Po wyjściu z dworca w Chiang Mai zabraliśmy się za szukanie transportu. Wiadomo - dworzec, więc poszło szybko. Och, jacy byliśmy z siebie zadowoleni, że udało nam się stargować z 200 do 100 thb za kurs! Och! Do momentu, gdy dotarliśmy do taksówki, która była nie taksówką, ale... jak to ująć... publicznym minibusem? Dużym przewozem osób? Z nadrukowaną ceną! 30 thb/os... Zawsze sami wszystko zrobimy najlepiej. Nawet siebie w konia.
No cóż, przepłaciliśmy 5 złotych, ale przynajmniej mieliśmy cały pojazd dla siebie. Choć jeśli policzyć nasze gigantyczne plecaki jako ludzi, to powinniśmy nawet dopłacić.
 |
Songthaew wyłaniający się zza zakrętu.
|
Swoją drogą - ciekawe rozwiązanie. Na pace samochodu zamontowane są dwie ławki, może wejść ok. 8 osób. I jeździ taka taksówka/minibus po mieście, szukając chętnych. Czerwone jeżdżą tylko po mieście, żółte wyjeżdżają do okolicznych miejscowości. Tylko jeśli jedzie się na jakieś kompletne obrzeża CM, to trzeba dopłacić, ale to i tak nie będzie więcej niż 50 thb.
W Chiang Mai chcieliśmy żyć bardziej jak miejscowi. A po miesiącu spędzonym w głośnym Nepalu - także mieć trochę świętego spokoju. Dlatego nocleg wybraliśmy oddalony od centrum o 2 kilometry. Plusy? Faktycznie cisza i spokój. Minusy? Żadnej wege knajpy w pobliżu. Cóż, chcieliśmy żyć jak miejscowi, to trzeba było gotować samemu. Czyli żyć jak miejscowi. 😅 Przynajmniej sklepy mieliśmy pod ręką - 7/11 (taka tajska Żabka) oraz mini Big C (taki tajski Carrefour Express). Choć po miesiącu spędzonym w Tajlandii doszłam do wniosku, że oni chyba mają w konstytucji zapisane, że każdy obywatel musi mieć zapewnione 7/11 w odległości nie większej niż 300 metrów od jego miejsca przebywania. Żabka w Polsce musi się jeszcze postarać, żeby dorównać 7/11 zagęszczeniem.
Wynajęcie mieszkania w niezbyt turystycznej dzielnicy ma jeszcze jeden mankament - trudność w znalezieniu budynku. Niby mamy adres, ale mapy Niemęża pokazują inny punkt w mieście niż mapy kierowcy. Czy muszę wspominać, że moje pokazały jeszcze inny budynek, oddalony o 200 metrów? Sprawy nie ułatwiał też fakt, że nazwa naszego budynku pojawia się w kilku dzielnicach CM. Jakoś wszyscy chcą się nazywać Tree Boutique Condo. Gdyby ktoś ich rezerwował (a polecamy), to szukajcie na Google Tree Boutique RESORT. Ostatecznie razem z kierowcą postanowiliśmy po prostu przejechać całą podaną w adresie ulicę. Wolniutko. Oglądając każdy budynek. 😆
I co? I oczywiście, że jak zajechaliśmy pod ten właściwy, to ja twardo twierdziłam, że nawet nie wchodzę, bo to nie ten! Bo na airbnb inaczej wyglądał! Na szczęście pan, mimo braku znajomości angielskiego, był przekonany o swojej racji i siłą perswazji mnie przekonał. Ufff, jesteśmy w domu! A jak wygląda nieturystyczna okolica naszego trzytygodniowego nieturystycznego domu?
 |
Sprzedaż durianów.
|
 |
To nie second hand. To suszy się pranie.
|
 |
Ołtarzyki na każdym rogu.
|
 |
"Jacob's department store is weak" - ciekawe, co im zrobił Jacob...
|
 |
Po kablach można poznać, że jesteśmy w Azji. 😆
|
 |
Gdyby komuś się zapomniało, jak wyglądają członkowie rodziny królewskiej. Co 200m jacyś stoją. 😅
|
 |
U nas są food trucki, a w Tajlandii food motocykle.
|
 |
Pełne zaufanie do ludzi.
|
 |
Gaśnica! 😀
|
 |
Helikonia dziobata.
|
 |
W Tajlandii pranie wiesza się na... wieszakach.
|
 |
Kurczaki były wszędzie. Na szczęście żywe. 😅
|
Garść informacji praktycznych:
- nocleg: zarezerwowaliśmy przez airbnb to mieszkanie. Wyszło ok. 76 zł/noc.
- songthaew do dowolnego punktu w centrum: 30 thb.
Komentarze
Prześlij komentarz