Z wizytą u Królowej Wiktorii

Może jednak trzeba było zostawić te cmentarne duchy w spokoju? W ramach trasy śladami Brytoli kolejne kroki skierowaliśmy ku Victoria Memorial, czyli jak sama nazwa wskazuje - budynkowi na cześć Królowej Wiktorii. 10 lat temu miało 3 plusy:

  • ładną sztukę
  • mało ludzi
  • miły przewiew w głównym hallu (dzięki odpowiedniej konstrukcji).
Przecież muzea i galerie się prawie wcale nie zmieniają, prawda? Nadal będzie tak samo ładnie, prawda? Nie. 😅 Tak się akurat złożyło, że w tym roku w VM postanowili zmienić całą wystawę. Tylko jedną salę zostawili po staremu, a wszystkie pozostałe poświęcili historii dochodzenia do niepodległości... Wielkie twarze, biografie i dużo dat. To tak w skrócie. Niemąż miał ochotę mnie zabić. Zwłaszcza że była niedziela i do VM zwaliły się tłumy, żeby... porobić sobie zdjęcia w lustrzanych obeliskach. 😂 No cóż, Indusi nie muszą płacić kupy kasy za wejście, więc mogą wbijać w dowolnym celu. Jedynym pocieszeniem było znalezienie ławki w cieniu w parku wokół VM. 

Tuż obok Victoria Memorial znajduje się jeszcze jedno miejsce warte odwiedzenia - Katedra Św. Pawła. Nie jest może spektakularna, ale warto wejść na 5 minut. My weszliśmy na 15. I wcale nie chodziło o to, że w środku tak szybko zasuwały wiatraki sufitowe. 🙊

Z Katedry postanowiliśmy przejść się nad rzekę, a konkretnie na prom, który przetransportuje nas do przynajmniej jednej z dwóch świątyń - Belur Math lub Dakshineswar Kali. 10 lat temu mi się podobały i miałam ochotę do nich wrócić. Zwłaszcza że sam rejs promem wspominałam równie przyjemnie. Chcieliśmy uciec od zgiełku i przejść na przystań przez Fort William. Cóż... czy już wspominałam, że duchy cmentarne nam nie sprzyjały? Wokół Fortu wszystko rozkopane, jedynego wejścia na teren pilnowali uzbrojeni wojskowi... Czyli musieliśmy iść ruchliwą ulicą wokół. I szliśmy. I nadal szliśmy... 

W końcu dotarliśmy do promów nad rzeką Hugli. Uff! Do obu świątyń nie zdążymy, ale może chociaż do bliższej Belur Math popłyniemy. Cmentarne duchy uruchomiły się po raz kolejny - trasy promów się zmieniły przez pandemię, trzeba płynąć z przesiadkami. W okienku mogli nam co najwyżej powiedzieć, dokąd pływają promy z tej przystani. Tam nam powiedzą, jak dalej się dostać do Belur Math. Kupiliśmy bilety. Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda! Prom przypłynął, więc wsiedliśmy w ciemno. I popłynęliśmy nie wiadomo dokąd... Wysiedliśmy, nikt nie mógł nam powiedzieć, jak dostać się dalej do Belur Math. Niemąż, głodny i zmęczony, rzucił ręcznik i postanowił - trzeba wracać. Kupiliśmy nowe bilety, zeszliśmy na pirs i biegusiem wbiliśmy się na prom. I co? I popłynęliśmy dalej zamiast wracać. 😂 P zzdesperowany wskoczył od razu do łodzi, ja w ciemno za nim - żadne nie sprawdziło, jaka trasa pojawia się na łajbie. Popłynęliśmy dalej, zrobiliśmy pętelkę i wróciliśmy do punktu B. Mądrzejsi o to doświadczenie w końcu po ponad godzinie wróciliśmy na drugą stronę rzeki, wzięliśmy taksówkę i wróciliśmy do domu. To zdecydowanie nie był nasz dzień... (Choć pływanie promami w Kalkucie wciąż polecam.)
Cmentarne duchy, zrozumieliśmy swój błąd. Następnym razem przyjdziemy na cmentarz pod koniec dnia, żebyście już nie miały czego nam popsuć. 😂


Garść informacji praktycznych:





Warto zatrzymać się na chwilę w parku roztaczającym się wokół VM.






Hitem wystawy były szklane kloce (w tle) - idealne do robienia zdjęć na fb. 😂


Chociaż w jednej sali są obrazy. Uff!




W okolicy Victorii zawsze są dorożki. Kiedyś były tylko srebrne, a dziś już same złote.


 
Kontroler przed wejściem na pirs przedziera bilecik i rzuca za siebie. Prawie jak kwiatki w Boże Ciało.












Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu