Rozbiegówka po Darjeeling
U nas nigdy nic nie może iść zgodnie z planem od a do z, prawda? Ani jakoś tak po prostu gładko. Kiedy ogląda się relacje innych podróżników na Youtube czy Instagramie, to jakoś tak im się wszystko ładnie udaje, są zadowoleni, rozpromienieni, podziwiają ten świat. A my co najwyżej rozbudowujemy Słownik polskich przekleństw i wulgaryzmów, bo co chwilę los nam rzuca kłody pod nogi. 😂
Pierwsza kłoda - transport do Darjeeling. Mamy indyjski numer telefonu, mamy Olę (indyjskiego Ubera), mamy pieniądze, a nawet i czas. Co może pójść źle? Tu pierwszy raz tak dotkliwie przejechaliśmy się na Oli. W teorii pokazało nam stawkę (ok. 1800 Rs.!), w teorii kierowca zaakceptował kurs, w teorii czekaliśmy gotowi na przyjazd. I co? I dostaliśmy telefon. W dodatku w 100% po bengalsku, bo pan nie znał angielskiego. 😅 Dzięki pomocy gospodarzy dowiedzieliśmy się, że pan nie pojedzie - za niska stawka. Podziękowaliśmy i wzięliśmy się do zamawiania kolejnego kierowcy. Ta sama sytuacja - Ola zaniża stawki, kierowca kurs zaakceptował, ale nie pojedzie... No nie powiem, troszeczkę gość zdenerwował Niemęża tym, że w takim razie w ogóle wziął ten kurs. Alternatywą dla Oli był toy train, który jedzie do Darjeeling 8 godzin... I na którego już pewnie byśmy nie zdążyli, a na pewno byśmy nie dostali biletów. Które i tak kosztowałyby 1000 Rs. za osobę, czyli tyle co taxi... Mogliśmy jeszcze próbować złapać autobus. Tylko byłoby jak w przypadku trasy Shillong-Guwahati, czyli autobus jechałby 3 godziny albo 6. Zależy od kierowcy. Na współdzielonego jeepa prawdopodobnie było już za późno - dochodziła 10, a zdecydowana większość chętnych rusza o 8. Jeśli znów mielibyśmy płacić za 4 osoby, to już mogliśmy od razu zamówić własnego kierowcę. I tak właśnie zrobiliśmy - znajomy Mriganki zgodził się zabrać nas za 2800 Rs.
Siliguri od Darjeeling dzieli zaledwie 70 kilometrów. Słownie: siedemdziesiąt. Czyli 3 godziny jazdy samochodem. 😂 Pierwsza godzina przypada jednak na sam wyjazd z miasta. Jeśli ktoś myślał, że widział już w życiu mega korki, a nie był w Siliguri, to jeszcze nic nie widział! Dalsza trasa upływa raz po raz wśród krzewów herbacianych. W końcu Darjeeling słynie z herbaty! Wielkie uprawy można znaleźć już pod Siliguri. Ciekawie zaczyna się robić w miarę zwiększania wysokości. Jest bardzo ciepło, bardzo ciepło, bardzo ciepło, a po 5 sekundach pojawiają się mgła i ziąb. Taki mały pro tip: weźcie ze sobą dużo warstw i bądźcie jak cebula. Albo jak ogr.
Kilkukrotnie na tym blogu śmiałam się, że dotarliśmy do Sopotu. Nie tym raziem. Darjeeling można porównać do naszego Zakopanego. Nawet ma swój odpowiednik Krupówek! 😂 Jak na Indie to miasto jest też dość drogie (w końcu nasz Zakopiec też się ceni). A jako miasto bardzo turystyczne ma jeden plus - knajpy. I piekarnie! Z wypiekami prawie jak w Polsce (co jest ogroooomną rzadkością w Indiach). Ciemną stroną tych wszystkich cudownych miejsc były dodatkowe kilogramy... No ale czego się można spodziewać po tygodniu wciągania ciastek z Glenary's? Chyba zatęskniliśmy już po prostu za domem.
A po co w ogóle przyjechaliśmy do Darjeeling? To tu Shahrukh kręcił Main Hoon Na! Ale ćśśś, nie mówcie Niemężowi - według niego jesteśmy tu dla Himalajów. 😂 Jednak jeśli będziemy mieli szczęście, to naprawdę ukaże nam się Kanczendzonga, więc też będzie miał coś dla siebie.
Wieczorem los rzucił nam pod nogi drugą kłodę. Niemąż rano nie wziął ciepłych ubrań do samochodu i bardzo tego pożałował, bo już pierwszego wieczoru zaczął się czuć źle. Następnego dnia był rozłożony na Amen. Ja jeszcze jako tako funkcjonowałam, ale dzień później też padłam. Wiadomo, jako przykładna Nieżona poszłam w ślady Niemęża. I tak to pojechaliśmy sobie do drogiego mieszkania w drogim Zakopcu, żeby spędzić tydzień w łóżku z gorączką. Zero zwiedzania, zero tuptania, zero gór... Dobrze, że chociaż 20 lat temu był tu Shahrukh!
Garść informacji praktycznych:
- taxi do Darjeeling: 2800 Rs./kurs (powrotny kosztował u wszystkich 3000 Rs.)
- nocleg Airbnb: 155 zł/noc za pokój, w mieszkaniu był jeszcze wspólny salon i kuchnia, które w praktyce mieliśmy tylko dla siebie, bo drugi wynajmowany pokój był pusty 😁, właściciele zapewnili nam też farelkę, co było ogromnym plusem, bo bez grzania siedzieliśmy w pokoju w czapkach!
- najlepsze ciastka dają w Glenary's (niczym z europejskiej piekarni), a najlepszy omlet w Keventer's (i wcale nie dlatego, że kręcili tam Barfi).
![]() |
| Od połowy trasy mamy już takie widoczki. |
![]() |
| Ścigaliśmy się z toy train. |
![]() |
| Trafiliśmy nawet na zlot motocyklistów! |
![]() |
| Nasz dom (i tygodniowy szpital). |
![]() |
| Zakopane też może mieć centrum handlowe, a co! |
![]() |
| Tymczasem przy omlecie: "Góry! Widzę góry!" 😍 |

































Komentarze
Prześlij komentarz