Indie! Choć póki co tylko przelotem...
Nasz plan na po Nepalu zakładał Tajlandię. Bali ma być we wrześniu, zatem Singapur i Malezja jakoś w wakacje, Indie zostawiamy na koniec, więc padło na Tajlandię/Kambodżę/Wietnam. Jako że żadnego z nas nie ciągnęło do Wietnamu, a ceny lotów do Kambodży zatrważały, to wypadło na Tajlandię. A że miała łagodzić przepisy, to tym bardziej trzeba było jechać, zanim się masowo turyści zjadą.
Czy wszystko mogło pójść zgodnie z planem? Nie w naszym przypadku. I tak jak jednego dnia mieliśmy jeszcze opcję bezpośredniego (taniego) lotu tajskimi liniami, tak w kolejnym tygodniu przestaliśmy już ją mieć. Z jakiegoś powodu połączenie zniknęło na dobre. Ma się to szczęście! 😅 A że już się przywiązaliśmy do myśli, że po Nepalu będzie Tajlandia, to rozpoczęły się poszukiwania względnie taniego połączenia. Jedyny bezpośredni kurs moglibyśmy odbyć Nepal Airlines za 1500 zł. Nie wiem, co przerażało bardziej - opinie o tych liniach czy cena. Zatem skoro już i tak musimy lecieć z przesiadką, to czemu nie przez Indie? Lecimy z Kathmandu do Delhi linią indiGo wieczorem w piątek trzynastego, a kolejnego dnia nad ranem z Delhi do Bangkoku. I szarpiemy się na kapsuły do spania na lotnisku, żeby nie bawić się w wizy na parę godzin. Niestety, ze względu na problem z otrzymaniem kodu weryfikującego OTP na polskie numery nie mogliśmy kupić lotu bezpośrednio od indiGo, więc kupiliśmy przez edreams.net. W dodatku ze względu na promocję zrobiliśmy to po niższej cenie niż u przewoźnika. Czy jednak farciarze!
Mamy bilety, więc lecimy, prawda? Nieprawda. Odwołali nasz lot. Najwyraźniej piątek 13-ego jednak jest pechowy. 😅 I tu zaczęły się schody - kupowaliśmy przez przewoźnika, ale całe przebukowanie robiło indiGo... Niby wystarczyło kliknąć w trzech miejscach, żeby się przebukować na kolejny dzień, ale strona indiGo wymagała autoryzacji kodem OTP... Edreams wciąż twierdziło, że nasz lot odbędzie się 13. Na szczęście indiGo ma na stronie czat, na którym przy odrobinie samozaparcia da się przebić przez czatbota do żywego człowieka! Po 2h siedzenia na tymże czacie (i niezliczonych spróbujcie przez stronę albo przebukujcie w aplikacji, a także ale nie przychodzi mi OTP, a wszędzie go wymagacie!) przebukowaliśmy się w końcu na 14. Edream wciąż wysyłało przypomnienia, że lecimy 13. 😂
Dopiero później w Nepalu domyśliliśmy się, dlaczego nam lot odwołali - przecież trwały wybory! Ruch samochodowy wstrzymali, granicę lądową z Indiami zamknęli. IndiGo pewnie wolało anulować lot - tak na wszelki wypadek.
Pierwsze stresy związane z przelotem Nepal-Tajlandia za nami, więc teraz powinno już pójść z górki, prawda? Nie! Na lotnisko w Kathmandu dojechaliśmy bez problemów z takim wyprzedzeniem, że nawet musieliśmy czekać na check-in prawie godzinę. Z plusów - na lotnisku są fontanny, więc można się napić za darmo (5 minut nudy mniej). I podziwiać mnichów nadających bagaż na lot do Indii (kolejne 5 minut). Oraz turystów wyciągających książki do foliowania (z 10 minut co najmniej)... Mnie też kazali się wyspowiadać ze wszystkich posiadanych książek. Nawet do notesu się przyczepili, bo wyglądał jak książka.
Zatem do Nepalu najlepiej brać e-booki. 😅 Jak już przyszło do naszego check-inu, to trafił nam się pan, który po zobaczeniu paszportów zakrzyknął Lewandowski. Od razu przyjemniej się zrobiło, więc... dzięki, Robert! Być może dzięki takim wtykom nikt nie wymagał od nas obowiązkowego departure form. Naprawdę chcieliśmy, ale nie było komu go oddać. Być może wg jakiegoś nepalskiego systemu wciąż jesteśmy w Kathmandu. 😅
Choć to stolica, lotnisko jest malutkie - takie na zaledwie 6 bramek oraz 1 sklep. Serio, nawet Modlin wygląda na większy. Jeśli liczycie na obiad przed lotem, to możecie zapomnieć. Tzn. teoretycznie ów wspomniany sklep wydaje jakieś gorące posiłki, ale ze 4 na krzyż. I jako że ma monopol, to ceny rozwalają system... Nawet w Himalajach nie było tak drogo! A tam zaopatrzenie często trzeba wnosić na plecach. Na pamiątki last minute na lotnisku też nie ma co liczyć - co najwyżej paczkę cukierków za 10 zł kupicie. Zatem nawet kartki, magnesy i inne takie trzeba ogarnąć jeszcze na mieście.
![]() |
| Zaopatrzenie jedynego sklepu. |
![]() |
| Za darmo można nie tylko napić się wody, ale też podładować telefon. |
![]() |
| Ostatnia kontrola w Nepalu. |
Mimo przejścia check-inu i boardingu, tuż przed wejściem do samolotu czekała wszystkich jeszcze jedna kontrola - dokumentów i bagażu. A podobno nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Sam lot do Delhi był przyjemny. (Przede wszystkim był!) 1,5h lotu i byliśmy na miejscu. Teraz czekało nas 11 godzin czekania na lot do Bangkoku. Pierwotny plan zakładał, że prześpimy się w kapsułach na lotnisku. Niestety, kapsuły na terminalu międzynarodowym były remontowane... Alternatywą było IHG za ciężkie pieniądze (nadal bardziej opłacalne niż bezpośredni lot do Bangkoku), ale... Czy na 100% damy radę przejść do hotelu? Niby terminal ten sam, ale czy na pewno nas wpuszczą? Kiedyś po lotnisku w Delhi można było bez ograniczeń biegać i skakać z kąta w kąt. Wg strony lotniska z powodu epidemii część przejść została zamknięta... Niestety, nie dopowiedzieli już, o które chodzi. Eeeee, szkoda wyrzucać 6 stów, spróbujemy na miejscu. (Tak, nocowanie w hotelu na terminalu to 600 zł za pokój!)
Latanie w czasach covidowych to zdecydowanie nowe doświadczenie. Człowiek ma szansę doświadczyć tego, czego nie doświadczyłby w normalnych okolicznościach. Ba, nawet może poczuć się niczym jakiś sławny piosenkarz albo aktor. Kiedy wyszliśmy z rękawa, czekał na nas komitet powitalny. 😅 Nie mogliśmy w ramach tranzytu tak sobie po prostu przejść pod inną bramkę, musieliśmy zostać oficjalnie odeskortowani przez Rahula. Poczekaliśmy na jeszcze kilku innych podróżujących do Tajlandii i ruszyliśmy do właściwej części lotniska. Innym brakowało pobranej apki, wydruku wyniku testu itp. Tacy byliśmy dumni z siebie, że wszystko mieliśmy. Zero problemów, wszystko na miejscu - Rahul musi być z nas dumny. Do czasu kolejnej kontroli bezpieczeństwa (to już 3. albo 4. tego dnia). Niby tranzyt, ale w Delhi trzeba dać się przeskanować jeszcze raz. I tu pojawił się problem o wadze 249 gramów. Drony należy przewozić w bagażu nadawanym... I na nic zdało się tłumaczenie, że przecież w Nepalu mówili, żeby jako elektronikę do bagażu podręcznego włożyć, że to przecież tranzyt jest, że lotnisko to teren niczyi, więc co nam po przepisach dotyczących terenu Indii. Dron musi lecieć w bagażu nadawanym albo wcale. Dron za 2 koła. Niby nie tragedia, ale... dron za 2 koła...
![]() |
| Na lotnisku robiłam też polowanie na Bollywood! 😁 |
W taki sposób minęły nam prawie 2 godziny... Jeszcze tylko 9! Ciśnienie podniosło nam się tak, że żadne pewnie nie dałoby rady zasnąć tej nocy - dobrze, że nie wykupiliśmy hotelu. Pochodziliśmy po lotnisku, upolowaliśmy jedzenie. Niestety, widać efekt pandemii - pamiętam, że kiedyś na tym lotnisku otwartych było o wiele więcej punktów. Tragedii nie ma, nadal jest parę knajp, jakieś punkty z (mega) drogimi pamiątkami, duty free, ale przed pandemią było więcej. Najedzeni zaczęliśmy szukać przestrzeni do okupowania przez kolejne parę godzin. W normalnych czasach zaciągnęłabym Niemęża od razu do poczekalni przed shuttle busem na lotnisko krajowe. Tam zawsze były takie ekskluzywne ogromne fotele, w których można było nawet wygodnie się przekimać. Jednak przy tak pozamykanym lotnisku nie było na to szans. 😔 Na szczęście w Delhi sporo ludzi spędza nocki na lotnisku, więc w paru miejscach są postawione leżanki - mieliśmy szczęście i dorwaliśmy dwie. Nawet daliśmy radę się na nich wyspać. A już za parę godzin będziemy w Tajlandii!
![]() |
| Leżanki na lotnisku. |
![]() |
| Poduszka z bluzy (ja miałam dmuchaną), opaska na oczy - mówiłam, że nieźle się przygotowaliśmy! |
![]() |
| Kierunek Tajlandia! |
Garść informacji praktycznych:
- lot linią indiGo Kathmandu-Bangkok z nocką na lotnisku w Delhi - 800 zł/os. W tej cenie mieści się także dopłata za nadawany bagaż 20 kg i konkretne miejsca (obok siebie).
.jpg)



.jpg)




Komentarze
Prześlij komentarz