Jedziemy na rudzielce
Na Borneo przylecieliśmy po jedno – orangutany! 😊 Tzn. nie żeby je zakupić, ale zobaczyć. Borneo oferuje też wiele innych atrakcji, jednak orangutany na (względnej) wolności były numerem jeden.
Do Sepilok Orang Utan Rehabilitation Center można się dostać minibusem z centrum Sandakanu. A dokładnie stąd. Busiki jeżdżą podobno co 2 godziny, jednak najlepiej wycelować w porę karmienia rudzielców. Niestety, minibusy mają ten zasadniczy mankament, że czasem dojadą 5 minut wcześniej, a czasem 10 minut później. A pory karmienia są niezmienne - 10 i 15. Dlatego wiele osób po prostu nocuje bezpośrednio w Sepilok i udaje się na karmienie na własnych nóżkach. Ma to ten zasadniczy plus, że bilet wstępu jest ważny przez cały dzień. Można zatem iść na poranne karmienie, potem wrócić do hotelu na obiad, a po południu iść drugi raz. My nocowaliśmy po tanioszce, więc Sepilok odpadał… No i chcieliśmy w ciągu tygodnia zobaczyć też inne miejsca, więc Sandakan zdawał się sensowniejszym wyborem.
Nasz minibus wystartował o czasie, tj. o 9. Jednak po drodze mieliśmy sporo przystanków i pod Centrum wysiedliśmy 15 minut przed karmieniem. Wbrew pozorom15 minut to mało! Najpierw trzeba puścić się kłusem do kas biletowych, a następnie galopem (dosłownie!) do platform. Tylko po to, aby i tak zatrzymać się na ścianie ludzi – poranne karmienie przyciąga tłumy. 😑 Prawdopodobnie wszyscy nocujący w Sepilok idą na orangutany właśnie z rana, a potem maszerują na samochód, który wiezie ich prosto na lotnisko. Żeby bez zooma zobaczyć choć pół orangutana, to trzeba być na miejscu co najmniej 25 minut wcześniej. I puścić się galopem…
Na szczęście popołudniowa sesja jest już bardziej kameralna. Stary turnus pojechał, kolejny jeszcze nie dotarł. Zostali tylko najwytrwalsi (mieszkający w Sandakanie). 😜 Aczkolwiek i tak nawet na drugie karmienie dobrze przyjść sporo wcześniej, żeby zająć strategiczną miejscówkę. A warto, bo choć orangutanów przychodzi mało (większość daje radę sama coś znaleźć i nie potrzebuje wspomagania), to zabawa jest przednia. Zwłaszcza że chętnych na owoce jest więcej – od rudzielców próbują coś ukraść makaki oraz czarne wiewiórki.
Po drugim karmieniu warto prężnym krokiem wrócić na parking i wypatrywać ostatniego (!) minibusa powrotnego. Zajedzie na parking o 15:45 i trzeba sobie od razu zaklepać fotel. Chętnych będzie więcej niż miejsc. 😱 Kierowca minibusa będzie próbował upchnąć wszystkich nadmiarowych pasażerów w jakichś taksówkach, ale prawdopodobnie będzie to już droższy kurs. My byliśmy w minibusie pierwsi, więc nie możemy powiedzieć nic więcej o cenach.
Oczywiście, teraz przyszedł czas na zdjęcia rudzielców. Mnóstwo zdjęć! Nie mogło być inaczej. 🙊
Garść informacji praktycznych:
- minibus Sandakan-Sepilok: 10 myr/os. w jedną stronę
- Sepilok Orang Utan Rehabilitation Center: 35 myr/os., w cenie biletu jeszcze krótki film video o centrum, na miejscu jest też knajpa, ale była w tym czasie remontowana, obok są bezpłatne toalety.
| Orangutany też nie miały lekko w czasie pandemii. |
Największym przysmakiem jest papaja! W końcu też „ruda”, tak jak orangutany. |
Po karmieniu przewodnicy oprowadzają jeszcze trochę po „dżungli” – można wypatrzeć kolejne orangutany, a także inne borneańskie stwory. |
| Każdy się czai na skarby orangutanów. |


Komentarze
Prześlij komentarz