplarza można wejść do komnaty za ścianą wody. Bywałam już po drugiej stronie sztucznych wodospadów, ale nie prawdziwych, więc wiadomo - jedziemy! Po drodze czekały nas polne drogi. Tak polne, że Niemąż kilkukrotnie chciał zawracać, bo poruszaliśmy się bardziej w pionie niż w poziomie. Szkoda było skutera. Jakoś jednak zawsze po jego jeśli za 500 metrów nie będzie lepiej, to wracamy droga się poprawiała i jechaliśmy dalej. Mijając krowy, bawoły i żurawie. Po drodze zatrzymywaliśmy się też przy losowo wybranych wodospadach. I chowaliśmy się przed policją, która krążyła po wiosce. Bardzo nie chcieliśmy przechodzić wyrywkowej kontroli. Tak na wszelki wypadek, gdyby zapytali o prawo jazdy. Albo o paszport. 😅 

Hopsa!





Meghalaya ma też fajne chmurki!






W końcu po długiej jeździe dotarliśmy do Prut Waterfall. I znów - według opinii ten wodospad miał być taki fajny, bo praktycznie z szosy można go już zobaczyć. Trzeba iść tylko, jeśli chce się wejść za kurtynę wody. Acha... Do pierwszej platformy widokowej idzie się dobre 20 minut. Najpierw po płaskim, a potem po schodach w dół. A potem jeszcze bardziej w dół. Czyli potem będzie dużo w górę. 😅 Na szczęście wodospad był tego wart! Super uczucie wejść do środka wodospadu. W dodatku trafiliśmy tam w najlepszym możliwym momencie dnia, tj. golden hour. W drodze powrotnej z wodospadu do skutera zwiedziliśmy jeszcze jedno polecane miejsce - toalety. 😆 Z jakiegoś powodu w opiniach ludzie się rozpływali, jakie to ładne toalety tam są i trzeba je koniecznie zobaczyć. Tyle razy na tym blogu już o toaletach wspominałam, że musieliśmy je zaliczyć. W porównaniu do znajdujących się 500 metrów dalej poprzedników - bardzo ładne. Ale żeby się zaraz zachwycać... Choć Niemąż się zachwycił wielką gąsienicą w damskim, więc może jednak było warto. 😂

Garść informacji praktycznych:

  • Umkar/Ummunoi Living Root Bridge: 30 Rs./os. za jeden most, parking: 10 Rs., bilety sprzedawane są z koszyczka przez (chyba) jedną z mieszkanek wioski - nie trzeba jej specjalnie szukać, sama Was znajdzie
  • Prut Waterfall: 50 Rs./os., parking gratis.

Za mućkami proszę skręcić w lewo!


Ścieżka do komnaty wodospadu.






Tak, to TA toaleta!




Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu