Kierunek: Chiang Mai
Z wjazdem do nowego kraju mieliśmy sporo szczęścia - Tajlandia była na etapie wycofywania kolejnych wymogów wjazdowych. Obecnie wpuszczają już wszystkich jak za czasów sprzed pandemii, ale my jeszcze musieliśmy się zarejestrować w specjalnym systemie i pokazać na wjeździe tzw. Thai Pass. Jednak rejestracja (oraz potwierdzenie szczepień, ubezpieczenia itp.) poszła szybko - nasze Thai Pass bez problemu dostaliśmy już po 2 dniach (a nie po 10). Najważniejsze, że w momencie wjazdu od zaszczepionych turystów nie wymagano już 1-dniowej kwarantanny w certyfikowanym hotelu. Wiecie, taka jedna nocka na start za 400 zł minimum... Razy 2, bo kwartantanna była indywidualna. Za 8 stówek to możemy wziąć mieszkanie na 10 dni, a nie jedną noc w hotelu. Choćby nie wiem, jaki był wypasiony. Zwłaszcza że w trakcie kwarantanny nie można z pokoju wychodzić. 😅
A jak wyglądał nasz ulubiony element przekraczania granicy, tzn. urząd imigracyjny? Mieliśmy taki ekspres, że ledwo zauważyliśmy, że już jesteśmy w Tajlandii. 😅 Mnóstwo okienek, zero kolejek, nawet nam nie pozwolono na spokojnie dokumentów wyciągnąć, tylko od razu nas skierowano do odpowiedniej osoby. Powinniśmy się wyspowiadać z certyfikatu szczepienia, Thai Pass, ubezpieczenia, biletu wylotowego i noclegu. A skończyło się na oglądaniu paszportu, zamiganiu Thai Passem i... już mieliśmy pieczątki w paszportach. W imigracyjnym nie spędziliśmy nawet 5 minut. Bagaże doleciały w 1 kawałku (choć mój plecak wymagał małych poprawek krawieckich), więc zgarnęliśmy wszystko i udaliśmy się w kierunku metra na dworzec. Wieczorem mamy od razu pociąg do Chiang Mai, zwiedzanie Bangkoku zostawiamy na koniec.
![]() |
| Dwa żółwie bijące pokłony przed tajskim metrem. 😆 Kto jeździł ze stelażem, ten dobrze zna tę pozę. |
![]() |
| Widoki z metra (ARL). |
Na dworcu Hua Lamphong funkcjonuje przechowalnia bagażu. Tzn. pokój zamykany na kluczyk w rogu głównej poczekalni dworcowej. Jeśli będziecie potrzebować z niego skorzystać, to macie dwie opcje:
- pokręćcie się 10 minut pod drzwiami, rzucając tęskne spojrzenia w kierunku drzwi
- od razu skierujcie się do pani siedzącej za (szkolnym) biurkiem przy wejściu na perony. To ona jest szychą z kluczykiem do przechowalni. 😂
Azja ma to do siebie, że jeśli nawet jakiś plan wydaje się przemyślany i logiczny, to jednak życie udowadnia, że jest na odwrót. Weźmy takie sobie śniadanie. Proste - zjemy na mieście, bo po co przepłacać na lotnisku, co nie? Nie mamy wielkich wymagań - ja potrzebuję kawy, a Niemąż potrzebuje dużo. 😆 I co? I niby Tajlandia taka buddyjska, ale znalezienie w okolicach dworca jedzenia wege nas przerosło. Wszędzie tylko na zmianę kurczak i wieprzowina. Było trzeba zjeść na lotnisku wbrew rozsądkowi. Pokluczyliśmy trochę po okolicy, ale ostatecznie skończyło się na doraźnych zakupach w 7/11 (odpowiedniku naszej Żabki).
Po nieprzespanej nocce na lotnisku w Delhi nie mieliśmy sił na chodzenie w upale (i wciąż trochę na głodniaka), więc postanowiliśmy przeczekać na dworcu. Poczekalnia dworcowa NIE jest miejscem, które dostarczy Wam rozrywki na 8 godzin. Może na godzinę max. Pooglądacie specjalne ławki dla mnichów (wraz z mnichami na nich zasiadającymi), popodziwiacie portrety rodziny królewskiej (na temat której mam niezbyt pozytywne zdanie, ale o tym kiedy indziej) oraz... wysłuchacie hymnu oraz orędzia do narodu. Codziennie o 18. Tak - trzeba wstać i zachować poważną minę. Za obrazę króla (choćby i głupią miną) można trafić do więzienia. 😅
Jedyną rozrywką (oprócz szukania śniadania), jaką sobie zapewniliśmy, był odbiór biletów na pociąg. Zabukowaliśmy je już 1,5 tygodnia wcześniej przez https://12go.asia/ Polecam! Za usługę kupna biletów trzeba co prawda zapłacić, ale nie są to wielkie kwoty. A przynajmniej mieliśmy pewność, że będziemy mieć miejsca w pociągu. I w dodatku obok siebie. Teoretycznie moglibyśmy kupić bilety w kasie tego samego dnia, ale po co kusić los? (Oczywiście, w pociągu były jeszcze wolne miejsca, więc dalibyśmy rade kupić bilety tego samego dnia...) Biuro 12go znajduje się zaraz obok dworca, więc mieliśmy co robić przez 20 minut. I dali nam za darmo butelki wody. 😋
Wieczorem jeszcze tylko szybkie zakupy i hopsa! wsiadamy do pociągu. Początkowo chcieliśmy wziąć 1. klasę (własny przedział), ale wszystkie miejsca zeszły na 2 tygodnie przed naszą rezerwacją, więc jechaliśmy 2. klasą. (Więcej klas w nocnych nie ma.)
Minus? Wagon bezprzedziałowy (głośno) i centralnie regulowana klima (czyli jak to w Azji - tak zimno, że trzeba polar ubrać).
Plus - jest zasłonka, więc mamy choć złudzenie prywatności. I jak w Indiach - leżanki dla każdego! W dodatku bez karaluchów. 😊 A teraz przed nami zaledwie 13 godzin i będziemy w Chiang Mai. Dobranoc!
![]() |
| Widoki na trasie Bangkok-Chiang Mai. |
Garść informacji praktycznych:
- metro z lotniska (Suvarnabhumi) na dworzec główny (Hua Lamphong): 65 bahtów (odpowiednio 35 thb za ARL City Line do stacji Makkasan i 30 thb za MRT Blue Line do dworca). Bilety (tokeny) na każdy odcinek trzeba kupić osobno, nie sprzedadzą od razu jednego wspólnego, bo to różni przewoźnicy.
- przechowalnia bagażu na dworcu - 30 thb za bagaż (niezależnie od czasu przechowywania).
- internet na dworcu - jeśli nie chcecie płacić/zostawić danych paszportu itp., to polecam Black Canyon na antresoli - mają swoje własne wifi i dają hasło każdemu, trzeba tylko zapytać. Wifi działa w odległości do 5m od kawiarni.
- bilet Bangkok-Chiang Mai (stary nocny pociąg nr 13, rezerwacja przez 12go): 800 tbh/os. (+600 tbh za wspólną rezerwację).
Gdy przebywaliśmy w Tajlandii, to kurs kształtował się na poziomie 1 zł = 8 tajskich batów (thb). Teraz za złotówkę można dostać już tylko 7 thb. (Spieszmy się podróżować, tak szybko złotówka spada...)











Komentarze
Prześlij komentarz