Cudeńka leoparda Leonarda
W ramach szlajania się po ulicach KL wybrałam się do Kwai Chai Hong - jednej z bardziej instagramowych miejscówek w stolicy. Nie żebym się przekonała do założenia insta, ale tam po prostu miało być ładnie (wg zdjęć z Google'a). Kolorki, murale - Google nie musiał mnie długo przekonywać, wystarczyły 3 sekundy. Niemąż w tym czasie wolał popracować. Chyba wciąż obawiał się, że wytyczone przez mnie ścieżki będą wiodły tylko tropem Szaruka. 😂
KCH to... ciężko określić, czym jest KCH. Najlepszym terminem jest chyba galeria uliczna. Przede wszystkim można tu znaleźć murale przedstawiające codzienne życie sprzed lat. Jako fanka murali - polecam. W tej przestrzeni organizowane są także czasowe wystawy - ja akurat tego dnia trafiłam na drzwi. Tzn. wystawę drzwi, a nie że w drzwi weszłam! Ślepa jestem, ale nie aż tak. 🙈 I wiem, że wystawa drzwi nie brzmi intrygująco (ani instagramersko), ale popatrzcie sami.
![]() |
| Nawet na okolicznych uliczkach można znaleźć murale. |
Kiedy zastanawiam się, dokąd jeszcze warto skoczyć w danym miejscu, to od lat przy samodzielnym szwędaniu się korzystam z tego samego sposobu. Tzn. otwieram mapy Google'a i przeglądam (prawie że) każdy budynek w interesującej mnie okolicy. Sprawdzam też opinie o danym miejscu. W ten sposób często natykam się na perełki, o których nie pisze żaden przewodnik. W taki właśnie sposób w okolicy KCH odkryłam Art House Gallery Museum of Ethnic Arts.
Art House Gallery to galeria komercyjna z antykami na sprzedaż. Natomiast w jej głębi znajduje się prywatna kolekcja właściciela, czyli właśnie Museum of Ethnic Arts. W teorii za wstęp trzeba zapłacić 5 ringgitów, ale... Leonard, czyli właściciel, wystawia te wszystkie cudeńka z miłości do sztuki etnicznej. Zatem jeśli akurat na niego traficie, to machnie ręką i powie Wam, że macie wchodzić za darmo. Tak, miałam to szczęście. 😁 (Przed wyjściem i tak wrzuciłam do skarbony owe 5 ringgitów, bo jednak jak wstęp płatny, to płatny.)
Narzędzia, broń, kostiumy, fajki do opium, biżuteria. Czego tu nie ma! Nawet strój wodza oraz maskę szamańską można znaleźć! Polecam też zaczaić się na Leonarda. I nie dla tych 5 złotych oszczędności. Jeśli przyuważy, że wchodzicie do muzeum, to pójdzie za Wami. I niby tam coś poprzekładać musi, coś dołożyć do wystawy, półki odkurzyć. A tak naprawdę będzie Was obserwować niczym tygrys w zaroślach. A jak tylko zobaczy, że o! nadarza się okazja do zagajenia, to wyskoczy na Was z tych zarośli niczym tygrys. Albo leopard. I zaufajcie mi - pozwólcie leopardowi Leonardowi na Was wyskoczyć, bo wizyta przeniesie się na zupełnie inny poziom. Będzie on jednak wymagał także główkowania - pan właściciel lubi robić quizy. 😆 A do czego służy ten przedmiot? A który z tych artefaktów symbolizuje płodność? itp. Jestem z siebie dumna - tylko jednego nie wymyśliłam. Chyba zdałam egzamin. 😅 Chwilę później zemściłam się na nim, bo zadałam pytanie, na które nie znał odpowiedzi - skoro dzioborożce są dla plemion święte, to czemu z ich dziobów robione są narzędzia i biżuteria? Makao i po makale. 😂 Choć podejrzewam, że już zna odpowiedź.
Garść informacji praktycznych:
- Kwai Chai Hong - wstęp bezpłatny
- Art House Gallery Museum of Ethnic Arts - oficjalnie 5 myr/os., ale jeśli traficie na leoparda Leonarda, to za darmo (albo co łaska).























Komentarze
Prześlij komentarz