Zachodni brzeg rzeki Klang
Najbliższe okolice już zwiedzone, więc czas potuptać na drugą stronę miasta. A konkretnie - do ogrodów botanicznych za rzeką Klang. Niemąż twardo twierdzi, że musi pracować. Chyba wciąż się boi mojego a tam był Szaruk! 😂
Jako że słońce pali, to decyduję się zaszeleć i wziąć Graba, żeby nie maszerować po patelni. Nie bez znaczenia jest też cena tego przejazdu - nieco ponad 10 zł. 😅 I nawet dobrze wyszło, bo kierowca podwozi mnie bezpośrednio pod wejście mojej pierwszej destynacji, którą jest Tugu Negara - pomnik upamiętniający ofiary walki z Brytyjczykami. Gdybym szła z Googlem, to natknęłabym się na zamknięta bramę od Jln Parlimen. A tak z Grabem trafiam centralnie pod wejście od strony parkingu.
Przyznaję - nie o pomnik chodziło, ale o szansę na niezłą panoramę. I fontannę. 😜 Poza tym blisko stąd do ogrodów botanicznych, więc chciałam zaliczyć przy okazji. I wcale nie żałuję. Tuż obok znajduje się park ASEAN, w którym za darmo można podziwiać rzeźby oraz pooglądać żółwie w stawie. Choć w moim przypadku jest na odwrót - oglądam rzeźby i podziwiam żółwie. W dodatku je ratuję! Jakaś lokalna rodzina przyszła z dziećmi nad staw. Kiedy widzę, jak wyciągają chleb tostowy - taki najbielszy z najbielszych - coś we mnie pęka. Ptaków ani ryb tym nie można karmić... To żółwi chyba też nie? Ba, nawet ludzie nie powinni tego jeść! Idę zatem do szczęśliwej rodziny odebrać im trochę tego szczęścia. W Polsce od razu w odpowiedzi dostałabym dziką szarżę, a tu... A tu rodzice pokornie przyjmują, że faktycznie zrobili coś źle i mogą zaszkodzić biednym żółwiom. Chowają od razu chleb do siatki. Odchodzę zadowolona, zostawiając za sobą chyba wciąż dość zadowoloną rodzinę. Tylko pewnie żółwie nie są zadowolone z takiego obrotu spraw.
Po wyjściu z parku przechodzę przez jezdnię i voila! jestem praktycznie pod wejściem do ogrodów botanicznych. Momentalnie przez moją głowę przelatuje wspomnienie ogrodów w Singapurze. Tutejsze są co najwyżej ich młodszym i mniej zamożnym kuzynem, ale jednak nie można im odebrać uroku. Tuptam, oczywiście, po całym obszarze. Mijam gigantyczne helikonie, drzewa z owocami wielkości kuli armatniej, wodospad, zagajniki bambusowe i dziwnie powykręcane drzewa. Może i Singapur to nie jest, ale i tak mi się podoba. Najwyraźniej nie tylko mi, bo w trakcie spaceru mijam 4 profesjonalnych fotografów. Kto wie - może zostanę gwiazdą broszur turystycznych Kuala Lumpur? 😂
Mój plan na ten dzień zakłada odwiedziny w Bird Parku. Według map Google'a mieści się jeszcze na terenie ogrodów, ale w praktyce wejście znajduje się już poza nimi. I jest kiepsko oznaczone - początkowo idę w złą stronę. Pomyłka? Nie no, jaka pomyłka. Przecież ja sobie mur chciałam popodziwiać. 😅 Aczkolwiek dobrze się stało - po paru minutach do moich uszu dobiegają krzyki jakiegoś MC. Po 5 minutach mam już gościa serdecznie dość. A przecież nawet nie jestem w środku! Tam to się dopiero musi dziać... No i co mają biedne ptaki zrobić. Mam nadzieję, że to było jakieś jednorazowe wystąpienie i na co dzień ptaszki mają więcej spokoju. Jednak mi to wystarcza, żeby odpuścić. Tak się chwalą, że dobrze traktują zwierzaki, bo taki wielki wybieg (wylot?) mają, a jednak fundują im kakofonię dźwięków. Dopiero co ratowałam żółwie! Idę zatem dalej do muzeum. Może chociaż tam nie będą zwierząt męczyć.
Garść informacji praktycznych:
- Grab z centrum do Tugu Negara: 11 myr/kurs
- Tugu Negara: wstęp bezpłatny
- ASEAN Sculpture Garden: wstęp bezpłatny
- Perdana Botanical Garden: wstęp bezpłatny
- Bird Park: 75 myr/os. (ale nie polecam).
![]() |
| Malezyjskie palemki. |
![]() |
| Kule armatnie! |
![]() |
| Pośrodku parku znajduje się jezioro, po którym można nawet pływać łódką. |
![]() |
| Na terenie ogrodów znajduje się nawet mały meczet. |



































Komentarze
Prześlij komentarz