Ali na Bali!
Szarukowy łącznik zobaczony, więc czas już na nas. Tym razem po sąsiedzku wpadniemy na miesiąc do Indonezji. A konkretnie na wyspę bogów, czyli Bali! Jednak zamiast gnać na Bali w balii (hehe, wiem, suchar), to lecimy samolotem jak normalni ludzie. Zwłaszcza że przemieszczamy się o zachodzie słońca, więc widoczki tym bardziej są super. 😁 Na szczęście w trakcie lotu nie doświadczamy jakichś większych turbulencji (ani innych traum) i możemy się napawać panoramą. (Ufff!)
Na lotnisku w Denpasar też jakoś sprawnie idzie. Podejrzanie sprawnie - tyle się naczytałam o dwu- (a czasem i trzy-) godzinnych kolejkach po przylocie. Kolejkach do wszystkiego - wizy, bagażu, celników... A w praktyce okazuje się, że to jedna wielka bujda. W imigracyjnym w kolejce stoją przed nami 2 osoby... Dwie! Czekamy może z 10 minut. Albo i nie. Ponadto, co rzadko się zdarza - w imigracyjnym możemy podejść do okienka we dwoje, więc idzie szybciej niż zwykle. Przekazujemy wygrzebane z dna portfela dolce i dostajemy wizę na miesiąc. Jestem pod wrażeniem. To chyba mój najszybszy imigracyjny w życiu. Tym bardziej zaczynam się obawiać o bagaż. Może to przy taśmach nadrobimy te 2h. 😅
No nieeeeee, złe internety kłamią! Tu też idzie szybciutko. Od momentu lądowania do przejścia do hali przylotów zeszła nam godzina. Kto choć parę razy w życiu latał poza UE, ten wie, że to naprawdę dobry wynik. Choć może to jednak magia czasów pocovidowych i wciąż stosunkowo niewielkiego ruchu turystycznego. Albo dobrego planowania - braliśmy lot w stosunkowo nieobleganej godzinie. Razem z nami lądowały tylko 2 inne samoloty. Może nie jesteśmy w tej podróży aż takimi debilami. 😁
Schody zaczynają się dopiero po przejściu celników (czyli gdy już nie można wrócić na wewnętrzną część przylotów). Skończył się internet!!! Przy taśmach bagażowych jeszcze śmigał, a teraz lipa. Dla nas oznacza to jedno - brak opcji zamówienia Graba, który dowiezie nas do naszego miasta... Takie piękne lotnisko (serio, małe cudo), a o internecie nie pomyśleli. A może raczej pomyśleli, ale o kierowcach taksówek. Nie masz Graba? Nie zamówisz taksówki za 120k rupii indonezyjskich. Możesz za to wziąć oficjalną taksówkę po promocyjnej cenie 250k... Co prawda tuż za postojem lotniskowych taksówek znajduje się także oficjalny punkt Graba, w którym można sobie posiedzieć jak człowiek na wygodnych fotelach. Jednak gdy to pracownicy zamawiają taxi, to biorą obowiązkowo największy możliwy samochód za najwyższą kwotę... niewiele różniącą się od taksówek. Choć mają plusa za poczekalnię i podejście do klienta - w przeciwieństwie do taksówkarzy nie obsiadali nas jak muchy. 😆
Szukanie internetu, taksówek za mniejszy hajs i czekanie ostatecznie na Graba zajęło nam ponad godzinę... Czyli z częścią lotniskową wyszły ponad 2h. Może jednak internety nie kłamały tak bardzo. Tylko kiepsko przedstawiły proporcje.😂
Garść informacji praktycznych:
- lot Kuala Lumpur-Denpasar linią Airasia: 475 zł/os. (w tym bagaż nadawany, konkretne miejsce i posiłek)
- wiza: 35 usd/os., przyjmują też m.in. rupie indonezyjskie (cóż za niespodzianka!), euro, tajskie bahty, japońskie yeny i chińskie juany
- Grab z lotniska do noclegu w Sanur: 230k idr/kurs.
![]() |
![]() |
| Lotnisko w Denpasar. Bardzo ładne i bardzo przestronne. |





Komentarze
Prześlij komentarz