Mieszkanie w (drogim) centrum miasta ma ten plus, że w 10 minut możemy dostać się na Mall Road. Cała ta ulicy to jedna wielka platforma obserwacyjna - można stąd dostrzec nawet Kanczendzongę. Jeśli ma się szczęście i jest akurat dobra widoczność. My dni z najczystszym powietrzem przechorowaliśmy. Kiedy wreszcie mogliśmy cieszyć się górami, to te się przed nami pochowały. Trzeba będzie wrócić! Może wtedy wedrę się przy okazji do
St. Paul's. 😅
Na całej alejce oficjalnych
zatoczek z ławkami i zadaszeniami są sztuki trzy - największy tłok panuje na nich zwykle ok. 6 rano, gdy wstaje słońce. Czyli gdy wszyscy okoliczni emeryci schodzą się na jogging! Serio, wszyscy tu biegają. 😂 Górale to jednak mają kondycję. W jednej z zatoczek o 6:15 zaczynają się nawet jakieś zorganizowane zajęcia - coś między zumbą a callanetics. Na cały regulator rozbrzmiewa muzyka, a w jej rytm pokrzykuje jakiś
Chodakowski z brzuszkiem:
raz, dwa, trzy, cztery, raz, dwa, trzy, cztery. Średnia wieku - 65 lat (na oko).
W drugiej z zatoczek w tym czasie młodzi pakują muskuły na siłowni pod chmurką. To dobry adres także dla tych, którzy cierpią na deficyt rapu. Natomiast turystyczne trolle wychylające na miasto dopiero o 10 mogą cieszyć się (względnymi) pustkami.
 |
Już wiem, gdzie trzeba się zatrzymać następnym razem. Może zniżkę dostanę?
|
 |
Tam, tam w oddali!
|
 |
Najważniejsze to mieć dobry zoom!
|
 |
Żeby nie było, że na wschód nie wstawałam! W końcu skądś wiem o tych wszystkich emerytach.
|
Z Mall Road można też podejść do położonej wyżej Mahakal Temple. Tak jak uda, tak i opcje są dwie: albo zwiedzi się świątynię, albo jej nie zwiedzi (jak my). W Indiach przed prawie każdą świątynią trzeba zdjąć buty (czasem nawet przed kościołami katolickimi). Zazwyczaj jednak robi się tuż przed świątynią, ewentualnie przed jej dziedzińcem. Tutaj Indusi jednak podnieśli poprzeczkę. Buty zostawia się już w połowie górki... O ile jeszcze w środku lata przy 30 stopniach może to być nawet przyjemne, o tyle przy 10 stopniach nie bardzo. Najwyraźniej ta świątynia jest tylko dla tych, którzy bardzo chcą. (Wszyscy Indusi wokół bardzo chcieli, my byliśmy mięczakami. Górale to jednak nadludzie.) Zrzucamy wszystko na chorobę. Przecież gdybyśmy byli zdrowi, to na pewno byśmy marzyli o wspinaniu się przez 15 minut gołymi stopami po betonowych schodach, które pewnie miały stopni Celsjusza 5. 😅





Internety obiecywały, że dobrym punktem obserwacyjnym górskich pasm jest Nightingale Park. Zaszliśmy zatem i do niego - może jak będziemy wyżej, to coś jednak zobaczymy. Park jest zadbany, znajduje się w nim sporo ławeczek i trawników do piknikowana, a nawet mała świątynia pośrodku. No i widoki, te piękne widoki... chmur. A miały być same górskie szczyty przez caly horyzont. Najwyraźniej Himalaje znów były nieśmiałe. 😅
Wracając do centrum, zahaczyliśmy o jeszcze jeden charakterystyczny dla tego miasta punkt - pola herbaty. Tej samej, która być może za 6 miesięcy trafi do polskiej Żabki albo Biedronki. 😄 Początkowo spodziewałam się, że ten teren będzie... ogrodzony? prywatny? A tu się okazało, że między krzaczkami normalnie droga idzie. I można sobie w te krzaczki wejść bez pytania. Jako że Niemąż nie odnalazł w sobie wewnętrznego zająca, to odpuściliśmy beztroskie hasanie. Widzieliśmy za to, że zainteresowani mogą z wyprzedzeniem zabukować oprowadzanie po plantacji. My spasowaliśmy, w końcu herbata to herbata - wypijemy do śniadania i będzie po herbacie. Hehe. 😂 (Więcej żartów Strasburgera nie będzie, słowo!)
 |
Gór nie zobaczymy, to chociaż muzyki posłuchamy.
|
 |
Ale że to już? Tak bez ostrzeżenia sobie weszliśmy na plantację?
|
 |
Herbatka sobie leniwie rośnie.
|
Widoki bywają kapryśne, ale chociaż na muzea człowiek może liczyć. Czy deszcz, czy śnieg, czy smog - zawsze będą czekać. Jedną z głównych tutejszych atrakcji jest Muzeum Himalaistyki. Jednak dla nas ciekawszym zdawało się muzeum Tybetu. Do samego Tybetu raczej przez wiele lat nie zawitamy (z wiadomych powodów), więc chociaż muzeum sobie zobaczymy. Zwłaszcza że wpływ kultury tybetańskiej widać w Darjeeling w wielu miejscach. I to był strzał w dziesiątkę. Jeśli ktoś się wybiera w te rejony, to polecamy. Muzeum jest niewielkie, ale dla nas w sam raz - daje niezły pogląd na kulturę Tybetu, równocześnie nie męcząc. Można też znaleźć polskie akcenty!
Garść informacji praktycznych:
 |
Pierwszy król Tybetu był Indusem!
|
 |
Z perspektywy wydarzeń ostatnich lat tym bardziej ciężko się to czyta...
|
 |
Mandala piaskiem sypana.
|
Komentarze
Prześlij komentarz