Lecimy do Ryśka!
Chętnie zostalibyśmy w Kambodży troszkę dłużej, ale w Singapurze czekał już na nas pewien przystojniak, z którym przyjdzie nam mieszkać przez 6 tygodni w tym państwie-mieście. Dlatego wybraliśmy nieco droższy, ale bezpośredni lot ze Siem Reap. Przy okazji chcieliśmy się przelecieć jedną z najlepszych linii na świecie - Singapore Airlines.
Lotnisko w Siem Reap jest niewielkie, więc szybko nadaliśmy bagaże i przeszliśmy przez imigracyjny oraz security check. Zajęło nam to z 15 minut. I w końcu trafiliśmy na lotnisko, na którym były pamiątki. Dużo pamiątek! 😊 Jeśli zapomnicie kupić coś dla bliskich, to spokojnie ogarniecie temat na lotnisku. Wystrój lotniska też jest przyjemny i paroma elementami nawiązuje do Angkor Wat.
W singapurskich liniach najlepsza jest obsługa! Samolot ładny, rozrywka pokładowa spoko (nawet bollywoody mieli! 💖), ale i tak bank rozbił personel pokładowy. W ramach naszej taryfy mieliśmy w trakcie lotu otrzymać posiłek. Podczas rezerwowania biletów nie mogłam nigdzie zaznaczyć, że preferujemy wersję wege. Jednak do tej pory podczas wszystkich lotów normalnymi liniami miałam do wyboru posiłek mięsny lub wegetariański. Niestety, tutaj nie mieliśmy szczęścia - albo mięso, albo owoce morza... Wsiadając do samolotu, nie nastawialiśmy się, że cokolwiek zjemy, więc to nawet nie był dla nas problem. Natomiast personel się strasznie przejął, że nas nie nakarmi. Spokojnie, to tylko 2h lotu, jest ok. Nie przekonaliśmy ich - po chwili zjawiła się szefowa. 😂 Wypytała, co jemy w ramach diety wege, po czym przyniosła nam improwizowany posiłek - coś poskładała z innych wariantów. Zatem jedliśmy takiego frankensteina - ręka z klasy ekonomicznej, a noga z biznesowej. (Nie no, wege dostaliśmy. To taka metafora tylko!) Potem jeszcze z 10 razy nas przepraszali za to, że nie mieli dla nas posiłku wege. Ale tak na serio, a nie bo skrypt każe przeprosić klienta.
Dopadło nas też to, czego najbardziej nie lubię w podróżowaniu samolotem - turbulencje. Strasznie nie było, ale trochę trzęsło. Nawet Niemąż nie kręcił video, bo nie mógł złapać odpowiedniej stabilizacji. Jedynie kilka fotek cyknął. Na szczęście lot trwał tylko 2h i wylądowaliśmy bezpiecznie w Singapurze.
Obywatele Polski nie potrzebują wizy, w Singapurze możemy sobie siedzieć do 90 dni bez żadnych opłat. Choć w praktyce do 30 dni. Jeśli pobyt jest dłuższy, to trzeba m.in. zarejestrować się w Narodowym Rejestrze Szczepień, co wiąże się z wizytą u lekarza. Płatną wizytą. O naszych perypetiach związanych z rejestracją powstanie osobny wpis, bo działo się - trafiliśmy do uniwersum Pythona. Niezależnie od długości pobytu przed przylotem należy (bezpłatnie) wypełnić arrival card. Po podaniu wszystkich danych, m.in. czasu pobytu i adresu w Singapurze, dat szczepień na covid, zakresu ubezpieczenia itp., otrzymuje się kod QR, który należy okazać w imigracyjnym wraz z certufikatem szczepienia oraz polisą. A jak to wygląda w praktyce?
![]() |
| Mała zapowiedź tego, że zieleń tutaj wciska się wszędzie. Nawet w środek lotniska. |
Lądujecie na bardzo ładnym i nowoczesnym lotnisku. Szybciutko kierujecie się do kolejki do imigracyjnego. Stajecie w dwóch różnych kolejkach, żeby było szybciej - w końcu Rysiek czeka. Czekacie może z 10-15 minut, bo wszystko idzie dość płynnie. Na pewno po części dzięki temu, że osoby mieszkające na stałe w Singapurze mają dedykowane bramki do samodzielnej odprawy imigracyjnej - przykładają kartę rezydenta i już są w kraju. 😁
Docieracie w końcu do okienka imigracyjnego - standardowo uśmiech do kamery, palce na skaner, odpowiadacie na pytanie urzędnika, co to za dziwny adres podaliście w arrival card, bo to nie hotel. Nawet kodu QR i certyfikatu szczepienia nie trzeba pokazać - mają wszystko w systemie, więc po co? Stempla do paszportu też nie dostajecie, przyjdzie na maila. I tyle - jesteście w Singapurze!
Następnie Wasz entuzjazm jednak gaśnie, gdy widzicie, jak straż graniczna eskortuje Niemęża na bok...
Wdech, wydech, wdech, wydech... Tyle granic przekroczyliśmy i zawsze było dobrze. TERAZ to się musiało stać? Kiedy Rysiek czeka i MUSIMY dziś do niego dotrzeć? Ja już w Singapurze, Niemąż w teorii jeszcze w Kambodży, nie mam jak do niego wrócić. Na szczęście szybko włączyło się myślenie. Gdyby komuś z Was się przytrafiła taka sytuacja, to pamiętajcie - w Singapurze na lotnisku jest internet. Odpalam Telegrama, piszę do Niemęża, żeby mi dał znać. Niemężowi myślenie jeszcze się nie odpaliło, nawet nie sprawdził, czy na lotnisku jest wifi. Alternatywnie bawi się tą sytuacją i nie uznaje jej za poważną na tyle, żeby do mnie napisać. Bez jaj, nie zrobiłby mi tego, nie? 😅
Podbiegam zatem jak najbliżej bramek, skaczę i macham telefonem z nadzieją, że zwróci na mnie uwagę. No i zwrócił - strażnik. Tylko tego brakuje, żeby i mnie zgarnęli. 😅 Natomiast jak wyjaśniłam panu sytuację, to był ogromnie miły i próbował mnie pocieszyć, że może np. skaner odcisków palców był wadliwy. (Taaa, gdyby skaner nawalił, to wzięliby go do budki obok...) W końcu Niemąż też mnie zauważa i odpisuje. Ubawiony... Taka jest krótka historia naszego związku - ja ze stanem przedzawałowym, a on na pełnym luzie. 😂 W końcu go wypuszczają i idziemy po bagaże.
Jak wyglądała rozmowa Niemęża z urzędniczką? Uwaga, fikcja literacka! (Ale niebezpiecznie blisko rzeczywistości.)
X: Na ile dni Pan przyleciał?
P: ... (Cisza, próbuje policzyć w głowie, ile dni to 6 tygodni...)
X: Na ile dni?
P: Dni? (nadal liczy...) Nie wiem, na ile dni - tak jak napisane w arrival card.
X: ...
A co to za dom, który Pan podał w arrival card?
P: Dom? Jaki dom?
Terrorysta jak nic! Wcale się nie dziwię, że nie chcieli go wpuścić...
Choć i tak wiem, że wszystkich od paru minut nurtuje inne pytanie - kim, do licha, jest Rysiek? 😉
Garść informacji praktycznych:
- kurs z centrum SR na lotnisko: 5 usd (z Phiromem)
- lot Kambodża-Singapur linią Singapore Airlines: 850 zł/os., w tym bagaż nadawany, konkretne miejsca i posiłek; da się taniej przez stolicę, ale nie chcieliśmy się bawić w przesiadki i woleliśmy lecieć bezpośrednio ze Siem Reap
- Grab z lotniska w Singapurze do centrum: 25 sgd - miejcie odliczone, bo kierowcy mają problem z wydaniem reszty, a po drodze średnio jest gdzie stanąć, żeby rozmienić.








Komentarze
Prześlij komentarz