Było bosko u Don Bosco
Don Bosco to włoski duchowny , który jest założyciel zgromadzenia salezjanów. Nazywany jest „Ojcem i Nauczycielem Młodzieży” - nie dziwi zatem, że mijamy parę szkół, których jest patronem. A w Shillong nawet ma swoje muzeum! Muzeum, w którym można znaleźć wszystko na temat całych Indii Północno-Wschodnich, m.in.:
- instalacje związane z katolicyzmem (wiadomo)
- wystawę poświęconą innym religiom
- kącik geograficzny - za (prawie) 0 złotych znajdziesz się w Nepalu czy Myanmar
- wystawę o początkach ludzkości (całej)
- wystawę czysto etnograficzną nt. lokalnych mieszkańców
- kącik o programie kosmicznym z makietami indyjskich statków
- kącik tradycyjnych instrumentów muzycznych.
I wiele innych. Na to muzeum trzeba poświęcić minimum 2 godziny. Minimum... Zwłaszcza że można wejść jeszcze na jego dach. Podziwianie panoramy: +1h. Wychodzi na to, że najlepszą częścią muzeum jest dach. 😂
Rano dzielące nas od Don Bosco 4 kilometry przeszliśmy na nogach, zaliczając po drodze jeszcze jezioro. Jednak w drodze powrotnej postanowiliśmy się szarpnąć na taksówkę. Słońce szło już spać, my też byśmy chętnie poszli za nim, więc nie ma co urządzać sobie godzinne spacerki po jezdni. 4 kilometry po chodniku w Polsce i 4 kilometry po jezdni w Indiach to jednak różne odległości. Pod Don Bosco nie było żadnych riksz ani taksówek. Zeszliśmy zatem na skrzyżowanie niżej. Tutaj riksz i taksówek było już dużo, ale... wszystkie pełne. Po 20 pojazdach poddaliśmy się i poszliśmy dalej na nogach. Dotarliśmy w końcu do jakiegoś postoju taksówek. Byliśmy już ze 2,5 kilometra od domu, ale zrobiło się ciemno, nam się nie chciało iść - bierzemy taksę! Najpierw były długie dyskusje z taksówkarzami, dokąd my w ogóle chcemy jechać. Jakoś nawet mapy Google'a nie były wystarczające. Po 10 minutach dochodzenia, gdzie jest nasz dom, przeszliśmy do negocjacji cenowych. Po 10 minutach w końcu jakiś młody chłopak nas zabrał.
No i na początku jechał dobrze. Potem zaczął skręcać, kiedy powinien jechać prosto. I jechał prosto, kiedy powinien skręcić. Z 2,5 kilometra zrobiły nam się do domu 3 kilometry. 😅 Optymistycznie zakładaliśmy, że po prostu jedzie dookoła, żeby ominąć korki - wieczorem po tutejszych drogach grasuje Motoryzacyjny Ultrawąż. Jeśli będziecie kiedyś w Shillong, to bądźcie bardziej pruderyjni od Kopciuszka (a raczej Matki Chrzestnej) i wracajcie do domu nie przed północą, a grubo przed zachodem słońca. Próbowaliśmy z taksówkarzem zagadać, że chyba mu się jednak kierunki pomyliły. Pokazywaliśmy na mapach, niby rozumiał, ale... po 10 minutach dosiadła się jakaś jego koleżanka, która miała odpowiadać za nawigację. Póki nie musimy płacić podwójnej stawki,to niech im będzie. Nawet Hołowczyc miał Wisławskiego! Jednak po kolejnych 10 minutach, gdy do domu mieliśmy już ze 4 kilometry, to żeśmy nie zdzierżyli. Pal sześć, że praktycznie wywoził nas z Shillong - na marne poszło nasze 1,5 kilometra! Dzielnice się chłopakowi pomyliły. Albo wyrwał dziewczynę na podwójną randkę z Europejczykami. 😂 Na naszą dzielnicę nie chciał już jechać (nie dziwię się - Motoryzacyjny Ultrawąż grasował), ale skołował nam innego kierowcę. Ten nas wiózł w dobrym kierunku. Do czasu. Gdy już zajechaliśmy do naszej dzielni, to tak kręcił i wjeżdżał w złe uliczki, mimo że nawigowaliśmy go z mapą, że ostatecznie wysiedliśmy i ostatnie 500 metrów przeszliśmy na nogach. W przeciwnym razie jeszcze zaprosiłby żonę i wywiózłby nas na drugą stronę miasta. Trudno, od teraz tylko tuptamy. 😂
Garść informacji praktycznych:
- Don Bosco Museum: 100 Rs./os., w teorii powinniśmy zapłacić za aparaty jeszcze, ale dostaliśmy gratis. 😆
![]() |
| Katolicka architektura się zagęszcza. Czuć, że jesteśmy blisko! |
![]() |
| Argentyna! |
![]() |
| Zdjęcie zdjęcia zdjęcia. Incepcja! |
![]() |
| Nasi tu byli! |
![]() |
| Najlepsza część muzeum - wyjście na dach! |

















































Komentarze
Prześlij komentarz