Czym Singapur stoi? [Podsumowanie]
Po 6 tygodniach kończymy naszą przygodę z Singapurem i Lynxem. Będzie nam brakować tego małego terrorysty. Jednak zanim polecimy na Borneo, to czas na podsumowanie! Niemąż w Singapurze głównie nadganiał w pracy, więc jego wypowiedzi zignorujcie. Nie zna się. 😋
Pierwsze wrażenie
A: A gdzie to najpiękniejsze lotnisko na świecie? Nie żeby było brzydkie, ale w internecie tak się zachwycają, że liczyłam co najmniej na kryształowe żyrandole. A było normalnie. Choć posadzone na środku strefy przylotów drzewa zrobiły wrażenie. A potem... potem było coraz lepiej (i zieleniej)!
P: Ogromna ilość zieleni w mieście. I taksówkarz narzekający na jej brak.
Największe pozytywne zaskoczenie
A: Zieleń. Singapur to metropolia, a jednak mimo tylu wieżowców i betonu to państwo-miasto po prostu tonie w zieleni. I cała ta zieleń jest za 0 zł.
P: Powszechna praworządność. Ludzie niezamykający drzwi przy wyjściu z domu na godzinę, rezerwowanie stolika poprzez położenie na niego pełnego portfela lub telefonu.*
* Sami nie próbowaliśmy tak robić, ale według właścicieli Lynxa i taksówkarza to norma. Można zostawić gdzieś portfel i nikt go nie ukradnie.
A: Mnie tam nic nie rozczarowało, ale jeśli trzeba coś podać, to właśnie wysokie ceny. Choć to naciągane, bo od początku wiedzieliśmy, że będzie drogo, więc trudno mówić o rozczarowaniu.
P: Podobnie jak w Tajlandii - brak łatwego dostępu do wegetariańskiego jedzenia.
A: Tutaj się nie zgadzam. To w tanich hawkerach było o nie trudno, choć parę miejsc w Singapurze też znaleźliśmy. Mankamentem była odległość - hawkery z wege były w centrum, a nie blisko nas. Blisko były tylko drogie opcje wege (głównie włoskie knajpy).
Najfajniejsze wspomnienie
A: Fontanny pod MBS. Najpiękniejszy pokaz tego typu, jaki w życiu widziałam. Kedyś myślałam, że Warszawa urządza fajne przedstawienia w Parku Fontann, ale jednak Singapur rozbił bank.
P: Mały skurwysyn wbiegający z rozpędu do kartonu.*
* Chodzi o Ryśka. 😄 Przerobiliśmy mu karton na zabawkę - najbardziej lubił jednak z rozpędu do niego wpadać, żeby złowić ukrytą tam kocią wędkę.
Ostatnie wrażenie
A: Jeśli miałabym się dokądś przeprowadzić na kontrakt, to właśnie do Singapuru. To bardzo wygodne miejsce do życia, choć ceny mogą temu przeczyć.
P: Muszę zacząć czytać, co Ty tu piszesz. 😜 Wpisz "tak".
Wrócimy?
A: Tak. Tak. Tak. (Jeśli będzie nas stać albo znów załatwimy sobie zwierzaka do opieki.)
P: Jak kot nie zdechł.
![]() |
| Jesteśmy w Singapurzeeeee! |
Garść informacji praktycznych:
Wszystkie kwoty podane są w przeliczeniu na jedną osobę i w walucie, w której płaciliśmy. Dla przypomnienia - 1 sgd to ok. 3,3 zł (wg naszego kursu). Pamiętajcie, że te 6 tygodni to był dla nas czas na normalność, czyli nie biegaliśmy z wywieszonym językiem, zwiedzając wszystko i wszędzie. Raczej wiedliśmy takie normalne życie, jak Singapurczycy. Zatem mało chodziliśmy do knajp, najczęściej gotowaliśmy sami. Równocześnie nie odmawialiśmy sobie wszystkiego podczas zakupów. Miało być tak normalnie, jak w Warszawie. Tylko że w tropikach. 😁 Z paru płatnych atrakcji też celowo zrezygnowaliśmy, ponieważ chcieliśmy coś podobnego zobaczyć w innym miejscu (albo już widzieliśmy). Zresztą w Singapurze jest sporo bezpłatnych opcji, więc mieliśmy co robić.
Fryzjera i czyszczenia skalpu nie wliczam, ponieważ to były bardzo nietypowe wydatki.
- lot z Kambodży do Singapuru: 850 zł
- 45 dni w Singapurze: ok. 2 650 zł, w tym:
- wiza: 0 zł
- nocleg: 0 zł (choć w praktyce powinniśmy doliczyć subskrypcję TH)
- transport: 66 sgd, w tym:
- metro: 41 sgd
- Grab: 25 sgd
- żywność (zakupy spożywcze i knajpy): 600 sgd
- zwiedzanie i rozrywka: 107 sgd, w tym
- Gardens by the Bay: 67 sgd
- lekarz (wliczam go do kategorii Rozrywka): 40 sgd
- pamiątki: 30 sgd.

Komentarze
Prześlij komentarz