Po tygodniu spędzonym w Sandakanie (i pierdyliardzie zjedzonych gofrów) wracamy do Kota Kinabalu. Tym razem nie śpimy już przy lotnisku, ale na nasz nocleg zabukowany na Airbnb musimy poczekać jeszcze jedną noc. Żeby uniknąć niepotrzebnego noszenia bagażu, bierzemy hotel Promenade mieszczący się w tym samym bloku. 😆 W Malezji, a w szczególności w KK, lubują się w megablokach. Przez środek naszego Api-Api przebija się nawet uliczka! Bez wychodzenia poza jego mury możemy zjeść (teoretycznie w ponad 20 knajpkach, ale nie wszystkie mają opcje wege), zrobić zakupy (w 5 marketach) i pranie (samodzielnie lub oddać pracownikom pralni). Oraz się zgubić - nawet Niemężowi się zdarzy kierunki pomylić. 😅
Do Promenade zajeżdżamy późno - w sam raz akurat na nocleg. Na szczęście to tylko jedna noc, bo nie możemy z czystym sercem polecić tego miejsca. Uderza nas to, że jest... głośno. Niesie się z korytarza niemiłosiernie. W dodatku podpadli mi zatajaniem informacji. Pokój wzięliśmy po taniości, skoro mieliśmy tu spędzić zaledwie parę godzin. Podczas rezerwacji w żadnym miejscu nie wspomniano, że nie będziemy mieć okna... Cóż, to tylko parę godzin. Damy radę!
Między check-outem w starym hotelu a check-inem w nowym mamy parę godzin. Hmmm, co można by tu zrobić? Sandakańskim zwyczajem zostawiamy bagaże na recepcji i idziemy do kina! Co prawda nie mamy żadnego w naszym budynku, ale trudno - przejdziemy te parę kroków na drugą stronę ulicy. Niech będzie. 😂 Pozytywnie zaskakuje nas to, że wszystkie filmy mają napisy angielskie. Nie jesteśmy ograniczeni tylko do amerykańskich produkcji. Co więcej - nawet mają Bollywoody! 😍 Niestety, o tej godzinie puszczają tylko amerykańską szmirę, więc bierzemy popcorn i idziemy oglądać film o słupie (i przygłupie)... W centrum handlowym mamy też wielki supermarket, naszą ulubioną sieć od gofrów (niestety) oraz wege knajpę z obiadkami za parę złotych. Tyle wygrać!
Po seansie odbieramy bagaże ze starego hotelu, po czym idziemy dwa piętra wyżej do zarezerwowanego Airbnb. Mijamy 2 martwe karaluchy (genialnie!), korytarz, który mógłby grać w horrorze (rozglądam się za Nicholsonem z siekierą), a także smutno zawodzącego rudego kota (wyobraźcie sobie miałczącego Krzysztofa Cugowskiego z chrypą po ostrej popijawie). Ojej! 😅
Szczęśliwie wynajęte studio jest ok. Co prawda garnki są niekompatybilne z jedyną działającą płytą, ale najważniejsze, że nic nie biega. No, może poza kotami, które skaczą po dachach i balkonach. Oraz klatkami tych kotów, które uderzają z hukiem, kiedy mruczki odgrywają Prison Break. Ojej! 😅
Garść informacji praktycznych:
- Grab z lotniska do hotelu: 10 myr/kurs
- nocleg w Promenade Service Apartment: 86 myr/noc
- nocleg Airbnb: 100 myr/noc
- pralnia samoobsługowa: zwykle między 5,5 a 8 myr za jedno załadowanie (zależnie od wybranego programu), proszek: 2 myr, suszenie: 5 myr
- kino Growballs: 12,5 myr/os.
 |
Nie ma to jak połączyć 5 wielkich bloków w jeden megablok! Raz żeśmy się nawet zgubili, wracając o domu. Z kompasem trzeba chodzić. 😆
|
 |
Widok z korytarza prowadzącego do naszego airbnb.
|
 |
"Takiego wielkiego bazaru w centrum handlowym to jeszcze nie widziałem!" Niemąż aprobuje. 😂
|
 |
KK całe jest poprzecinane przejściami nadziemnymi. W dodatku klimatyzowanymi!
|
 |
Każdy z 4 odcinków przejścia ma własne światła... Pełna zmiana: 15 minut. Nie ma co się dziwić, że wszyscy na czerwonym chodzą.
|
 |
Standardowa zabudowa w KK.
|
 |
W końcu jesteśmy w muzułmańskim kraju.
|
 |
Pralnia samoobsługowa. W KK jest na każdym rogu!
|
 |
Standardowo na przedmieściach nie ma chodnika. 😅
|
 |
Takie ciekawe "kamyki" na wybrzeżu można znaleźć.
|
 |
To nie kokos, to kamień!
|
Komentarze
Prześlij komentarz