Zielono mi (w Singapurze)

Jak już wcześniej wspominałam, dominującym kolorem Singapuru jest zieleń. Rośliny wciska się tu w każdą wolną przestrzeń. Nie ma chyba w Singapurze okna, z którego nie byłoby widać drzew i krzewów. I nie są to tylko pojedyncze drzewka wstawione między pasy na drodze. Wystarczy iść maksymalnie 15 minut w którąkolwiek stronę i na pewno znajdzie się jakiś park lub las. Są tu także dłuższe trasy spacerowe. Nam najbardziej przypadła do gustu trasa od Kent Ridge Park, przez Hort Park, South Ridges z Henderson Waves, aż po Mount Faber. Liczy tylko ok. 6 km, ale warto przeznaczyć na nią pół dnia. W samym Hort Park spędziliśmy prawie godzinę, ganiając za ogromnymi motylami i oglądając roślinki.

Nie polecamy za to Bukit Timah - być może to tylko nasze chwilowe szczęście, ale sporo szlaków jest zamkniętych, więc trzeba ganiać naokoło. W dodatku ten park jest bardziej dedykowany rowerzystom. Na oko ponad połowa szlaków to właśnie szlaki rowerowe, a nie piesze. (Choć sam park ładny.)

Garść informacji praktycznych:

  • wejście do wszystkich parków w Singapurze jest darmowe 👍
  • przy Kent Ridge Park znajduje się stacja Circle Line CC24 Kent Ridge, z Mount Faber najlepiej zejść schodami wprost do VivoCity. W podziemiach centrum handlowego znajduje się stacja Harbourfront (Circle Line CC29 i North East Line NE1), z dachu centrum jest ładna panorama na Sentosę, można też tu wsiąść w pociąg na tę wyspę. 


Natura jest tu na pierwszym miejscu.


Jedna z pierdyliarda kładek na terenie Southern Ridges.







Widok z wieży w Chestnut Park.




Nawet publiczne toalety toną w zieleni.


A z kładki prowadzącej do metra taki mamy widok. W środku miasta!


Nie ma to, tamto. Zieleń ma być na każdym balkonie! 😁


Przejście z dachu jednego budynku do drugiego. Oczywiście, wśród drzew i kwiatów.


Nawet na estakadach rosną kwiaty!


Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu