Z mieszkania do centrum mamy ok. 2km, a do naszej knajpy wege jakieś 1,6 km. Zatem dużo spacerujemy po Chiang Mai. 😅 I odkrywamy, obserwujemy, porównujemy - zwłaszcza przyrodę.
- W CM karaluchy są równie duże jak w Nepalu, ale występują rzadziej i głównie w wersji rozdeptanej. (Choć już na dzień dobry w mieszkaniu zastaliśmy jednego zasuszonego, rozmiaru europejskiego... Na szczęście koledzy nie wpadli na stypę.)
- Tajlandia z kolei odbija sobie w kwestii szczurów - w Nepalu ich za dużo nie widzieliśmy, za to w CM na naszej trasie do centrum jest taka jedna miejscówka, w której ZAWSZE można znaleźć całą kolonię. 😅 Choć trzeba przyznać, że tajskie szczurki są dobrze wychowane i się nie naprzykrzają. Chyba że ktoś (np. Niemąż) właśnie celuje w nie telefonem.
- Jaszczurek więcej widzieliśmy w Tajlandii. (Pewnie dlatego mają mniej karaluchów.)
- W Nepalu królowały psy. W Tajlandii - zdecydowanie koty. Psy też się szwędają po ulicach, ale przegrywają z kotami 1:5. Najwięcej mruczków można spotkać w świątyniach - każda ma swojego domowego (świątynnego) kota.
- Kogutów i kur porównywalnie dużo. Już pogodziliśmy się z myślą, że w Azji zawsze będziemy mieć koguta nastawionego na 5:30 rano...
Przy okazji - Chiang Mai to też miasto... przy okazji. Naprawa skuterów? A to przy okazji zrobimy sobie knajpę. Otwieramy pralnię? A to przy okazji wstawmy grilla i sprzedawajmy kiełbaski albo krewetki. A może startujemy z nową knajpą? No, to wiadomo, że podczas obiadu każdy przy okazji chce naprawić skuter, więc zatrudnijmy kucharza-mechanika. 😅
 |
A przy okazji zwiedzania można wpaść na masaż. 😆
|
 |
Tajska wersja 6.01. 😂 (Czyli Pomnik 3 Króli.)
|
 |
Wg nas właścicielka knajpy prowadziła jeszcze jakieś eksperymenty chemiczne. Przy okazji. 😁
|
 |
A przy okazji zwiedzania można zerwać sobie mango.
|
 |
| Songthaew dalekobieżny. |
 |
Songthaew miejski.
|
 |
Gdyby komuś zapomniało się, jak wygląda rodzina królewska. (Czyli spacer i przy okazji lekcja... WOS-u?)
|
 |
Hotel. I przy okazji galeria terrakoty...
|
 |
Siłownia w parku miejskim. Z betonowymi hantlami... 💪
|
 |
Rybki w parku. Za 20 thb można było kupić dla nich pokarm.
|
 |
| A kto to się tak nam przygląda? |
Na ulicach mijały nas:
- samochody
- skutery
- riksze
- songthaewy.
Autobusów w CM nie widzieliśmy (poza dalekobieżnymi, ale te odjeżdżają z dworca poza centrum, czyli prawie że nie z CM). Co ciekawe - rowerzystów też nie. Niektórzy tak na skuterach zasuwają, że się nie dziwię. 😅 Jako że w nieturystycznej dzielnicy ciężko o rikszę czy songthaew, to w praktyce ciągle sobie tuptamy - po przejściu 1,2km nie opłaca się wskakiwać do songthaewa na ostatnie 600m. Zwiedzanie na nogach ma ten plus, że kiedy człowieka coś zainteresuje, to po prostu może skręcić czy wejść w jakąś bramę. Z samochodu mniej widać i nie da się tak szybko wyskoczyć (zwłaszcza gdy prowadzi go dorabiający sobie emeryt, który zawsze marzył o karierze kierowcy rajdowego). A na nóżkach można np. odkryć absolutnie fantastyczną, niesamowitą galerię sztuki ulicznej. Tak fantastyczną, że aż dwa razy do niej weszłam. Co prawda wciąż nie wiem, na jakiej zasadzie odbywa się zwiedzanie, bo wygląda to raczej jak chodzenie po warsztatach malarzy ulicznych, ale... nieważne. Ważne, że zdolni ludzie tam tworzą i całkiem za darmo (chyba!) można to wszystko zobaczyć. 💓







Garść informacji praktycznych:
- songthaew do dowolnego miejsca w mieście - 30 thb/os. (max 50 thb, jeśli to jakieś obrzeża). Riksza po mieście to bardziej 80-100 thb (można, a nawet trzeba się targować).
- Dream Space Gallery - wejście darmowe. Obok jest kawiarnia, więc można coś małego zjeść (nie mają zbytnio opcji wege) i wypić (jest prawdziwy ekspres).
- Nong Buak Haad Public Park - wejście za darmo. Można śmiało za friko korzystać z siłowni pod chmurką, pomostu (idealnego do akrojogi) i toalety. Płatny tylko pokarm dla rybek. 😀
Komentarze
Prześlij komentarz