Przed podróżą: przydatne gadżety (wg nas)

Dzisiaj nie będzie o przygodach, ale o przygotowaniach przed przygodami. Być może kogoś natchnie któraś z pozycji i sprawi sobie prezent przed wakacjami. W końcu zawsze jest dobra okazja, żeby zrobić prezent samemu sobie. 😀 

Zanim pojawił się pomysł tego wyjazdu, sami nie wiedzieliśmy o istnieniu paru z tych rzeczy. Doprowadziły nas do nich ciekawość (ciekawe, czy ktoś coś takiego wymyślił) oraz Allegro (niestety żadna reklama, po prostu tak faktycznie było). Starałam się w nazwach dodać linki do naszych aukcji, ale niektóre oferty już są archiwalne - w miarę możliwości podawałam wtedy producenta i charakterystyczne atrybuty. Może też poglądowe zdjęcie na dole okaże się pomocne.

  1. Solarny powerbank Webski 16k mAh
    Nasz absolutny nr 1 na tej liście, o istnieniu którego nie wiedzieliśmy przed wyprawą. Ok, większość nocy spędzamy tutaj w miastach, w których prąd jest. Chociaż w schroniskach w Himalajach nas powerbank ratował... I kiedy mieliśmy blackout w Kathmandu... Cóż, jednak w Azji nawet w mieście prąd nie jest pewnikiem. 😅 Jasne, można byłoby wziąć po prostu powerbanki, ale po co, skoro można wziąć taki ładowany słoneczkiem? I w dodatku działa nawet przez szybę! A jeśli chwilowo nie ma słońca, to można naładować go z gniazdka. Korzystaliśmy z niego nawet miesiąc przed wyjazdem, żeby zaoszczędzić trochę na prądzie.
    Cena (na początku 2022): 200 zł.

  2. Nanopresso
    Według Niemęża zakup zbędny, ale on nie lubi kawy. 😋 Gdyby nie to, Nanopresso wylądowałoby tutaj przed solarnym powerbankiem. Po trzydziestce człowiek robi się jakiś bardziej wybredny i np. już nie chce przez rok pić kawy rozpuszczalnej (feeee). Opcja rzucam kawę nie wchodzi w grę. (Nie i już.) A w Azji nie zawsze kawiarnia będzie blisko domu (pomijam już koszt takiej codziennej kawy), ekspresu się nie da wziąć pod rękę... Zaraz, zaraz, nie da? I tu cały na biało (a raczej na czarno) wchodzi Nanopresso! Osobiście jestem tym gadżetem zachwycona, po kilku miesiącach codziennego (!) korzystania nadal działa. I niech tak pozostanie jeszcze na długie lata - będzie jeździł ze mną wszędzie. Przy czym trzeba pamiętać, że lepiej wrzucić go w bagaż podręczny niż nadawany - zmiana ciśnienia w luku bagażowym nie jest dla niego korzystna. No i czasem prawdziwym wyzwaniem okaże się kupienie mleka do kawy...
    Cena (na początku 2022): w wersji podstawowej 230 zł (czarny, bez szpanerskiego metalowego etui i zestawu powiększającego). Warto przegrzebać allegro albo inne platformy, bo nawet na początku roku widziałam identyczne zestawy za 100-150 zł więcej...

  3. Słomka filtrująca
    Kupiona jako prezent dla Niemęża, który lubi spać w lesie i pić ze strumieni... (Już kiedyś wspominałam, że to dziecko natury.) Wzięliśmy ze sobą do Azji z myślą o trekkingu w Nepalu - piliśmy z rzek, nie pochorowaliśmy się, więc chyba działa. W paru miejscach pewnie będziemy z niej korzystać nawet w miastach, jeśli nie dostaniemy wzbudzającej zaufanie wody butelkowanej.
    Cena (pod koniec 2021): 137 zł za wersję z gwintem, który można nakręcić bezpośrednio na szyjkę butelki. Teraz te słomki są już tańsze.

  4. Dron DJI mini SE 
    Nie chcieliśmy kupować sprzętu dla profesjonalistów, bo nigdy nie lataliśmy, a i szkoda by było, gdyby coś mu się stało w podróży. Chodziło raczej o coś małego, lekkiego i wystarczająco dobrego. Wersja mini ma dodatkowy plus - wagę <250 g, co w niektórych krajach jest zaletą ze względu na łagodniejsze przepisy. Po zakupie drona trzeba pamiętać, że jeśli chcecie nim latać w Europie, to obowiązkowo trzeba zrobić certyfikat operatora i pilota. Kurs i egzamin odbywają się bezpłatnie i w 100% online. Wystarczy jedno popołudnie.
    Cena (na początku 2022): 2000 zł za zestaw z dodatkowymi bateriami i kablami.
     
  5. Uniwersalny adapter Blashorn
    Jak twierdzi producent - działa w ponad 150 krajach. 😆 Wersja podwójna, tzn. wejście i wyjście są kompatybilne z wtyczkami/gniazdkami typu amerykańskiego, brytyjskiego, australijskiego i europejskiego. W dodatku da się podłączyć sprzęty typowym kablem USB oraz typu C. Czasem korzystaliśmy z adaptera właśnie jak z trójnika, a nie przejściówki - komputer wpięty w gniazdko i 2 telefony w USB. Testowany w paru krajach, wciąż działa, jest lżejszy od większości uniwersalnych adapterów (= nie wypada z gniazdka). Jeśli ktoś dużo podróżuje po świecie, to polecamy.
    Cena (pod koniec 2021): 99 zł.

  6. Plecak składany 20l Spokey Hidden Peak
    Plecak, w który dałam radę się spakować na kilkudniowy trekking po Himalajach. Te 20l to kłamstwo, tam musi być większa objętość. 😂 Plecak składany, czyli bez żadnych wzmocnień, usztywnień itp., po złożeniu można go zmieścić w dłoni. Waży prawie nic, dlatego został kupiony. Jakość pierwsza klasa, nosi się go bardzo wygodnie, choć wydawałoby się, że bez typowej konstrukcji będzie lipa. Trzeba tylko pakować sie z głową - plecak nie ma usztywnianych pleców, więc czuć każdą wypukłość.
    Cena (pod koniec 2021): 60 zł.

  7. Kubek z miarką i dziubkiem
    Na dłuższych wyjazdach sprawdza się idealnie. Do bagażu wzięliśmy też grzałkę, więc gdyby nam się trafiło miejsce bez kuchni, to dalibyśmy radę zagrzać wodę na kawę. Miarka w kubku (do 500 ml) to strzał w dziesiątkę, jesli trzeba coś odmierzyć (np. wodę do rozpuszczenia leków). Dziubek jest dobrze wyprofilowany, więc przelewa się cud, miód, malina. Może to i głupie, ale ja się tym kubkiem naprawdę jaram, bo podczas tego wyjazdu wiele razy te atrybuty się przydawały. No i własny kubek w podróży to zawsze plus - taka namiastka domu.
    Cena (pod koniec 2021): 21 zł.



Komentarze

Zobacz też

Arabski Ryanair

Czym Indie stoją? [Podsumowanie]

Symbol(-e) Hyderabadu