Perełka (w) Sepilok

Większość turystów przyjeżdża do Sepilok (a nawet Sandakanu) tylko po orangutany. Tzn. żeby je oglądać, a nie szmuglować. 😆 Ok, niby my też, ale pierwszego dnia w przerwie między jednym karmieniem a drugim potuptaliśmy jeszcze do National Rainforest Center. I było tak świetnie, że drugiego dnia też tam poszliśmy, jeszcze przed odwiedzinami miśków. Gdybyśmy wiedzieli, że tak nam się spodoba, to misie i orangutany byśmy połączyli, a w NRC spędzili cały dzień, żeby nie ganiać z wywieszonym językiem po tym terenie. 

A co tu takiego fajnego dają? Drzewa! 😂 A tak na serio - to po prostu chroniony las, a właściwie dżungla nawet i to jedna z najstarszych na świecie. Niby nic - po prostu chodziliśmy sobie po ścieżkach zwieszonych wśród koron drzew, wchodziliśmy na wieże widokowe, darliśmy się na widok włochatego pająka na poręczy (to ja!), słuchaliśmy świergotu ptaków (to już oboje). Ale to nam wystarczyło do szczęścia. Niemąż puścił się jeszcze w jakieś dalsze ścieżki, częściowo nawet zalane przez wodę (i zamieszkane przez pijawki). Podobno warto było. Ja w tym czasie oglądałam jaszczurki, wiewiórki oraz małe ptaszki (pitta). I wypatrywałam zbłąkanych orangutanów. 🙉


Garść informacji praktycznych:

  • minibus Sandakan-Sepilok: 10 myr/os.
  • National Rainforest Center: 20 myr/os., w środku jest knajpa, można nawet mały obiad zjeść na miejscu i skorzystać z łazienki.













































Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu