Z wizytą u marynarzy
Ciekawie zrobiło się już przy kasach. Niby powinniśmy zapłacić za dwa bilety po 100 Rs. i chyba aparat (nigdy nie wiadomo, jak liczą telefony), ale.. pani wydała nam jeden bilet i powiedziała, że wchodzimy razem na jednym. I tak, tak, zdjęcia możemy sobie robić do woli. Nawet nie dopytała, czym je będziemy robić, a za zwykły aparat zdecydowanie trzeba było dopłacać. 😅 Nikt potem biletów nie sprawdził, więc zaoszczędziliśmy z 7 zł. Najwyraźniej nie tylko w Archeo, ale też i w Marynarce mają niezły burdel.
Co do muzeum... W zasadzie nie wiem, czego oczekiwaliśmy. Tzn. Niemąż nie oczekiwał niczego. No, może co najwyżej kiepskiego muzeum, więc INMM spełniło jego oczekiwania. 😂 Ja liczyłam (a raczej łudziłam się), że jednak będzie jakiś efekt wow! Nie było... Co najwyżej był nieco pordzewiały śmigłowiec, do którego chyba (nie) można było wejść. Pół terenu przeznaczono na zdjęcia i statystyki okrętów indyjskich. Jeśli ktoś jest pasjonatem, to pewnie faktycznie było dla niego ciekawe, ile samolotów może wylądować na lotniskowcu A, a ile na B. Jednak dla takich laików jak my to było po prostu nudne. Zwłaszcza że nie mieliśmy odniesienia do innych statków. Być może te prezentowane były faktycznie wow! na skalę świata, ale my nie dysponowaliśmy odpowiednią wiedzą, by je docenić. Na plus za to można powiedzieć, że nawet ładne były ogrody, w których wystawiano ekspozycję. 😅
Oprócz statystyk okrętów i rdzewiejącego śmigłowca w muzeum można jeszcze zapoznać się z charakterystyką mundurów oraz... historią europejskich najeźdźców - żeglarzy, misjonarzy czy kupców. Przecież wiadomo, że Muzeum Marynarki Wojennej jest najlepszym miejscem na taką wystawę. 😁
Garść informacji praktycznych:
- Indian Naval Maritime Museum: 100 Rs./os. (oficjalnie).
![]() |
| Dobrze, że nie było żadnego emergency, bo kłódka wyglądała na porządną. 😅 |
![]() |
| Prawdziwy żołnierz różu się nie boi! |
![]() |












Komentarze
Prześlij komentarz