Ahoj, przygodo!

Choć wizy indyjskie wzięliśmy na rok, to jednak nie moglibyśmy przesiedzieć w kraju 365 dni. W praktyce tzw. ciurkiem można przebywać w Indiach maksymalnie 90 dni. Potem wystarczy wyskoczyć na 1 dzień za granicę i można wrócić na kolejny kwartał. Początkowo myśleliśmy, że może tak polecimy sobie na 2-3 tygodnie do Wietnamu. Albo na Sri Lankę. Albo do Bangladeszu. Jednak bardzo chcieliśmy uniknąć długich lotów, więc zaczęliśmy patrzeć, dokąd dolecimy w najkrótszym czasie. I padło na... Malediwy! Zwłaszcza że z Cochin bezpośrednie loty oferowało Indigo, czyli nasza ulubiona indyjska linia. Stwierdziliśmy też z Niemężem, że jeśli nie tym razem, to pewnie nigdy na Malediwy nie polecimy, bo jakoś nie znajdujemy przyjemności w spędzaniu kilkunastu godzin w samolocie tylko po to, aby potem posiedzieć na plaży. 😅

Jako że nasz lot był baaaaardzo wcześnie, to postanowiliśmy poprzedzającą go noc spędzić w hotelu pod lotniskiem. I jakoś tak się złożyło, że była to... wigilia. Mało świątecznie wyszło, nawet choinki w hallu nie postawiono. No ale skoro i tak planowaliśmy Święta z dala od rodziny i pod palmą, to co za różnica? 😅 

W dniu wylotu nawet jakimś cudem nie zaspaliśmy. Choć było zimno (tylko 23 stopnie 😂), to przespacerowaliśmy się z hotelu na lotnisko. Na szczęście odchudziliśmy wcześniej bagaż. Część rzeczy zostawiliśmy u właścicieli poprzedniego lokum - po Malediwach wracamy do nich jeszcze na tydzień. Mimo że stawiliśmy się do odprawy na 2 godziny przed odlotem, czekała nas niemiła niespodzianka - meeega kolejki. Najwyraźniej wszyscy chcieli spędzić Święta na Malediwach! Nie wiem, kiedy ostatni raz mieliśmy tak mało czasu po check-inie, że uprawialiśmy ostry marszobieg do bramki... 

Sam lot upłynął nam szybko - w powietrzu spędziliśmy niecałą godzinkę. Przez imigracyjny przelecieliśmy też raz-raz. Nawet nikt nie sprawdzał dodatkowych dokumentów - deklaracji podróżnego i potwierdzeń rezerwacji. Szybka pieczątka w paszporcie i już byliśmy oficjalnie na terenie Malediwów. Bagaże doleciały razem z nami, więc pozostało nam już tylko czekać na łódź, która miała zabrać nas na wyspę Omadhoo. W teorii zabukowaliśmy przez hotel łódź o 16, bo chcieliśmy wcześniej pokręcić się przez parę godzin po stolicy. W praktyce jednak okazało się, że łódź przypłynie po nas o 12... Potem, że o 11. A potem, że jednak o 12... Niezły burdel mają na Malediwach. 😅 Na szczęście na lotnisku stały budki z darmowymi kartami sim (i doładowanym internetem). Wystarczyło zeskanować paszport, żeby wyleciała koperta z sim. W dodatku całkiem za darmo! 💑 Dzięki temu mogliśmy cały czas być na łączach z właścicielem naszego hotelu i monitorować zmieniającą się godzinę wypłynięcia. Oznaczało to też, że trzeba było koczować na lotnisku i tuptanie po Male musieliśmy zostawić na końcówkę naszego pobytu.

Choć na Malediwach akceptowane są dolary amerykańskie, to i tak chcieliśmy mieć przy sobie lokalną walutę - rufie. (Prawie jak rupie! 🧡) Dla zainteresowanych - 1 mvr to ok. 30 groszy. Dolary mieliśmy w sameych setkach, więc tym bardziej czuliśmy potrzebę posiadania lokalnych drobniaków. Zamiast bawić się w kantory, Niemąż postanowił skorzystać z bankomatu, póki była na niego szansa - na wyspach zwykle takich cudów techniki nie ma. Za to na międzynarodowym lotnisku w stolicy czynne były całe dwa. Pierwszy odmówił gotówki, a drugi się zawiesił w trakcie transakcji i nie wydał pieniędzy. Zatem Niemąż wrócił do pierwszego i jakimś cudem jednak w końcu wyciągnął gotówkę. Dzięki mobilnemu internetowi bardzo szybko się zorientowaliśmy, że to niby było drugie wybranie... Zacinający się bankomat zapomniał tylko o wydaniu gotówki, ale doskonale pamiętał, aby obciążyć konto! 😨 Procedura zwrotu w Revolucie trwała prawie miesiąc... Nawet nie próbuję opisywać reakcji Niemęża, kiedy tylko ten temat wypływał. Samodzielnie dałby radę dopisać drugi tom słownika wulgaryzmów. 😅 W internecie znaleźliśmy wiele niepochlebnych opinii nt. tego bankomatu - najwyraźniej to znany w tych kręgach recydywista. Także tego - banku Habib nie polecamy, weźcie po prostu drobne dolary. Nasza historia zakończyła się pozytywnie, ale wg relacji na Google'u nie każdy miał tyle szczęścia. 

Niespodziewane kolejki na lotnisku, podwójne obciążenie konta, niewiadoma godzina odpłynięcia... czy to koniec niespodzianek tego dnia? A skądże! Speedboat to NIE jest rozwiązanie dla ludzi mających problem z błędnikiem, bo bujaaaaaaa w każdą możliwą stronę. Ale kiedy speedboat zatrzymuje się w 2/3 drogi pośrodku oceanu, bo nawalił silnik... Wtedy dopiero się dzieje. I są taaaaakie przechyyyyyyłyyyyy... Nie zwymiotowałam i właśnie to uznaję za moje największe osiągnięcie tamtego dnia. A nawet miesiąca. Wraz z Niemężem stwierdziliśmy, że to zdecydowanie nie był nasz dzień. A nawet nie mogliśmy się napić, bo wybraliśmy sobie (tanią) lokalną wyspę zamiast (drogiego) kurortu. A że Malediwy są muzułmańskie, to do najbliższego alkoholu mieliśmy jeszcze tydzień i 800 km. 😂

Na szczęście dotarliśmy tego dnia do naszego hotelu na wyspie Omadhoo. Choć niektórzy do hotelu szli lekko zieloni i bujając się na boki. Ale w końcu czeka nas zasłużony relaks!

Garść informacji praktycznych:

  • Ola na lotnisko Cochin: 1200 Rs./kurs
  • Gems 9 Airport Hotel: 1500 Rs./noc
  • lot Cochin-Male-Cochin linią Indigo: 300 usd/os. (w tym bagaż nadawany i konkretne miejsca)
  • wiza na lotnisku: 0 zł
  • speedboat z Male na Omadhoo: 50 usd/os. (powrót w cenie)
  • Omadhoo Inn: 56 usd/noc za pokój z klimatyzacją i 5 minut od plaży, wyżywienie: śniadanie w cenie, obiad/kolacja: 12 usd/os.

Jedziemy z Hanumanem!


Pole paneli słonecznych. Lotnisko w Cochin w 100% napędza słońce!




Piękne (i wygodne!) lotnisko w Cochin!




Po jednej lotnisko, po drugiej port.





Tak pruje speedboat. Trochę płyniemy w poziomie, a trochę w pionie.


Przerwa dla mechanika.


Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu