Wioski (prawie) na wodzie
Siem Reap to nie tylko majestatyczny Angkor Wat. To także jezioro, które ciągnie się prawie aż po stolicę. A nad nim domy na palach, które przez część roku są zanurzone w wodzie. Czyli co? Jedziemy! 😁
Nad jeziorem Tonle Sap można przebierać wśród floating villages, czyli wiosek na wodzie. Większość turystów jeździ do Chong Khneas, położonej niecałe 20 km od SR. Według internetów jest to jednak największa komercja, więc odpuszczamy tę wątpliwą przyjemność. Druga w kolejce jest Kampong Phluk, ale też zaliczyła parę kiepskich opinii w internecie. Zatem nasz wybór pada na jeszcze bardziej oddaloną Kompong Khleang. Liczymy na to, że ze względu na odległość tutaj będzie najmniej turystów. Ewentualnie w drodze powrotnej wskoczymy jeszcze do którejś z tych bardziej turystycznych. Chyba że każą nam ponownie zapłacić, to nie wskoczymy. Tak, w Kambodży (i nie tylko) za wejście (a raczej wpłynięcie) do wioski się płaci. I to niemało - 20 dolarów. Niestety, według internetów do miejscowej ludności trafia zaledwie niewielki ułamek tej kwoty. Choć i tak nie zawsze.
Kompong Khleang leży ponad 50 km od Siem Reap, czyli jakieś 1,5h jazdy. 😅 Drogi w Kambodży nie są najgorsze, ale jednak demonem prędkości tu nikt nie zostanie. Tym razem zamiast skorzystać z usług Phiroma (ok. 35 usd) bierzemy motocykl. Dawno nie jeździliśmy. No i będziemy mieli okazję się trochę zgubić i polatać dronem po polach.
Czy ja wspominałam, że drogi w Kambodży nie są takie złe? Chyba w najbliższej okolicy Siem Reap! Im dalej od miasta, tym ciekawiej. Nasze pośladki długo nie zapomną tej podróży. 😂 Póki trzymamy się drogi nr 6, to jest jeszcze ok. Trzeba uważać na spory ruch (na tej drodze jest tłoczno o każdej porze dnia i nocy), ale nawierzchnia jest ok. Po niecałej godzinie jednak trzeba zjechać na drogę gminną. Oczywiście w połowie trasy mijaliśmy znaki na wioskę kilkukrotnie, ale kiedy w końcu dotarliśmy do zjazdu, to już żadnej tabliczki nie ma. Trzeba tu koniecznie mieć nawigację. Skoro Google twierdzi, że mamy skręcać, to skręcamy w gminną. Zaczynamy coraz więcej podskakiwać, ale wciąż mamy jakiś asfalt. Mijamy psy, kury, pola. Domy zaczynają mieć coraz wyższe podmurówki, niektóre są nawet na metrowych palach. Czyli jedziemy dobrze. W tym przekonaniu utwierdza nas mijana budka biletowa... Zamknięta na 4 spusty, na ogrodzeniu znajduje się nawet łańcuch. Ojej, jak nam przykro, że nie wydamy 40 dolarów. 😛 A tak na poważnie - co teraz? Wracamy? Jedziemy dalej? Ktoś nas może wyrzucić? Mieszkańcy rzucą się na nas z widłami? Skoro już tu jesteśmy, to ruszamy dalej. Za budką asfalt się kończy i jedziemy już po ubitym piachu. Po kilkunastu minutach trafiamy do wioski. Wszystkie domy stoją na palach, ale ciężko powiedzieć, czy to już - jest sucho, więc domy na wodzie mogą nie być na wodzie. Najważniejsze, że nikt nie czai się na nas z widłami - mieszkańcy uśmiechają się do nas pogodnie. Tzn. najczęściej się z nas śmieją, obserwując nasze poczynania na motocyklu, ale przynajmniej atmosfera jest pogodna. I nigdzie nie widzimy wideł.😅
![]() |
| Po takich mostkach się jeździ na prowincji. 😁 |
Lokalni mieszkańcy pokazują nam też, żebyśmy jechali dalej, więc jedziemy. Droga gminna przechodzi w drogę polną. Bardzo polną. Właściwie to już chyba nie jest droga, ale kilka kolein, dzięki którym radośnie sobie podskakujemy. Po 20 minutach (czyli pewnie z 2 km) już nawet koleiny nam się kończą i parkujemy motocykl. Żeby zobaczyć domy na palach zanurzonych całkiem w wodzie, powinniśmy przejść jeszcze sporo. Jednak ścieżka coraz bardziej zarośnięta krzakami i ciągnąca na nas burza szybko rewidują nasze plany. Bardzo nie chcemy wracać tą drogą w deszczu. Bardzo. Latamy chwilę dronem, po czym wracamy. Przejeżdżamy przez wioskę, żegnani chórem głosów dzieci, krzyczących do nas hello. 😅
Trafiliśmy do Kambodży w porze teoretycznie już deszczowej, ale w praktyce jeszcze suchej, więc większość domów stała sobie na palach przy piaszczystej drodze. Natomiast i tak warto tu było przyjechać. Nam się podobało i polecamy. W szczególności za darmoszkę. 😆
Garść informacji praktycznych:
- motocykl: braliśmy stąd, 10 usd/doba (+ standardowo zwrotny depozyt 200 usd), paliwo na wioski i rundki po Siem Reap kosztowało 4 usd; u Phiroma koszt przejazdu wahał się między 20 a 40 usd, zależnie do wioski
- wstęp do wiosek na wodzie: teoretycznie 20 usd/os., każda wioska ma ten sam cennik.








Komentarze
Prześlij komentarz