Papryczki, papugi i psy pilnujące

Bali poszło tropem Malezji i przestało nas lubić. Czyli prawie cały czas pada. 😞 Niby w deszczu też można jeździć, ale jednak nie tutaj - już poznaliśmy stan lokalnych dróg i nie ma takiej siły, która nas przekona do przejażdżek skuterem. I bez deszczu można zęby stracić, a co dopiero w czasie burzy.

Zatem jak tylko w nasz ostatni weekend wychynęło słoneczko, to wskoczyliśmy na skuter i pomknęliśmy przed siebie. Ostatnia szansa, żeby coś zobaczyć! Wybór miejsca był trudny, bo wcześniej w planach mieliśmy jeszcze sporo wycieczek, w tym na północ wyspy. (Gupi deszcz!) Stwierdziliśmy jednak, że skoro to końcówka, to zostaniemy gdzieś blisko. I w taki oto sposób wybór padł na Ukryty Kanion - miejsce, o którym wielu turystów nie wie.

Zajechaliśmy na miejsce nawet bez większego problemu. Wokół kas pełno jest świątyń i altan, więc na początku zwątpiliśmy, czy to tu. Jeśli też będziecie wątpić - to tu. 😆 Przed zakupem biletów podpytaliśmy jeszcze w kasie o skalę trudności. Niemąż lubi, jak mu wiatr w oczy i takie tam, więc on brał w ciemno. Ja jednak... cóż, jak na Delikatne Stópki przystało, dopytywałam o podłoże i nurt - kanion przemierza się pod prąd i zanurzonym po pas. Po usłyszeniu odpowiedzi już oczami wyobraźni widziałam, jak mnie zmywa gdzieś hen! Podziękowałam, jakoś jestem przyzwyczajona do bycia żywą. 😅 W tym czasie zjawił się jeszcze przy nas przewodnik - do kanionu nie można wchodzić samemu, ale usługa jest w cenie biletu. I nie trzeba czekać na grupę. Zatem Niemąż zaraz przebrał się w kąpielówki, zostawił rzeczy w szafkach pilnowanych przez stadko psów, oddał elektronikę do specjalnej wodoszczelnej torby i poszedł walczyć z nurtem. Podobno było super. Podobno dobrze, że nie poszłam, bo nawet P musiał się czasem siłować z żywiołem. I skoro on miał wodę powyżej pasa, to ja pewnie bym miała do pachy. Tzn. tylko przez chwilę, bo po minutce bym już płynęła z nurtem gdzieś hen! 😂

Ciekawe, jaką mają stawkę za godzinę pilnowania.




Papryczki! Wszędzie papryczki!









Gdy Niemąż dzielnie walczył z nurtem, ja udałam się potuptać po okolicy. Tuptanie jest najlepsze! Choć tym razem miałam cel wycieczki - mini zoo. Główne zoo na Bali znajduje się w innym miejscu, więc liczyłam, że tutaj będzie mało ludzi. Czytałam też parę dobrych opinii, że zwierzaki mają tu całkiem dobrze. (Jak na zoo.) Co prawda negatywne głosy też się pojawiały, jednak indonezyjski internet podsuwał głównie pochwały. 

Dotarcie do zoo nie należało do najłatwiejszych. Niby miałam mapę Google'a, ale jednak w pewnym momencie twierdziła, że już powinnam być na miejscu, a tam przede mną droga na pole. A za nią czyjeś podwórze. I kolejne pole z drogą je przecinającą. Zgadza się - prawie się komuś do domu wbiłam! 😅 Na szczęście pan średnio mówił po angielsku, więc nawet nie zrozumiał, jak próbowałam mu wmówić, że na jego podwórku znajduje się zoo. Myślał, że po prostu pytam o drogę, więc pokazał mi palcem, dokąd mam iść. 😂

Zoo było trochę przygnębiające, a trochę nie, więc sama nie wiem, czy polecać to miejsce. Pierwsza połowa terenu to wg mnie bardzo małe klatki dla ptaków. Może nie ekstremalnie małe (mniejsze widziałam), ale zdecydowanie nie zasługiwały na pochwały. W połowie trasy jednak zaczęło być lepiej - niektóre ptaki, płazy i gady były na wolności i biegały sobie swobodnie po terenie. Mam nadzieję, że robią rotację i każdy zwierzak ma w tygodniu chociaż jeden dzień wolności.

Wokół kręcili się opiekunowie, więc nie było opcji, że komuś coś się stanie. Panowie przez 5 minut przekonywali mnie też, żebym wzięła sobie niektóre zwierzaki na ręce do zdjęcia. Potem przez 10 minut ja ich przekonywałam, dlaczego obca baba z obcym zapachem będzie stresować zwierzę i tak się NIE robi. Przestaną mnie chyba wpuszczać w tym kraju do miejsc ze zwierzakami. 😅

Kiedy wychodziłam z tego przybytku, to akurat podjechał Niemąż - podwiózł go pracownik Kanionu. Za szybko przemierzał kanion i skończył po trochę ponad godzinie, a nie dwóch. Niemąż 1:0 Kanion. 😆

Garść informacji praktycznych:

  • Hidden Canyon: 120k idr/os. za standardową trasę na ok. 1,5-2h, ale można wziąć też przewodnika na dłużej (nawet w pojedynkę), na miejscu jest również knajpa, zamykane szafki na rzeczy, przebieralnie i toalety
  • Hidden Mini Zoo: 150k idr/os., do biletu dołączany jest też darmowy brelok do kluczy - w teorii to też otwieracz do kapsli, ale poległ na pierwszym kapslu...

Trzeba wejść w ryżyk. Wejście do zoo jest po lewej.









Z niego to taki żartowniś był. Udawał rzeźbę i straszył niczego się niespodziewających odwiedzających z Polski (czyli mnie). 



Chociaż one miały trochę wolności. I terreoryzowały wszystkich przechodzących obok ICH ławki. 😅


"Może chce Pani pogłaskać?" Pani nie chciała.



Chyba najbardziej dołujące doświadczenie tu. "Uwolnij mnie." Ewentualnie o jedzenie żebrał.



Pawie na wysokościach.


A ten już nie jest prawdziwy. 😂




Na Bali zdecydowanie lubią tekturę, bo takich składzików tu pełno.








Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu