Beauty w Singapurze

Europejczycy mieszkający w Azji często narzekają na zabiegi upiększające. Kosmetyki zwykle nie są przystosowane do tak jasnej skóry, a fryzjerzy rzadko umieją zająć się cienkimi europejskimi włosami i po prostu je palą podczas układania. Nie zawsze też umieją dobrze je przyciąć, bo nasze włosy zachowują się inaczej. A jak jest w Singapurze?
W Singapurze jest rzesza expatów! Prawdopodobnie dlatego sytuacja wygląda inaczej, tzn. lepiej. Można znaleźć fryzjera, który rzadkie polskie włosy ostrzyże w 10 minut za grosze. I zrobi to fenomenalnie. 

Pewnego dnia Niemąż spojrzał w lustro i stwierdził, że to już czas na strzyżenie. A jeśli nawet on tak stwierdził, to faktycznie był to już najwyższy czas. A nawet ze 4 tygodnie po czasie. 😂 Wybrał się do pobliskiego salonu kcuts - strzygą w nim tylko panów i tylko kilka poluarnych w Korei sposobów. P usiadł na fotelu, dostał zdjęcia dostępnych fryzur, po czym powiedział, że mają strzyc, jak im się podoba - byle potem jak człowiek wyglądał. Niemąż nie ma wielkich wymagań w kwestii urody. (Tylko proszę nie komentować, że dlatego jest ze mną, bo się odlubimy na Facebooku. 😝) Po 10 minutach zapłacił 10 sgd (czyli 30-35 zł, grosze jak na Singapur) i wyszedł z najlepszą fryzurą w swoim życiu. Sam to przyznał. Natomiast strzyżenie nie sprawiło, że nagle zaczął wyglądać jak jakaś gwiazda kpopu.

Sama do fryzjera nie poszłam - wiadomo, trzeba zapuszczać włosy na Rak'n'rolla. Za to poszłam do... centrum włosa. W Singapurze roi się od różnej maści chińskich salonów piękności. Co rusz otwierają się nowe punkty, których pomysłem na reklamę są promocyjne zabiegi. Jeśli wyłączycie adblocka, to codziennie będziecie dowiadywać się o jakiejś nowej promocji. 😁 A najfajniejsze jest to, że do tej pory nikt nie zorientował się, aby ograniczyć promocje tylko do rezydentów. Tak właśnie z reklamy na Youtube trafiłam do Bio Organicare w centrum handlowym City Gate. Zaintrygowali mnie promocyjną ofertą profesjonalnego czyszczenia skóry głowy. Kiedyś oglądałam program o takim zabiegu i od tego czasu chciałam go wypróbować. Tym bardziej że ciągłe 30-40 stopni na zewnątrz sprawiło, że co jakiś czas czułam porządne swędzenie na głowie, a w Singapurze jeszcze włosy mi wypadały jak szalone. Takie minusy tropików. 😑 

Przejrzałam warunki promocji, po czym wysłałam zgłoszenie przez stronę. Kwadrans później dostałam wiadomość na whatsapp, kiedy mogę porozmawiać i jaka forma będzie dla mnie najwygodniejsza (duży plus za obsługę klienta). Umówiłam się na konkretny termin praktycznie z dnia na dzień (kolejny plus za podejście do klienta). W dniu 0 pojechałam do centrum. Dostałam ankietę do wypełnienia, po czym miła pani wzięła mnie do mikrogabinetu na rozmowę. Przejrzała ze mną odpowiedzi, google'ała nawet Hashimoto, bo nie kojarzyła tej choroby, a nie chcieła mi niechcący krzywdy zrobić. Gdzie tarczyca, a gdzie włosy, ale niech jej będzie. 😅
Następnie wyciągnęła mikroskop cyfrowy i oglądałyśmy sobie moją skórę głowy na komputerze. Nie jest to najprzyjemniejszy widok na świecie. Objaśniła mi, co jest infekcją, które mieszki włosowe są zdrowe, a w przypadku których straciłam już większość włosów. Różowo to nie wyglądało, ale dobrze było się przekonać o stanie włosów i zagrożeniach w perspektywie kilkunastu lat.

Po zakończonym badaniu mikroskopem pani prowadząca założyła nową gębę (za Gombrowiczem) - sprzedawcy. Do tej pory obsługa klienta to była bajka. Ale teraz zaczęły się schody. Bo i owszem, jest oferta promocyjna, ale pod warunkiem, że skorzysta się z jeszcze jakiegoś zabiegu. Pani zaczęła mi wyliczać, ile będzie mnie kosztować terapia na wypadanie włosów - tylko 500 sgd po zniżkach. W przeciwnym razie będę musiała zapłacić za czyszczenie ponad 100 sgd. Pomijam fakt, że nigdzie na stronie nie mieli takiej informacji... Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy w tym momencie nie podziękować za usługę, bo nie lubię być robiona w konia, jednak przekonały mnie dwie kwestie:

  • jeśli nie tu, to nie zrobię tego nigdzie indziej w ciągu najbliższego roku
  • w Polsce taki zabieg, o ile jest dostępny (sprawdziłam - jest!), to też na pewno nie będzie tani (trochę tańszy, ale tani nie jest).

No i w końcu już tu jestem... Natomiast mimo wyliczeń i prób przekonania mnie, odpuściłam całą drogą kurację i wzięłam tańszy detoks, płacąc za wszystko niecałe 140 sgd. Mam jednak jakieś pokłady asertywności. Pani była niepocieszona, ale skoro zasiała wiatr, to zebrała burzę - za mocno na mnie naciskała. Gdyby miała inne podejście, to może i bym nawet wzięła całość. Mieli dobre opinie w necie, a myśl o utracie włosów mnie mocno martwiła. W sprzedaży nie warto za mocno naciskać na klienta. Zwłaszcza jeśli cechuje go słowiańska krnąbrność. 😁

A co mogę powiedzieć o samym zabiegu? Całość trwała niecałe 1,5 godziny, więc faktycznie się przyłożyli. Wmasowali mi co najmniej 4 różne rzeczy. Pani wykonująca zabieg była miła i delikatna. Choć mówiła głównie po chińsku, to jakoś dawałyśmy radę się dogadać na migi. W dodatku przyniosła mi herbatkę (wiadomo - chińską). A po wyjściu z salonu na mojej głowie działa się magia. To było warte każdych pieniędzy. W lustrze widziałam, że mam wciąż włosy na głowie, ale kompletnie ich nie czułam. Jakby były zrobione z powietrza. Ustało też swędzenie, które towarzyszyło mi od ostatnich dni w Tajlandii. Po zabiegu nawet włosy myło się mi o wiele łatwiej. Jeśli macie taką okazję, to też spróbujcie, bo naprawdę warto. Polecam! Po powrocie do Polski też się od razu rozejrzę za jakąś sensowną kliniką, żeby co pół roku powtarzać zabieg. Częściej według mnie nie ma sensu.

Singapur to też dobre miejsce, jeśli potrzebujecie uzupełnić zapas kosmetyków - zarówno te do pielęgnacji, jak i do makijażu. Tutaj bez problemu dostałam korektor w odpowiednim odcieniu. W innych państwach azjatyckich byłby z tym większy problem (z dość oczywistych powodów). Natomiast w Singapurze jest tylu expatów z Europy, że im się opłaca ściągać kosmetyki pod nas. 😏 Spośród singapurskich drogerii najbardziej podpasował mi Watsons - to taki odpowiednik naszego Rossmanna, w którym można znaleźć wszystko, nawet leki OTC (czyli bez recepty). Co ciekawe, ceny markowych produktów w Singapurze są wyższe, ale wcale nie aż tak - do polskich cen trzeba doliczyć ok. 25-30%. 


Garść informacji praktycznych:

  • Bio Organicare Hair Center - zabiegi na włosy, m.in. detoks i czyszczenie skóry głowy, nadal mają promocję na stronie
  • kcuts - koreańskie strzyżenie w 10 minut za 10 sgd, mają kilka punktów w Singapurze
  • Watsons - azjatycki odpowiednik Rossmanna, także pod względem cen.
 


Zdjęcia skóry głowy nie mam, więc wrzucam fotkę Lynxa, skoro o beauty mowa. 😍

Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu