Świątyn(n)ie w Chiang Mai

Z czasów dzieciństwa pamiętam taką przyśpiewkę (hit wycieczek autokarowych):
Na prawo most, na lewo most, a dzieciom chce się siusiu!
W Tajlandii brzmiałaby ona na prawo świątynia, na lewo świątynia... Przy czym, nawet jeśli dzieciom chce się siusiu, to nie ma problemu - w każdej (!) świątyni są darmowe toalety. Zatem jeśli kogoś przyszpili na mieście, to już wiecie, dokąd się udać. 😂

Tajskie świątynie muszą być:

  • złote, żeby się dobrze mienić w słońcu
  • wysadzane (szklanymi?) kolorowymi kamieniami, żeby się dobrze mienić w słońcu
  • położone w słonecznym miejscu, żeby się dobrze mienić.

Czyli przede wszystkim...? Zgadliście - świątynie muszą się mienić. ✨💎🌟To jedyna istotna zasada sztuki budowlanej tutaj. Równocześnie trzeba jednak oddać Tajom, że mają rozmach (aż się prosi o pewien cytat z Kilera). W dodatku rozmach co 200 metrów. Niemężowi po 3 świątyniach zaczęły się już nudzić: A to my już tu nie byliśmy? Jak to nie? One wszystkie wyglądają tak samo! 
Póki co ja wciąż jestem zachwycona. Cóż, najwyraźniej z kobiet faktycznie są większe sroczki i jak coś się mieni, to im się podoba. Choćby to była 20. taka sama świątynia. 😅





























I jeszcze mały świątynny (świąteczny) bonus! W CM trafiliśmy na imprezę. A jak! 

Pewnego pięknego dnia Niemąż został w domu pracować, a ja się wypuściłam na miasto. Do Wat Chedi Luang - najważniejszej świątyni CM (powiedzmy takiej bazyliki). Przechadzam się między rozkładającymi się straganami z jedzeniem (a nuż coś wege?) i prażę się na słońcu (ach ten multitasking). Aż tu nagle gość siedzący pod świątynią coś do mnie woła. W mojej głowie zapala się lampka ostrzegawcza. Będzie chciał rozmawiać o Bogu? Sprzedać mi bębenki? Poćwiczyć angielski (a przy okazji zaciągnąć mnie do 5 sklepów, żeby dostać prowizję)? Nie ze mną te numery. Próbuję zrobić unik, ale się uwziął. Niestety, dobre wychowanie wygrywa z asertywnością i już po chwili zaczynamy rozmawiać. Miękka faja jestem, Niemąż już dawno byłby przy bramie wyjściowej. 😅

Pan przedstawia się jako tymczasowy wolontariusz policji turystycznej. Na tym etapie powinnam zwiać, ale dobre wychowanie wciąż wygrywa. Standardowa gadka, jak mi się podoba świątynia i takie tam. Oczywiście, dopytuje też, skąd jestem - zbiera statystyki, kto odwiedza teraz świątynię. Teraz to już tym bardziej powinnam zwiać, bo nawet nie zapisał mojej odpowiedzi w żadnym notesie. W głowie statystyki prowadzi? Bujać to my, nie nas... W głębi duszy godzę się już z wizją odwiedzenia 5 sklepów z pamiątkami (tylko popatrz, nie musisz kupować). Jednak zamiast zaciągnąć mnie w uliczki handlowe pan zadaje mi szalenie istotne pytanie: A wiesz, na co teraz się tutaj przygotowujemy? Gdzieś na mieście widziałam plakaty, że w weekend organizowane będzie święto światła (w wersji mini, takie na tysiąc fajerków jest dopiero jesienią). Zatem z pewnością siebie odpowiadam, że tak, że wiem - zaraz będzie święto. Oj, jak się pan ucieszył, że w końcu trafił się taki zorientowany turysta! Dobre świadectwo dałam naszemu krajowi. 💪 Przynajmniej w teorii. Podekscytowany pan zaczął opowiadać o święcie Inthakhin, które wyglądało raczej jak ceremonia zawierzenia miasta niż czczenia światła, ale co tam. Cieszył się, że wiem o (jakimś) święcie. Sprawdziłam później w mieszkaniu, że w tym samym czasie odbywały sie 2 festiwale, więc moja pewność siebie była bezpodstawna. Cóż, nie zawsze chodzi o to, aby wiedzieć. Czasem wystarczy po prostu sprawiać odpowiednie wrażenie. 😂

W ogóle coś ta nasza wyprawa się robi tematyczna - od święta do święta. Najpierw urodziny Buddhy, niedługo urodziny królowej (a konkretnie - drugiej żony króla). A teraz w Chiang Mai świętujemy... po prostu Chiang Mai. A konkretnie miejski filar, czyli właśnie tzw. Inthakhin (tajski odpowiednik naszego kamienia węgielnego). Mieszkańcy wierzą, że składając dary opiekunom miasta właśnie w świątyni Chedi Luang, zapewnią bezpieczeństwo miastu. Przy czym świętowanie po tajsku wygląda bardziej jak nasze... dożynki? Nie ma umartwiania się, są za to śpiewy, tańce, kwiaty, smaczne jedzenie i ogólnie nastrój jarmarku. Można nawet dać sobie wymasować stópki albo pobawić się ze świnkami. 😂 Fajne są te tajskie święta!










Znak czasów.







Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu