Znów wylądowaliśmy w Sopocie

Skoro już zajechalim na miejsce i się wyspalim, to czas... potuptać po okolicy! No dobra, przejrzeliście nas - tuptamy przy okazji szukania dobrej knajpy. Głód zawsze jest najlepszym motywatorem do ruszenia tyłka. 😁 Zwłaszcza że wciąż jesteśmy trochę w trybie zombie, więc pewnie cały dzień byśmy przespali.

Sanur momentalnie kojarzy mi się z Sopotem. Nie dlatego że też na s (to byłby argument co najwyżej w przypadku Niemęża!), ale przez topografię. Blisko nabrzeża jest jedna główna (i długa) droga, na której jest turystycznie (aka drogo i głośno). Słowem - Monciak! 😂 Ale wystarczy odbić w pierwszą z brzegu uliczkę i człowiek przenosi się w zupełnie inne miejsce. Nasz apartament mieści się właśnie w takim zaułku - od głównej drogi dzielą nas ze 4 budynki. Na Monciaku muzyka na żywo w każdej knajpie, wieczory panieńskie Australijek i procesje religijne z bębnami. A u nas cichutko! Takie cuda (architektury) tylko na Bali. 😁

Proszę Państwa, oto (szalenie turystyczny i nieturystyczny równocześnie) Sanur!


Garść informacji praktycznych:

  • nocleg: Jepun Bali Homestay, 400k idr/noc (ok. 125 zł), można tu też w dowolny dzień zamówić śniadanie za 30k idr/os. Nie ma dużego wyboru, ale jest smacznie i wege. Choć raz w ryżu z warzywami Niemąż znalazł kurczaka... 😅
















Stacja benzynowa. Większość mieszkańców jeździ skuterami, więc większość stacji wygląda właśnie tak.











Znalezisko Niemęża. Nasi tu byli! 😆


Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu